|
|
(fot. Krzysztof Kaczyński)
|
- Postaramy się awansować - mówili w większości swoich wystąpień siatkarze KS Colman Kalisz podczas prezentacji zespołu przed nowym drugoligowym sezonem. Młoda ekipa nie jest z pewnością faworytem do zajęcia pierwszego miejsca, ale już w poprzednich rozgrywkach pokazała, że potrafi zaskakiwać.
Deklaracje kaliszan były bardzo ostrożne. Trudno się jednak dziwić - w zespole Mariana Durleja i Andrzeja Płócienniczaka w porównaniu z poprzednim, bardzo udanym sezonem, zaszło sporo zmian. Wystarczy wspomnieć, że szkoleniowcy w jedenastoosobowej kadrze mają obecnie aż sześciu zawodników z rocznika 1990 i młodszych. Na dodatek drużynę opuścił jej lider - Łukasz Murdzia oraz doświadczony rozgrywający Piotr Haładus. Z różnych powodów w Kaliszu nie będą już grali także Piotr Mazurek, Paweł Misiak i Artur Przybył. W ich miejsce przyszli: przyjmujący Dawid Kowalewski (ostatnio Wiking Tomaszów Mazowiecki) i Adam Łukasik oraz rozgrywający Patryk Spychała (obaj z Czarnych Wirex Rząśnia). Z seniorami Colmana od kilku tygodni trenuje też Mateusz Skadłubowicz, który przyszedł z juniorskiej ekipy kaliskiej drużyny. - Ten zespół miał wyglądać trochę inaczej, ale niestety się nie udało. Myślę jednak, że spokojnie stać nas na walkę o miejsce w pierwszej czwórce. Potem już wszystko może się zdarzyć - mówi trener Durlej.
Rzeczywiście play-off wydaje się być realny. Awans? To już będzie duża niespodzianka. Zwłaszcza, że najgroźniejsi rywale latem nie próżnowali. AZS UAM Poznań przemeblował niemal cały skład, zatrudniając między innymi Murdzię, a Krispol Września również pozyskał kilku ciekawych graczy. - Poznań będzie zdecydowanie najgroźniejszy. Krispol też ma mocną ekipę, ale taką wrześnianie mieli również w zeszłym sezonie, a mimo to nie załapali się nawet do czwórki, co było dla mnie sporym zaskoczeniem - zauważa Durlej.
On i jego zespół ma zresztą teraz inne zmartwienia, niż dogłębna analiza składów drużyn, z którymi przyjdzie im rywalizować w lidze. Colman wciąż próbuje złapać równowagę po zamieszaniu związanym z ograniczeniem dotacji na klub ze strony sponsora strategicznego. - Jesteśmy już po rozmowach z prezesem Jutrzenki Colian Janem Kolańskim i wiemy na czym stoimy. Jutrzenka wciąż będzie naszym najważniejszym sponsorem, ale określiła pewne warunki tej współpracy. Dlatego nie ukrywam, że liczymy też na pomoc innych - mówi z nadzieją w głosie prezes i jednocześnie drugi trener Colmana Andrzej Płócienniczak. - Jeśli uda się nam scementować wszystkich, którym dobro kaliskiej siatkówki leży na sercu, możemy zbudować naprawdę silny klub, nawet na miarę ekstraklasy - dodaje.
Na razie oprócz kilku mniejszych firm, swoją pomoc zadeklarowało miasto. Do klubowej kasy z magistratu ma wpłynąć 50 tys. złotych, a dodatkowo drużyna będzie mogła nieodpłatnie korzystać z hali OSRiR przy ul. Łódzkiej. To spory postęp, bo jeszcze rok temu ówczesne Grześki musiały płacić za korzystanie z miejskich obiektów, oddając w ten sposób ratuszowi dużą część przekazanej wcześniej puli. Działacze nie ukrywają jednak, że liczą na większą pomoc samorządowców. Zwłaszcza, że kilka dni temu, podczas turnieju w Międzyrzeczu, w którym Colman brał udział, z niedowierzaniem kręcili głową na wieść o kwotach, jakie tamtejsi rajcy mają w tym roku wygospodarowac na siatkówkę. Pierwszoligowy Orzeł może liczyć na wsparcie rzędu 800 tys. złotych! To szesnaście razy więcej niż suma deklarowana przez obecnego na prezentacji Colmana wiceprezydenta Kalisza Tadeusza Krawczykowskiego. - Wkład samorządu musi być większy. Nawet jeśli gramy tylko w drugiej lidze. Będziemy w tej kwestii jeszcze rozmawiać - zapewnia prezes Płócienniczak.
Tymczasem już w najbliższy weekend kaliszanie rozegrają kolejne sparingi. W organizowanym na własnych obiektach turnieju zmierzą się z Gwardią Wrocław i ekipą Młodej PlusLigi PGE Skry Bełchatów. Dla kaliskich kibiców będzie to pierwsza okazja, aby zobaczyć mocno przebudowany zespół Colmana w hali przy ul. Łódzkiej. Początek imprezy o godz. 11.00.
|