|
|
W meczach pomiędzy Grześkami i AZS UAM na uprzejmości jest miejsce jedynie przed meczem (fot. Tomasz Kukuła)
|
Niezwykle emocjonująco zapowiada się dalsza część rywalizacji w półfinale fazy play-off drugiej ligi siatkarzy pomiędzy Grześkami Helleną Kalisz i AZS UAM Poznań. Po dwóch pierwszych spotkaniach jest remis 1:1 i ten wynik najlepiej oddaje to, co działo się w sobotę i niedzielę na parkiecie w hali kaliskiego OSRiR-u.
Walkę o awans do finału lepiej zaczęli kaliszanie. Ekipa Grześków w sobotę pokonała AZS UAM, ale o jej zwycięstwie zadecydowały detale. - Mój zespół nie wytrzymał presji w tym spotkaniu. Popełniliśmy zbyt dużo błędów, nie graliśmy agresywnej siatkówki, czego konsekwencją była przegrana w końcówkach drugiego i czwartego seta - mówił po spotkaniu grający trener akademików Damian Lisiecki. Jego podopieczni przegrali pierwszy mecz 1:3, ale wynik tego spotkania mógł być zupełnie inny. Gdyby poznaniacy w czwartym secie wykorzystali setbola, doprowadziliby do tiebreaka, a wtedy wszystko mogłoby się zdarzyć.
W identycznej sytuacji byli w niedzielę kaliszanie. Przegrywali w setach 1:2, ale w czwartej partii, po ataku Marcina Melnarowicza wyszli na prowadzenie 24:23. Wystarczyło w kolejnej akcji zablokować Wojciecha Janasa i o wszystkim decydowałby piąty set. Tak się jednak nie stało. Dwa błędy w końcówce popełnili Melnarowicz i Łukasz Murdzia, dzięki czemu zwycięstwo padło ostatecznie łupem gości.
Do graczy Grześków trudno mieć jednak pretensje o to, że w decydujących momentach posyłali piłkę w aut. Dynamiczna gra na dużym ryzyku, konsekwencja i mocna psychika wydają się być w tej rywalizacji kluczem do sukcesu. Zwłaszcza, że umiejętnościami obie ekipy są bardzo zbliżone. - Już przed play-off mówiłem, że zespoły z pierwszej czwórki są bardzo wyrównane i walka będzie toczyć się do samego końca - zaznacza Lisiecki.
W tym samym tonie wypowiada się trener Grześków Marian Durlej: - Zobaczymy co będzie w Poznaniu, bo jesteśmy w stanie również tam wygrać dwa mecze - mówi opiekun kaliskiej ekipy. Wydaje się jednak, że do tego potrzebne będzie odciążenie Murdzi. W tej chwili duża część piłek od rozgrywających posyłana jest właśnie do kapitana Grześków, a ten z reguły musi mierzyć się z podwójnym blokiem, który już na niego czeka. W weekendowych meczach wiele z tych akcji kończyło się punktem dla gospodarzy, ale nie brakowało sytuacji, w których aż prosiło się o inny wariant w ataku. - Musimy coś zmienić i na pewno więcej zacząć grać środkiem - zauważa trener Durlej. - Ja czuję się na boisku dobrze dobrze, ale nie ma wątpliwości, że grałoby mi się lepiej, gdybym atakował na ruchomym lub pojedynczym bloku - dodaje z kolei Murdzia.
Oprócz przyjmującego Grześków niezłe zawody, zwłaszcza w sobotę, rozegrał Krzysztof Porada, który doskonale radził sobie zarówno na siatce, jaki i w defensywie. W drużynie AZS tradycyjnie już wyróżniali się Łukasz Grabowski i Lisiecki, do których dołączył Wojciech Janas. Skrzydłowy akademików w sobotę zastępował Wojciecha Małkę, a w niedzielnym meczu pojawił się w wyjściowej szóstce. - Dzisiaj wreszcie brał w końcówkach ciężar gry na siebie i kończył wiele piłek. To był właściwie pierwszy jego mecz, w którym wytrzymał psychicznie. Cieszę się, bo być może wreszcie się przełamał - oceniał jego występ Lisiecki.
Po dwóch meczach w rywalizacji obu drużyn jest remis 1:1. Kolejne spotkania odbędą się w Poznaniu 27 i 28 lutego. Jeśli, któryś z zespołów odniesie tam dwa zwycięstwa, zagra o pierwsze miejsce w lidze ze zwycięzcą pary AZS UZ Zielona Góra - Cuprum Lubin, gdzie jak na razie prowadzą zielonogórzanie 2:0.
Grześki Hellena Kalisz - AZS UAM Poznań 1:3 (20:25, 25:22, 20:25, 25:27)
GRZEŚKI: Haładus, Murdzia, Mazurek, Janczak, Porada, Lipa, Wroniecki (libero) oraz Melnarowicz, Lis, Misiak.
AZS UAM: Skrok, Obuchowicz, Kucharski, Janas, Lisiecki, Grabowski, Śmietana (libero) oraz Szcześniewski, Małka, Borek, Radomski.
|