<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:taxo="http://purl.org/rss/1.0/modules/taxonomy/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
<channel>
<title>WielkopolskiSport.pl</title>
<link>http://www.wielkopolskisport.pl/</link>
<description></description>
<dc:language xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">pl</dc:language>
<dc:rights xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">Copyright WielkopolskiSport.pl All rights reserved</dc:rights>
<image>
<title>WielkopolskiSport.pl</title>
<url>http://www.wielkopolskisport.pl/images/logo_top.jpg</url>
<link>http://www.wielkopolskisport.pl/</link>
</image>
<item>
    <title>Koszykarskie ciekawostki</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8278</link>
    <description>Tęcza Leszno doznała w weekend najwyższe porażki w historii swoich gier w ekstraklasie, po raz pierwszy jako gospodarz straciła też sto punktów. Inea-AZS Poznań przerwała serię 19 kolejnych porażek, a MUKS podtrzymał serię zwycięskich spotkań z ŁKS Łódź w Poznaniu, na dodatek 42 stracone punkty to drugi najlepszy wynik w historii klubu.

 
Wielkopolskie zespoły spisują się w tym sezonie fatalnie - wszystkie trzy można znaleźć na czterech ostatnich miejscach w tabeli. Jest jednak szansa, że przynajmniej dwie z nich uratują się przed degradacją, a mający na koncie tylko jedno zwycięstwo poznański AZS niekoniecznie będzie ostatni. Akademiczki w sobotę w Bydgoszczy wygrały pierwsze spotkanie w tym sezonie - po 18 wcześniejszych porażkach. Doliczając jeden mecz z końca poprzedniego sezonu, mamy serię 19 porażek z rzędu, najdłuższą w historii akademiczek w elicie. Teraz czas na pierwsze zwycięstwo w swojej hali, po dziesięciu kolejnych porażkach. Lepszej okazji drużyna trenera Ryszarda Barańskiego może nie mieć - w środę o godz. 17 podejmie w hali na Morasku Odrę Brzeg, która ma tylko o trzy wygrane więcej. Odra ma spore problemy finansowe - koszykarki nie dostają pensji, w ostatnim meczu z Lotosem Gdynia dwie Amerykanki z tego powodu zastrajkowały i nie zagrały. Jeśli Jessica Starling i Ebony Ellis nie przyjadą do Poznania, AZS będzie faworytem.
 
Źle gra za to w tym roku Tęcza Leszno. Kilka spotkań przegrała pechowo w ostatnich minutach, planowo pokonała tylko Odrę Brzeg. W sobotę Tęcza po raz pierwszy w historii straciła w swojej hali sto punktów. Może nie tyle w swojej, bo akurat nie grała w Trapezie, ale w Sierakowie koło Rawicza. We wcześniejszych 168 spotkaniach w PLKK Tęcza tylko raz straciła sto punktów - stało się to w styczniu 2011 roku w Toruniu (76:102). Nigdy też Tęcza nie przegrała różnicą aż 47 punktów - poprzedni rekord to porażka 48:94 w Lesznie z Energą Toruń (w lutym 2010 roku). Oby rekord ten nie został poprawiony w środę w Gdyni...
 
Dwa mecze wygrane w tym roku mają koszykarki MUKS Poznań, które w niedzielę ograły 64:42 ŁKS Łódź. Lepszy wynik w grze obronnej poznanianki zanotowały tylko w swoim pierwszym sezonie, gdy w styczniu 2008 roku pokonały SMS Łomianki 60:37. Druga sprawa - ŁKS przez 15 lat nie mógł wygrać meczu ligowego w Poznaniu, udało mu się to dopiero miesiąc temu na Morasku w starciu z Ineą-AZS. MUKS jednak jeszcze z tą drużyną nie przegrał w stolicy Wielkopolski, pokonał ją już po raz piąty. Jest bardzo prawdopodobne, że dojdzie do jeszcze jednego starcia tych drużyn w stolicy Wielkopolski. Tak słabo grający ŁKS raczej nie awansuje do fazy play-off.
I wreszcie trzecia rzecz - po raz pierwszy w ekstraklasie dwie Polki w MUKS zdobyły jednocześnie co najmniej 20 punktów w meczu. W niedzielę tej sztuki dokonały Natalia Mrozińska (24 punkty) i Agnieszka Makowska (20).
 
