|
|
Damian Baliński zdobył w Toruniu tylko trzy punkty (fot. Mariusz Cwojda)
|
Znakomita passa żużlowców Unii Leszno została przerwana. Po jedenastu zwycięstwach z rzędu, tym razem zespół Byków musiał uznać wyższość rywala, przegrywając w Toruniu z Unibaksem 39:51. Na pocieszenie wielkopolanom pozostał punkt bonusowy w dwumeczu.
Po raz ostatni zespół Romana Jankowskiego zjeżdżał z toru pokonany w... pierwszej kolejce sezonu. Przegrał wtedy w Gorzowie ze Stalą. Od następnego spotkania rozpoczęła się już jednak efektowna seria leszczynian, którzy przez ponad trzy miesiące nie dawali szans przeciwnikom. Dopiero w niedzielę na MotoArenie musieli po raz drugi przełknąć gorycz porażki.
Już pierwszy wyścig zapowiadał problemy ekipy Byków. Doświadczona para juniorów Unii - Jurica Pavlić i Sławomir Musielak przegrała podwójnie z toruńskimi osiemnastolatkami - Emilem Pulczyńskim i Michaelem Jepsenem Jensenem. W kolejnym biegu wygrał wprawdzie Jarosław Hampel, ale kiedy dwie gonitwy później młody Pulczyński z łatwością pokonał weterana światowych torów - Leigh Adamsa, stało się jasne, że goście będą mieć olbrzymie problemy z przedłużeniem swojej serii w Toruniu.
Po piątym wyścigu, za sprawą Hansa Andersena i Adriana Miedzińskiego gospodarze wygrywali już dziesięcioma punktami, jednak sztab szkoleniowy Unii nie stosował rezerw taktycznych. - Na początku zawodów nasi zawodnicy mieli olbrzymie problemy z dopasowaniem się do toru i nie było wiadomo kto pojedzie dobrze w kolejnym wyścigu, a kto zawiedzie - tłumaczył dyrektor sportowy Unii Sławomir Kryjom.
A torunianie powiększali przewagę. W pewnym momencie zespół Jana Ząbika wygrywał z liderem tabeli aż 39:21 i zagrożony był nawet punkt bonusowy. Aby go obronić, szkoleniowiec Byków w końcu sięgnął po rezerwy taktyczne. W 11. biegu Janusz Kołodziej i Hampel wygrali podwójnie, przybliżając biało-niebieskich do "oczka" za lepszy bilans w dwumeczu. W ostatnich pięciu wyścigach Unia spisywała się zresztą zdecydowanie lepiej, niż we wczesniejszej części spotkania. Leszczynianie w tej fazie nie przegrali już żadnego wyścigu, a ich bohaterem był Kołodziej. Najskuteczniejszy żużlowiec gości w obu biegach nominowanych meldował się pierwszy na mecie.
- To był taki kopniak dla nas. Unibax pokazał nam nasze niedostatki. Dobrze, że w tym momencie sezonu, a nie w fazie play-off. Mamy czas aby się poprawić i w finałach pojechać już lepiej - komentował później Kołodziej. - Cały czas ostrzegałem, że Unibax to zespół, który stać na miejsce w tegorocznym finale. Ich porażki w kilku poprzednich spotkaniach o niczym nie świadczyły, a kwestią czasu było kiedy wreszcie "odpalą". Pech chciał, że ten moment nadszedł w meczu z nami - dodał Sławomir Kryjom.
Po porażce z Toruniu Unia straciła pozycję lidera Ekstraligi na rzecz Stali Gorzów. O tym, czy wróci na pierwsze miejsce przed fazą play-off zadecyduje bezpośrednie starcie obu ekip, do którego dojdzie za dwa tygodnie w Lesznie.
Unibax Toruń - Unia Leszno 51:39
Unibax Toruń
Chris Holder 10 (2,3,3,0,2)
Wiesław Jaguś 4 (1,2,1,0)
Adrian Miedziński 12 (3,1,3,3,2)
Hans Andersen 9 (1,3,1,3,1)
Ryan Sullivan 7 (1,2,3,1,0)
Emil Pulczyński 6 (3,3,0,-)
Michael Jepsen Jensen 3 (2,1,0)
Unia Leszno
Jarosław Hampel 10 (3,0,2,3,2,u/w)
Troy Batchelor 2 (0,2,0,-)
Janusz Kołodziej 13 (2,3,0,2,3,3)
Damian Baliński 3 (0,1,-,2)
Leigh Adams 7 (2,1,2,0,1,1)
Jurica Pavlic 3 (0,0,-,2,1)
Sławomir Musielak 1 (1,0)
|