|
|
Sytuacja siatkarzy z Kalisza zrobiła się niewesoła (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Miała być walka o awans do I ligi, a może pozostać kolejna czarna dziura w kaliskim sporcie. Na kilka tygodni przed startem przygotowań do nowego sezonu pojawił się znak zapytania odnośnie przyszłości Grześków Helleny Kalisz. Główny sponsor chce zmniejszyć o połowę nakłady na klub, a to w najgorszym przypadku może oznaczać nawet koniec męskiej siatkówki nad Prosną.
Jan Kolański, właściel m.in. produkującej popularne Grześki Jutrzenki oraz Helleny gwarantował kaliskiemu drugoligowcowi coś więcej niż tylko stabilność finansową. W ubiegłym roku włożył do klubowej kasy 300 tys. złotych. To stawiało kaliszan w ligowej czołówce pod względem budżetu. Siatkarze ekipy prowadzonej przez Mariana Durleja prawdopodonie jako jedyni na tym poziomie rozgrywek mogli trenować codziennie, a klub szybko stał się rozpoznawalną, a nawet pożądaną marką. Po zakończeniu poprzednich rozgrywek telefony od graczy, którzy chcieliby w nim grać nie milkły. - Miałem okazję występować już w I lidze i czołowych drużynach drugoligowych, ale pierwszy raz spotykam się z takim podejściem. Nie brakuje nam tu niczego. Jest odnowa, siłownia, nie ma problemu z treningami i funduszami na ten cel. Przyznam szczerze, że jestem pod wrażeniem tego wszystkiego, co dzieje się wokół tego klubu - mówił jeszcze kilka tygodni temu kapitan granatowo-czerwonych Łukasz Murdzia. Dziś bardzo prawdopodobne jest, że z wielu z tych dogodności trzeba będzie zrezygnować, a jednego z najlepszych zawodników poprzedniego sezonu kibice nad Prosną już nie zobaczą.
Wszystko dlatego, że w ostatnich dniach Kolański postanowił przykręcić finansowy kurek i w tym roku zamierza przeznaczyć na siatkówkę co najwyżej 150 tys. złotych. To znacznie komplikuje sytuację, zwłaszcza kadrową. Działacze już spotkali się z drużyną i zakomunikowali, że trzeba będzie renegocjować ustalone jeszcze przed wakacjami warunki kontraktów. Jeśli ktoś chce nadal grać w Kaliszu, musi zgodzic się na mniejsze wynagrodzenie. Już dziś wiadomo, że pierwszym, który nie przystał na to rozwiązanie jest Piotr Haładus. Podstawowy rozgrywający Grześków już znalazł sobie nowego pracodawcę i od przyszłego sezonu będzie grał w rodzinnym Międzyrzeczu. - Jestem już dogadany z Orłem. Przeglądałem umowę i lada dzień ją podpiszę - mówi 25-latek. - Z Grześkami rozstaliśmy się w bardzo kulturalny sposób. Wszyscy w Kaliszu rozumieją moją decyzję i nawet sami sugerowali, że powinieniem poszukać sobie klubu, bo nie są w stanie spełnić moich oczekiwań - zaznacza były już gracz drużyny Durleja.
Niewykluczone, że w jego ślady pójdą kolejni siatkarze. Najbardziej prawdopodobne jest odejście Murdzi i Michała Lipy. Obaj rozglądają się za nowym miejscem pracy, choć niewykluczone, że ostatecznie zostaną w najstarszym polskim mieście. Taką deklarację podobno złożył już Marcin Melnarowicz. W przypadku wcześniej wsponianej dwójki wiele będzie zależało od tego, czy uda się załatać dziurę w budżecie. - Wciąż negocjujemy z panem Kolańskim i po cichu liczymy, że uda się go jeszcze przekonać do zmiany swojej decyzji. Zwłaszcza, że na razie jest ona nieoficjalna - zapewnia drugi trener kaliskiej ekipy i jednocześnie członek zarządu Andrzej Płócienniczak. Działacze liczą też na pojawienie się kolejnych sponsorów. Prowadzone są rozmowy m.in. z Państwową Wyższą Szkołą Zawodową w Kaliszu. Jeśli zakończą się sukcesem, nazwa uczelni prawdopodobnie pojawi się w nazwie klubu, podobnie jak to ma miejsce w przypadku piłkarzy ręcznych Szczypiorna. Swoją cegiełkę do utrzymania niezłego przecież, a przede wszystkim dobrze rokującego na przyszłość poziomu męskiej siatkówki może dołożyć miasto. Wystarczy, że ratusz zgodzi się nieodpłatnie udostępnić siatkorzom halę przy ul. Łódzkiej. W skali roku, dałoby to oszczędności rzędu 50 tys. złotych, czyli mniej więcej tyle, ile radni przekazują klubowi w formie dotacji. - Czeka nas naprawdę mnóstwo rozmów i jeszcze więcej pracy. Na razie zrobiło się wokół tej sytuacji dużo szumu, ale trzeba mieć nadzieję, że wszystko dobrze się skończy - mówi trener Płócienniczak.
Nadziei na pozytywne zakończenie zamieszania wokół Grześków, kaliscy kibice upatrują w sytuacji, jaka miała miejsce rok temu. Wówczas Jan Kolański zapowiedział wyprowadzkę z Kalisza i przenosiny zespołu do pobliskiego Opatówka. Ostatecznie jednak zmienił zdanie. Czy podobnie będzie i tym razem? Według zapewnień trenera Płócienniczaka, sytuacja powinna wyjaśnić się w ciągu najbliższych dwóch-trzech tygodni.
|