|
|
Czy Chris Harris i spółka pojadą w niedzielę w Łodzi? Jest to coraz bardziej wątpliwe (fot. Mariusz Cwojda)
|
Nadal nie wiadomo, czy dojdzie do niedzielnego pojedynku barażowego pomiędzy Orłem Łódź a Lazurem Ostrów Wlkp. Sponsor Orła Witold Skrzydlewski nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, czy jego zespół przystąpi do dwumeczowego barażu. Wszystko powinno się wyjaśnić jeszcze dzisiaj.
W poniedziałek Główna Komisja Sportu Żużlowego wyznaczyła sędziego, który w niedzielę w Łodzi ma prowadzić mecz barażowy pomiędzy Orłem a Lazurem. Zgodnie z regulaminem, dzień później trenerzy obu zespołów są zobowiązani do podania składu. W Łodzi nadal nikt nie potrafi jednak powiedzieć, czy dojdzie do tego pojedynku. - Naprawdę nic nie wiem. Wszystko zależeć będzie od decyzji naszego sponsora. Kiedy rozmawiałem z nim w sobotę, mówił, że nie pojedziemy, ale nadal nie podjął ostatecznej decyzji - mówił Adam Giernalczyk, kierownik Orła Łódź.
Z naszych informacji wynika, że chęć startów z ostrowskim zespołem na razie wyraziła dwójka zawodników. Gotowi do walki, za którą gratyfikację pieniężną otrzymają wynagrodzenie w momencie pokonania zespołu z Ostrowa, są jedynie Piotr Dym i Zdenek Simota. Pozostali zawodnicy nie kwapią się do wydania pieniędzy na z góry przegrany pojedynek.
W Ostrowie wszyscy z niecierpliwością oczekują na decyzje sponsora Orła. - Nadal nic nie wiemy. Nasi zawodnicy są wprawdzie przygotowani na wyjazd do Łodzi, ale to, co robią działacze Orła, jest ogromnym przegięciem - mówił Janusz Stefański z KM Ostrów.
O tym, czy dojdzie do baraży, przekonamy się zapewne dzisiaj.
Za to w czwartek działaczy z Ostrowa czekają kolejne emocje - dowiedzą się ostatecznie, czy... to cih klub jest uprawniony do startu w barażach! Tego dnia Trybunał Polskiego Związku Motorowego będzie rozpatrywał odwołanie GTŻ Grudziądz. Sprawa dotyczy odebrania drużynie z Gruziądza punktów Rory'ego Schleina w pierwszym meczu barażowym w Ostrowie.
Po tym, jak Główna Komisja Sportu Żużlowego potwierdziła decyzję sędziego Macieja Spychały, który uznał protest ostrowian i odebrał Australijczykowi zdobyte przez niego sześć punktów - bo jego motocykl nie stał w parkingu. - Jestem zniesmaczony postępowaniem działaczy z Grudziądza. Przecież regulamin jest czytelny i trzeba go przestrzegać. Nikt z Ostrowa go nie ustalał - mówił Stefański.
- Trochę się tego obawiamy tego posiedzenia w PZMot. O ile w GKSŻ niezależnie od tego, czy dany klub jest dobrze czy źle postrzegany, zasiadające tam osoby znają się na przepisach żużlowych i podejmują właściwe decyzje, to w trybunale jest inaczej. Tam zasiadają ludzie, którzy często nic wspólnego z żużlem nie mają. Właśnie tego się obawiamy. Może ktoś tam będzie miał zupełnie inne spojrzenie na regulamin - mówił jeden z członków zarządu Klubu Motorowego Ostrów.
Działacze ostrowskiego klubu są jednak przygotowani do prawniczej batalii. - Wynajęliśmy już prawnika z Wrocławia. On będzie nas reprezentował w tej sprawie - mówił Janusz Stefański.
|