Wielkopolskie mecze PLKK w środę:
* Inea-AZS Poznań - Odra Brzeg (godz. 17) - w pierwszym spotkaniu 68:50 dla Odry
* Energa Toruń - MUKS Poznań (godz. 18.30) - w pierwszym spotkaniu 114:69 dla Energi
* Lotos Gdynia - Tęcza Leszno (godz. 17.30)  - w pierwszym spotkaniu 73:51 dla Lotosu</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8278&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-07 12:42:27</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Drygas też wraca</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8277</link>
    <description>Kamil Drygas dołączył do Rafała Murawskiego i już dziś wróci do Poznania. Tu będzie leczył kontuzję kolana.



Pomocnik lecha doznał urazu w sparingowym meczu ze szwajcarskim klubem FC Chiasso. W Hiszpanii przeszedł dokładne badania medyczne, m.in. rezonans magnetyczny. Ich wyniki zostały przesłane do Polski, a dr Marcin Dzianach z opiekującej się piłkarzami kliniki Rehasport rozpoznał naderwanie więzadła pobocznego w kolanie. - Kamil od środy rozpoczyna leczenie zachowawcze, ale z dużą intensywnością - powiedział dr Witold Dudziński, który wróci do Polski razem z piłkarzami. Przerwa Drygasa w treningach powinna trwać od dwóch do trzech tygodni.
 
Murawski jeszcze dziś wieczorem przejdzie dokładne badania kontuzjowanego stawu skokowego. Dopiero po nich będzie można stwierdzić, jak poważny jest uraz i jak długa czeka reprezentanta Polski przerwa.
 
Pozostali piłkarze &quot;Kolejorza&quot; wrócą do kraju w piątek.</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8277&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-07 10:33:34</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Lech przegrywa i traci Murasia</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8272</link>
    <description>Piłkarze Lecha Poznań przegrali z Rubinem Kazań 1:3 w półfinałowym meczu turnieju Marbella Cup. Na dodatek stracili Rafała Murawskiego, który poważnie kontuzjowany musiał już w 15. minucie opuścić boisko.
 
Jego uraz przesłonił pozostałe wydarzenia na boisku. Pomocnik Kolejorza, który jeszcze dwa lata temu bronił barw tej rosyjskiej drużyny został sfaulowany przez swojego byłego kolegę z zespołu - Nigeryjczyka Obafemi Martinsa. Murawski musiał opuścić boisko i z mocno opuchniętą kostką od razu pojechał do szpitala niedaleko Malagi. Wstępne diagnozy wskazywały na naderwanie torebki stawowej, ale podejrzewano nawet uszkodzenie więzadeł. Taka kontuzja skutkowałaby długą przerwą w grze. - Wszystko wskazuje na to, że nie jest tak źle - uspokaja na razie dr Witold Dudziński z kliniki Rehasport, który towarzyszy lechitom w Hiszpanii. Więcej będzie wiadomo we wtorek, bowiem piłkarz Lecha opuści zgrupowanie i wróci do Poznania, by przejść szczegółowe badania.
 
Nie tylko z powodu tego wydarzenia lechici zapamiętają Martinsa. Nigeryjski napastnik zdobył bowiem dwa gole dla Rubina, a w drugiej połowie został ukarany czerwoną kartką za kolejny brzydki faul - tym razem na Siergieju Kriwcu. Z boiska wyrzucony został także inny zawodnik rosyjskiego zespołu - Roman Szaronow. Nie oznaczało to jednak osłabienia ekipy z Kazania. Za ukaranych piłkarzy mogli bowiem pojawić się zmiennicy.
 
Do przerwy na dwie bramki Martinsa Kolejorz odpowiedział golem Artioma Rudniewa. Łotysz wykorzystał dokładne dośrodkowanie Aleksandara Tonewa. W drugiej połowie lechitom nie udało się doprowadzić do remisu, choć bliscy szczęścia byli Rudniew oraz Semir Stilić. Losy spotkania definitywnie rozstrzygnęło trafienie Wahyta Orazsajedowa, który w 66. minucie pokonał Krzysztofa Kotorowskiego.
 
Tym samym Lech wystąpi w meczu o 3. miejsce w Marbella Cup. W czwartek jego rywalem będzie chiński zespół Evergrande Kanton. W finale Rubin zmierzy się z Dynamem Kijów.
 
