|
|
(fot.M.Ostajewski)
|
- Powoli odbijamy się od dna - mówi wiceprezes MKS Calsia Stanisław Sikorski, zapytany o sytuację finansową klubu. Jeszcze bardziej optymistycznie brzmi jednak informacja o sponsorze, który w najbliższą środę ma podpisać dokumenty, pozwalające na zawiązanie sportowej spółki akcyjnej i wydźwignięcie z kryzysu.
Temat powołania spółki, która miałaby poprowadzić drużynę siatkarek i dać nadzieję ma odbudowanie świetności dyscypliny nad Prosną, przewija się już od kilku miesięcy. Najpierw podobny podmiot miał przejąć zespół, który w poprzednim sezonie spadł z ekstraklasy, potem - pogrążający się w kolejnych długach klub drugoligowy. Za każdym razem rozmowy kończyły się fiaskiem, choć wielu zastanawiało się, czy do jakichkolwiek spotkań w ogóle doszło. - Rozmowy były, ale to wszystko było bardzo szarpane, niepewne - wyjaśnia wiceprezes Sikorski, który był zaangażowany w poszukiwania inwestora jeszcze za czasów prezesury zdymisjowanego w styczniu Waldemara Guta. Teraz jednak sprawa wydaje się przesądzona. - Mam bardzo dobrą informację dla kaliskich kibiców - rozpoczął rozmowę z nami działacz, by po chwili dodać: - Udało się znaleźć osobę, która jest zainteresowana utworzeniem sportowej spółki akcyjnej na bazie MKS Calisia. Jest więc szansa na odbudowanie profesjonalnej siatkówki żeńskiej w Kaliszu z takimi tradycjami, jakie to miasto miało i na jakie zasługuje - zapewnia Sikorski, jasno deklarując, że nowy klub mierzy znacznie wyżej niż poziom drugiej ligi.
Na razie nazwisko inwestora pozostaje tajemnicą. Być może znane będzie już w najbliższą środę, kiedy mają zostać podpisane pierwsze dokumenty, pozwalające na założenie spółki. Z naszych ustaleń wynika, że potencjalny sponsor to osoba zupełnie nowa w kaliskim światku sportowym, która jest zainteresowana nabyciem stu procent akcji. Wiadomo też, że nowy podmiot weźmie na siebie wszystskie zobowiązania finansowe klubu i systematycznie będzie je spłacał. - W tym miejscu ogromna prośba do wszystkich, wobec których klub ma zdłużenie. Chcielibyśmy, aby spojrzeli na nas łaskawym okiem. Wszelkie należności zamierzamy uregulować, ale będziemy potrzebowali na to trochę czasu - apeluje Sikorski. Tajemnicą na razie pozostaje także nazwa klubu. Wiadomo jedynie, że będzie ona dwuczłonowa. - Na pewno pozostanie w niej Calisia. Druga część będzie znana niebawem - zdradza jeden z prezesów Calisii.
Do tego zamieszania ze spokojem podchodzą szkoleniowcy drugoligowego zespołu, którzy w tej chwili skupiają się przede wszystkim na przygotowaniach do zbliżających się kolejnych meczów fazy play-out. W najbliższy weekend Calisia zagra w Gołuchowie z Zawiszą Sulechów. - Oczywiście cieszą dobre wiadomości, ale z drugiej strony dość sceptycznie podchodzę do tego typu doniesień. Tak naprawdę coś więcej będzie można powiedzieć dopiero wtedy, gdy rzeczywiście zostaną podpisane jakieś dokumenty. Mam jednak nadzieję, że w końcu wszystko się uda i klub nadal będzie istniał - mówi pierwszy trener MKS Jakub Stankiewicz.
|