|
|
Po play-offach była radość, później akademikom szło już gorzej (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Bardzo mieszane uczucia towarzyszą siatkarzom AZS UAM Poznań po zakończonym sezonie. Z jednej strony olbrzymia radość po wygraniu drugoligowej rywalizacji, z drugiej żal po straconej szansie awansu.
Akademicy w fazie play-off okazali się lepsi od Grześków Helleny Kalisz i AZS Zielona Góra. Wywalczyli tym samym możliwość gry w decydującym etapie walki o I ligę. Niestety podczas dwóch turniejów - najpierw w Będzinie, a później w Kamiennej Górze, musieli uznać wyższość innych zespołów. - Bliżej byliśmy w tej drugiej imprezie. Przegraliśmy dwa mecze po tiebreakach. Wygrany jeden z nich dawał nam awans - ocenia grający trener poznanśkiej drużyny Damian Lisiecki.
- Brakowało nam doświadczonych zawodników. Takich, którzy nie mają wahań poziomu gry. Bo często było tak, że ktoś jednego dnia miał świetny mecz, a następnego już bardzo słaby - dodaje opiekun AZS UAM, który mimo wszystko jest z przebiegu sezonu zadowolony. - Z samej końcówki już może nie, ale wcześniej przecież wygraliśmy grupę. A naszym celem przed ligą było miejsce w pierwszej czwórce. Choć oczywiście wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia - komentuje Lisiecki.
Poznaniacy poprawili sobie odrobinę humory dobrym występem podczas rozegranych w Łodzi Akademickich Mistrzostw Polski. Wywalczyli tam srebrne medale, będąc jednocześnie najlepszą ekipą uniwersytecką w kraju. - Powtórzyliśmy sukces sprzed roku i jest się z czego cieszyć, bo grało wiele mocnych drużyn, mających w swoich składach zawodników z PLS czy I ligi. W finale przegraliśmy z Częstochową, w której występowali siatkarze tamtejszego AZS - ocenia Piotr Skrok.
Rozgrywający poznańskiego zespołu z dystansem też spogląda na zakończone wcześniej zmagania ligowe. - Nie byliśmy faworytem grupy czy turniejów barażowych. I mimo niedosytu po tych ostatnich imprezach, uważam że odnieśliśmy w tym sezonie sukces. Startowaliśmy w play-offach z trzeciego miejsca, a potrafiliśmy ograć Kalisz i Zieloną Górę. Późniejsze turnieje rządziły się już innymi prawami. W naszą grę wkradła się presja i nerwowość. Zabrakło nam opanowania, doświadczenia i trochę szczęścia - dodaje Skrok.
- Trzeba z tego wszystkiego wyciągnąć odpowiednie wnioski i odpowiednio budowac drużynę na następny sezon - uzupełnia Lisiecki, który na pewno będzie chciał wzmocnić zespół na środku bloku i pozycji atakującego. Na razie musi jednak czekać na rozstrzygnięcie spraw organizacyjnych sekcji i określenie jej możliwości budżetowych. - Do 20 maja powinno się wszystko wyjaśnić - prognozuje grający trener AZS UAM Poznań.
|