Lech Poznań - Rubin Kazań 1:3 (1:2)
 
Bramki: 0:1 Martins (12.), 1:1 Rudniew (20.), 1:2 Martins (29.), 1:3 Orazsajedow (66.)
  
Lech: Kotorowski - Wojtkowiak, Wołąkiewicz, Arboleda, Henr&iacute;quez - Stilić (62. Injac), Kamiński, Murawski (18. Możdżeń), Kriwiec (76. Drewniak), Tonew (62. Ubiparip) - Rudniew.</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8272&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-06 20:33:24</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Dream team był za mocny</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8274</link>
    <description>Celująca w awans do Superligi Pogoń Szczecin z małymi problemami, ale jednak zdołała wygrać 23:19 w Wolsztynie z Wolsztyniakiem. Na sześć minut przed końcem gospodarze przegrywali jednak tylko różnicą jednej bramki.

 
 Gdyby Wolsztyniak zdobył w meczu z nowym liderem (Pogoń będzie nim przynajmniej do środy) chociaż jeden punkt, byłaby to spora niespodzianka. Klub ze Szczecina to bowiem murowany kandydat do awansu, a po kilku jesiennych wpadkach (m.in. przegrał w Poznaniu z Grunwaldem) został jeszcze wzmocniony. W przerwie między rundami do Szczecina trafili: bramkarz z Mołdawii Eugenij Andriejew, serbski obrotowy Nenad Marković oraz bułgarski rozgrywający Weselin Chakmakow. Ten ostatni grał w reprezentacji swojego kraju i regularnie występował w europejskich pucharach.
 
Tak mocny zespół trafił w Wolsztynie na silny opór drużyny, którą gnębią kontuzje. Do gry po trzymiesięcznej przerwie wrócił co prawda skrzydłowy Jarosław Tomiak, ale w Wolsztynie najbardziej przydałby się Alan Raczkowiak. Reżyser gry tej drużyny ma jednak problem z barkiem.
Początek meczu nie był dla Wolsztyniaka zbyt udany - Wielkopolanie szybko stracili dwie bramki, a później trzecią. Gdy wreszcie w 7. minucie bramkę zdobył Tomiak, a chwilę później rzut karny wykorzystał Norbert Szutta mogło się zdawać, że gospodarze złapali swój rytm gry. Nic bardziej mylnego. Kolejną bramkę Hubert Kaczmarek zdobył dopiero w 20. minucie, a wtedy Pogoń prowadziła już 9:2. Chyba tylko najbardziej niepoprawni optymiści wierzyli, że w tym meczu mogą być jeszcze emocje. Na dwie minuty przed przerwą Pogoń miała już nawet osiem bramek przewagi (13:5), ale gdy karę dwóch minut dostał Marković, Michał Przekwas, Maciej Wajs i Kaczmarek rzucili trzy bramki.
 
Na początku drugiej połowy niemoc dopadła drużynę ze Szczecina, a przecież w jej składzie jest wielu świetnych egzekutorów. W 32. minucie Szutta nie wykorzystał rzutu karnego, ale później się poprawił. Trafienia Przekwasa i Wajsa sprawiły, że Wolsztyniak przegrywał tylko 11:13. Dopiero w 10. minucie drugiej połowy bramkę dla gości zdołał rzucić Andriejew.
 
Od tego momentu Pogoń uciekała na trzy, cztery lub pięć bramek, a Wolsztyniak ambitnie ją gonił. Wreszcie w 54. minucie Artur Chrapa rzucił kontaktową bramkę (17:18) i wydawało się, że gospodarze są w stanie sprawić sensację. Nic z tego - wtedy, w najgorszym momencie, dopadł ich kryzys. Szczecinianie zdobyli pięć bramek pod rząd, odskoczyli na 23:17 i było po meczu.
 
Czwarta porażka z rzędu, wliczając tę walkowerem z GSPR Gorzów, mocno komplikuje sytuację drużyny trenera Gienadija Kamielina. Wolsztyniak pozostaje na miejscu barażowym, ale ma już tylko punkt przewagi nad Techtransem Elbląg. W najbliższą sobotę w Poznaniu dojdzie do spotkania, którego stawką może być utrzymanie w pierwszej lidze - Grunwald podejmie Wolsztyniaka.
  
