|
|
Paweł Stangret przyznał, że długi KM Ostrów przekroczyły już trzy miliony złotych (fot. Grzegorz Glubiak)
|
Klub Motorowy Ostrów jest już praktycznie trupem. W trakcie nadzwyczajnego zebrania członków klubu przewodniczący Komisji Rewizyjnej Stanisław Kupczyk próbował utworzyć zarząd, by uniknąć kuratora. Bezskutecznie, a to praktycznie oznacza, że żużlowego stowarzyszenia uratować się już nie da.
Chętnych do ratowania KM Ostrów też nie ma zbyt wielu - na zebraniu stawiło się tylko 11 z 25 członków KM Ostrów. Chętnych do trzyosobowego zarządu nie było nawet wśród tych 11 pasjonatów czarnego sportu. Tym bardziej, że zadłużenie klubu jest większe, niż wcześniej sądzono. - Można powiedzieć, że KM ma około 3 milionów złotych długu. Po prostu we wcześniejszym bilansie, który został przedstawiony na ostatnim zebraniu sprawozdawczo-wyborczym, nie uwzględniono wszystkich zobowiązań - mówi Paweł Stangret, koordynator Klubu Motorowego Ostrów. Jak się okazuje, nie wszyscy zawodnicy czy też firmy wystawiły rachunki.
Zanim jednak rozpoczęto poszukiwania nowych członków zarządu, którzy mieli się podjąć trudnej misji walki z komornikami i innymi wierzycielami, Paweł Stangret przedstawił brutalną, ale szczerą prawdę o sytuacji KM. - Nieustannie odbieram telefony od różnych wierzycieli klubu. Tygodniowo do klubu listonosz przynosi 50-60 listów z różnymi wezwaniami komorniczymi. Rozmawiałem również z naszymi byłymi zawodnikami: Pawlaszczykiem, Ząbikiem, Miśkowiakiem czy Gomólskim - mówił Stangret. Jak się okazało, w klubie był już komornik, który zajął wszystko to, co może zostać sprzedane. - Komornik chciał również zająć bandy dmuchane, ale one należą do miasta. Podobnie było z ciągnikiem, ale jego właścicielem jest firma Intar - mówił Stangret.
Na tym nie koniec kłopotów Klubu Motorowego. Okazuje się, że lada moment KM będzie musiał również opuścić pomieszczenie klubowe. Powód - niepłacenie rachunków za wynajem pomieszczeń od Miejskiego Zakładu Zieleni. - Z drugiej jednak strony to nawet i lepiej. Nie stać nas na ogrzewanie i po co te pomieszczenia mają się niszczyć. Tylko gdzie zdeponujemy klubowe dokumenty? - zastanawiał się Stangret.
Niezapłacona została również trzecia rata kary za mecz ze Startem Gniezno. - Chodzi o 12 tys. złotych. Jeśli tych pieniędzy nie zapłacimy w najbliższych dniach, wówczas klub zostanie zawieszony przez Główną Komisję Sportu Żużlowego. Naprawdę nasza sytuacja jest fatalna - podkreślał koordynator KM Ostrów.
Na poniedziałkowym zebraniu pojawił się były wiceprezes Klubu Motorowego Tadeusz Grądzielewski, który - tak się wydawało - mógł wejść w skład nowego zarządu klubu. Stangret zauważył jednak, że Grądzielewski przez komornika również chce odzyskać 1,9 tys. złotych - były wiceprezes wkrótce opuścił obrady. Wtedy było już jednak wiadomo, że próby ratowania KM Ostrów się nie powiodą. - Proszę mi uwierzyć, że nie jesteśmy w stanie uratować tego klubu - mówił stanowczo Paweł Stangret. A w takiej sytuacji chętnych do wstąpienia do zarządu nie było. - Reaktywowanie trupa nie ma sensu. Trzeba rozwiązać to stowarzyszenie - mówił Przemysław Chleboś, członek KM Ostrów.
Nawet jednak postawienie w stan likwidacji KM i powołanie komisji likwidacyjnej nie było możliwe. - Na zebraniu nie było wymaganej liczby członków klubu, którzy mogliby podjąć taką decyzję - przyznał Marian Baura, były członek Zarządu KM.
Tym samym do momentu powołania kuratora sądowego Klubem Motorowym będzie kierował powołany na listopadowym zebraniu koordynator Paweł Stangret. Pewne jest jednak, że wkrótce stowarzyszenie przestanie istnieć.
|