|
|
(fot.Michał Sobczak)
|
Kwestia bezpiecznego utrzymania w II lidze siatkarek pozostaje otwarta. Po pierwszych meczach fazy play-out, w rywalizacji MKS Calisia i PTPS II Piła jest bowiem remis 1:1. Oba zespoły wygrały po jednym spotkaniu.
Kibice, którzy w niedzielę i poniedziałek pojawili się w hali w Gołuchowie, mogli zobaczyć dwa zupełne różne oblicza każdej z drużyn. W pierwszym starciu znacznie lepiej prezentowały się pilanki, w rewanżu w rolach głównych wystąpiły zawodniczki gospodarzy.
W niedzielę obie ekipy przystąpiły do walki w nieco innych ustawieniach, niż zazwyczaj. Trener Andrzej Zapaśnik już wcześniej zapowiadał, że w walce o utrzymanie będą mu pomagały siatkarki z pierwszej drużyny PTPS. Do Gołuchowa przyjechały więc Monika Martałek i Natalia Krawulska. Obie wyszły w pierwszej szóstce. Z kolei szkoleniowiec MKS Jakub Stankiewicz postanowił zaskoczyć rywalki, stawiając na rozegraniu w miejsce Justyny Filipowicz, Elizę Szczepaniak. Nominalna rozgrywająca miała pojawić się za to na skrzydle i straszyć rywalki mocnymi atakami. Wydaje sie jednak, że najbardziej zaskoczone tą taktyką były same kaliszanki, które nie bardzo wiedziały jak sobie w tej sytuacji poradzić. Efekt? Gładko przegrane dwie pierwsze partie. - Być może to był mój błąd. Spodziewałem się, że inna rozgrywająca z innymi pomysłami na grę okaże się skutecznym rozwiązaniem. Wyszło zupełnie inaczej, ale taki jest sport. Tu trzeba ryzykować - mówił opiekun kaliskiej ekipy. W trzecim secie wszystko jednak wróciło do normy. Filipowicz zaczęła rozgrywać, a w ataku świetnie spisywały się Sylwia Grobys i Dominika Tempka. To szybko przełożyło się na wynik, a przede wszystkim przyniosło emocje. Kaliszanki po zaciętej końcówce wygrały tę odsłonę. Przebudzenie przyszło jednak zbyt późno, bo czwarty set ponownie należał do PTPS. - Popełniłyśmy zbyt wiele własnych błędów, a dodatkowo spraliżowała nas chyba stawka tego pojedynku - przyznała po meczu kapitan Calisii Paulina Górecka. - Myślałyśmy, że rywalki będą miały więcej problemów z zaaklimtyzowaniem się w tej hali, a wyszło odwrotnie - dodała.
W poniedziałek z tremy kaliszanek niewiele już zostało. Nie było też rewolucji w składzie. Drużyna gospodarzy wyszła na parkiet sprawdzonym wcześniej ustawieniem. W ekipie PTPS, w porównaniu do niedzielnego spotkania z pierwszej szóstki wypadła jedynie chora Daria Paszek, którą zastąpiła Monika Nowak. Mimo to postawa pilanek w niczym nie przypominała tej z pierwszego meczu. - Już na rozgrzewce pokazały, że przyszły tu sobie postać na boisku - denerwował się na swoje podopieczne Andrzej Zapaśnik. - Z dnia na dzień się formy nie traci. Przegrały ten mecz w głowach. Tak to jednak jest z kobietami, że jak się zatną, to można prosić i krzyczeć, a to i tak nic nie daje. Dlatego w czasie meczu nawet nie reagowałem, bo nie mam zamiaru tracić swojego zdrowia tylko dlatego, że się paniom grać nie chce. Pokazały dzisiaj żenadę, a przecież wiedzą, na czym polega siatkówka - ciskał dalej gromy opiekun PTPS. - Nie zagrały żenady, tylko wreszcie musiały zmierzyć się z równorzędnym przeciwnikiem, a nie takim, którego można lać - odpowiada drugi trener Calisii Daniel Przybylski. Jego zespół, jeszcze dzień wcześniej zagubiony i nieskuteczny, w poniedziałek rzeczywiście pokazał charakter. - Cieszę się, że tak się stało, bo to pozwoli dziewczynom się odbudować i uwierzyć, że można wygrać z każdym - mówi Przybylski.
Kaliszanki walczyły na całym boisku, nie bały się atakować z trudnych piłek, a przede wszystkim świetnie zagrały w obronie. Nawet jeśli piłka po ataku odbiła się od pilskiego bloku, rzadko spadała na kaliską część boiska. Świetnie spisywała się libero kaliskiej ekipy Anna Głowiak, dla której w poniedziałek nie było straconych piłek. - Ania to wielki talent. To taka nasza mała czarna perełka, która dziś pokazała na co ją stać - chwalił swoją zawodniczkę drugi trener MKS. Na siatce z kolei bardzo dobrze spisywały się Górecka i Grobys.
Po pilskiej stronie wyróżnić kogokolwiek trudno. Zawodziły nawet te, które miały zapewnić rezerwom PTPS dwa spokojne zwycięstwa. O ile w pierwszym secie Krawulska i Martałek dawały się jeszcze kaliszankom we znaki, to z każdą kolejną akcją gasły. Atakowały nieskutecznie i bez polotu. Dlatego kibice często oglądali długie wymiany, ze sporą dozą chaosu ale i determinacji, zwłaszcza w ekipie gospodarzy. - Dzisiaj wreszcie był wyblok, asekuracja, wiara we własne siły i wzajemna mobilizacja - wylicza przyczyny poniedziałkowego sukcesu Dominika Tempka. Kaliszanki wyższość rywalek musiały uznać tylko w pierwszej partii. O wynik do końca drżały jeszcze w drugim secie, ale potem przejęły kontrolę nad tym co działo się na boisku. W czwartej odsłonie prowadziły już nawet 20:10, by ostatecznie wygrać 25:21, a cały mecz 3:1.
Po poniedziałkowym spotkaniu stan rywalizacji pomiędzy obiema dryżynami wynosi 1:1. Kolejne dwa mecze zaplanowano na najbliższą sobotę i niedzielę w Pile. Nie wiadomo jednak, czy do nich dojdzie w wyznaczonym terminie, bowiem część zawodniczek drugoligowej Calisii od czwartku będzie rywalizować z zespołem kadetek w 1/8 finału mistrzostw Polski w Starogardzie Gdańskim.
MKS Calisia - PTPS II Piła 1:3 (9:25, 14:25, 25:23, 16:25) i 3:1 (20:25, 26:24, 25:21, 25:21)
Calisia (niedziela): Tempka, Górecka, Matusiak, Leszczyńska, Woźniak, Szczepaniak, Głowiak (libero) oraz Filipowicz, Grobys; (poniedziałek): Grobys, Woźniak, Górecka, Filipowicz, Matusiak, Tempka Głowiak (libero) oraz Kuncman.
PTPS II (niedziela): Zapaśnik, Piechowicz, Krawulska, Martałek, Paszek, Okrutna, Tracz (libero) oraz Wawrzyńska, Nowak, Pyłypiw; (poniedziałek): Zapaśnik, Piechowicz, Nowak, Krawulska, Martałek, Okrutna, Tracz (libero) oraz Wawrzyńska, Świło, Pyłypiw, Paszek.
|