WOLSZTYNIAK WOLSZTYN - POGOŃ SZCZECIN 19:23 (8:13)
 
Wolsztyniak: Wieczorek, Płóciniczak - Kaczmarek 6, Szutta 4 (1/2), Chrapa 3, Przekwas 3, Wajs 2, J. Tomiak 1, Rogoziński 0, Cichy 0, Pietruszka 0, Kubiak 0, Patelski 0.
Kary: 8 minut. Rzuty karne - 1/2.
 
Pogoń: Ligarzewski, Andriejew - Frelek 5 (1/1), Masiak 4, Kokoszka 3, Biały 2, Chakmakow 2, Wardziński 2, Krupa 1, Walczak 1, Jedziniak 1, Król 0, Suszka 0.
Kary - 14 minut. Rzuty karne - 1/1.
Czerwona kartka: Paweł Biały (46. minuta)
 
Sędziowali: Grzegorz Christ (Bielany Śląskie) i Tomasz Christ (Świdnica).</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8274&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-06 23:36:33</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Znamy półfinalistów</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8276</link>
    <description>Znamy już wszystkich półfinalistów Halowych Mistrzostw Polski w hokeju na trawie. O medale walczyć będą Grunwald Poznań, AZS AWF Poznań, Start 1954 Gniezno oraz Pomorzanin Toruń.
 
Broniący tytułu wojskowi oraz zespół z Gniezna już wcześniej zapewniły sobie miejsce w czwórce. I to z pierwszego miejsca w grupach. Dwa ostatnie turnieje, które odbyły się w Szamotułach oraz Toruniu, wyłoniły pozostałą dwójkę. Efektownym finiszem popisali się poznańscy akademicy, którzy w sobotę nieoczekiwanie pokonali Grunwald 10:5, a następnie w decydującym spotkaniu zwyciężyli Wartę Poznań 7:3. Dzięki temu zajęli drugą lokatę w grupie i wystąpią w półfinale.
 
Także ostatni mecz decydował o losach awansu w drugiej grupie. Poza konkurencją był w niej Start 1954 Gniezno, który wygrał wszystkie swoje spotkania. Za jego plecami rywalizację ukończył ostatecznie toruński Pomorzanin, po zwycięstwie nad LKS Gąsawa 11:5.
 
W półfinałach Grunwald zmierzy się z Pomorzaninem, a Start z akademikami. Decydujące o miejscach na podium mecze odbędą się 3 i 4 marca. Na razie nie wiadomo jeszcze, kto będzie gospodarzem finałowej rywalizacji.
 
A już podczas minionego weekendu poznaliśmy medalistów HMP seniorek. Tytuł mistrzowski po raz trzeci z rzędu wywalczyła ULKS Dwójka Nysa. Srebrne medale przypadły ekipie ZSMS Poznań, a brązowe przypadły Stelli Gniezno. &quot;Złotą Laskę&quot; PZHT i redakcji &quot;Sportu&quot; zdobyła Oriana Walasek z ZSMS Poznań, która zanotowała na swoim koncie 20 bramek.
 
Wyniki HMP laskarzy
 
Grupa A (Szamotuły)
AZS AWF Poznań - Grunwald Poznań 10:5
Warta Poznań - AZS AWF Poznań 3:7
Grunwald Poznań - ZSMS Poznań 12:3
 
końcowa tabela (punkty, bramki)
1. Grunwald Poznań 15 64:26  
2. AZS AWF Poznań 12 41:31  
3. Warta Poznań 9 34:47  
4. ZSMS Poznań 0 18:53 
 

Grupa B (Toruń)
Pomorzanin Toruń - Start 1954 Gniezno 5:10
LKS Gasawa - LKS Rogowo 10:6
Pomorzanin Toruń - LKS Gąsawa 11:5
 
końcowa tabela (punkty, bramki)
1. Start 1954 Gniezno 18 44:23  
2. Pomorzanin Toruń 9 52:36  
3. LKS Gąsawa 7 39:44  
4. LKS Rogowo 1 18:50</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8276&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-06 00:36:53</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Dużo, ale za mało</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8275</link>
    <description>82 zdobyte punkty nie wystarczyły koszykarzom AZS Politechniki Poznań do odniesienia wyjazdowego zwycięstwa w Olsztynie. Tamtejsi akademicy zanotowali ich bowiem na swoim koncie aż 100.
 
Sobotni dorobek punktowy Polibudy dałby jej zwycięstwo w aż dziesięciu dotychczasowych meczach sezonu. Niestety, tego dnia rywale byli jeszcze skuteczniejsi i poznaniacy drugi raz z rzędu po stronie strat zapisali &quot;trzycyfrówkę&quot;. - W pewnym momencie powiedzieliśmy sobie, że nie mamy nic do stracenia. Musieliśmy gonić rywala i liczyliśmy się z tym, że jeśli się nie uda, to rzucą nam trochę więcej punktów - mówi trener Waldemar Mendel. W Olsztynie jego zespół musiał sobie radzić bez kontuzjowanego Michała Szydłowskiego i Tomasza Gierwazika, którego zatrzymały sprawy rodzinne. Do składu wrócił natomiast kapitan Marek Sobkowiak.
 
Na początku spotkania poznaniacy wygrywali 8:4, jednak szybko do głosu doszli gospodarze, którzy objęli prowadzenie i nie oddali go już do końca meczu. Nie do zatrzymania w olsztyńskiej ekipie był Marcin Kowalewski, który zdobył aż 30 punktów. Goście nie składali jednak broni. W drugiej kwarcie zbliżyli się do rywali na dystans dwóch punktów (29:27), a w ostatniej odsłonie znacznie zmniejszyli stratę, wynoszącą wcześniej nawet 17 punktów (51:68). Cztery minuty przed końcem Polibudę dzieliło od olsztynian tylko sześć &quot;oczek&quot; (83:77) i poznaniacy postawili wszystko na jedna kartę. Ich bardzo ofensywne nastawienie nie dało jednak oczekiwanego efektu, a skuteczne kontrataki gospodarzy ostatecznie przesądziły o ich zwycięstwie.
 
- Rywalom należą się wielkie gratulacje, gdyż podeszli do tego spotkania z ogromną determinacją. Gdyby grali tak w każdym meczu, byliby w czołówce tabeli. Spotkanie przebiegało pod ich dyktando i zwyciężyli zasłużenie. Niesamowicie zagrał Kowalewski, która miał świetną skuteczność, a celnymi &quot;trójkami&quot; gasił nasz zapał do odrabiania strat, gdy mieliśmy ich już na wyciągnięcie ręki. My zagraliśmy jednak swoje, na pewno się nie położyliśmy - podsumował trener Mendel. Przypomnijmy, że niedzielny mecz był zaległym starciem 11. kolejki, które nie doszło do skutku ze względu na uszkodzenie jednego z koszy w hali na poznańskim Morasku. Oba zespoły porozumiały się w kwestii zmiany gospodarza.
 
AZS UWM Olsztyn - AZS Politechnika Poznań 100:82 (22:18, 29:21 ,21:23, 28:20)
 
AZS UWM: Kowalewski 30 (6x3), Andrusiewicz 18 (2x3), Rosiński 14, Kawałek 11, Śpica 10, Chojnacki 8, Bacławski 4, Obarek 3, Olejko 2, Kułakowski 0.
 
AZS Politechnika: Sobkowiak 21, Stankiewicz 19 (1x3), Hybiak 16 (2x3), Baszak 13, Rostalski 4, Łyżwa 4, Piazdecki 3, Tkacz 2, Kowalewski 0, Ziółkowski 0.</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8275&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-06 23:37:33</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Warta ucieknie na Cypr</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8269</link>
    <description>Piłkarze Warty Poznań chcą uciec przed zimową aurą. Na początku marca mają polecieć na 10-dniowy obóz na Cypr.
 
Zieloni mają już za sobą zgrupowanie w Zakopanem, a od ponad tygodnia trenują w Poznaniu. Panujące w kraju mrozy nie ułatwiają im jednak zadania. Poznaniacy w skrajnych warunkach rozegrali dwa ostatnie sparingi z Chojniczanką i Zawiszą Bydgoszcz. Na poprawę pogody na razie się nie zanosi. - Przy takich temperaturach ciężko znaleźć odpowiednie boisko do przeprowadzenia treningu strzeleckiego czy taktycznego - przyznaje kapitan warciarzy Tomasz Magdziarz.
 
Piłkarzom z pomocą przyszła jednak prezes Izabella Łukomska-Pyżalska, która zaproponowała, by zespół przynamniej jakiś czas potrenował w odpowiednich warunkach. Jest prawie pewne, że poznański pierwszoligowiec na początku marca poleci na 10-dniowy obóz na Cypr. - Wszyscy bardzo się ucieszyli, bo u nas w tym okresie aura zapewne jeszcze nie będzie sprzyjać - mówi Magdziarz. Podczas pobytu w Larnace temperatury będą na pewno zdecydowanie wyższe, niż w Polsce. A zajęcia na trawiastych boiskach przyjemniejsze i bardziej wartościowe, niż te na zmrożonych nawierzchniach w kraju. Warta chce rozegrać także 2-3 mecze sparingowe, ale na razie jeszcze nie wiadomo, kto będzie jej rywalem.
 
Na razie poznaniacy trenują w Poznaniu. Pod koniec tygodnia do zajęć z zespołem powinien już wrócić Piotr Reiss, leczący ostatnio uraz kolana. W pełni sił jest już Artur Marciniak, który skręcił kostkę w meczu kontrolnym z Podbeskidziem Bielsko-Biała. W sobotę Zieloni rozegrają sparnig z drugoligowym Jarotą Hotel Jarocin.</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8269&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-06 15:02:27</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Mistrz nie miał lekko</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8266</link>
    <description>Akademia po bardzo trudnym meczu wywalczyła w Tychach trzy  bardzo istotne punkty. Nadzieje na remis w ostatniej minucie wybił  rywalom z głowy Łukasz Pieczyński.

Pierwsza faza spotkania była bardzo niemrawa. Gra toczyła się w środkowej części boiska. W 8. minucie C.Calvo kapitalnie ograł rywala - podał do Mateusza Miki,  który nie miał problemów z posłaniem piłki do pustej bramki. Odpowiedź  tyszan była błyskawiczna. Minutę później prowadzili już 2:1. Po chwili Dariusz Pieczyński wyrównał stan meczu. Jak się później okazało gole w tym spotkaniu padały seryjnie. Jeszcz przed przewą podopieczni trenera Grzegorza Morkisa wyszli na prowadzenie, ale już wówczas było widać że druga połowa będzie należała do mistrzów Polski.

 



Gospodarze po zmianie stron opadli z sił. Taki stan rzeczy był efektem  ogromnej pracy jaką wykonali w pierwszych 20 minutach zawodów. Kapitan  AFC Bartosz Łeszyk i Łukasz Pieczyński aż pięciokrotnie skierowali piłkę do siatki rywali. - Zawsze  grało nam się tutaj trudno. To bardzo ciężki teren. W pierwszej połowie  mieliśmy problem z uporządkowaniem gry. Później dzięki większemu  doświadczeniu i umiejętności rozkładania sił kontrolowaliśmy przebieg  wydarzeń na parkiecie. Cieszą nas trzy punkty. Dzięki temu jesteśmy  bliżej play-offów - podsumował trener Klaudiusz Hirsch.
 
GKS TYCHY - AKADEMIA FC PNIEWY 5:7 (3:2)

Bramki: 0:1 Mika (8.), 1:1 Harazim (9.), 2:1 Jagiełło (9.), 2:2 D.Pieczyński (10.), 3:2 Harazim (20.), 3:3 Ł.Pieczyński (22.), 4:3 Jagiełło (23.), 4:4 Łeszyk (29.), 4:5 Łeszyk (30.), 4:6 Ł.Pieczyński (39.), 5:6 Wolak (40.), 5:7 Ł.Pieczyński (40.)

GKS: Modrzik, Preibisch, Wolach, Fijoł, Ćwieląg, Szachnitowski, Jagiełło, Pękala, Włodarek, Harazim, Kubka

Akademia: Foltyn, Przybylski, Łeszyk, Ł.Pieczyński, D.Pieczyński, Mika, Longhi, Chus, C.Calvo, Lebiedziński, Solecki, Wojciechowski</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8266&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-05 20:55:59</dc:date>
</item>
<item>
    <title>MUKS dogonił Odrę</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8261</link>
    <description>Koszykarki ŁKS Łódź jeszcze nigdy nie wygrały wyjazdowego meczu z MUKS Poznań. Tradycji stało się zadość - dziś w hali przy Chwiałkowskiego zespół z Poznania pokonał ŁKS 64:42 i dogonił znajdującą się poza strefą spadkową Odrę Brzeg. Bohaterkami w ekipie z Poznania zostały dwie najbardziej doświadczone koszykarki - Natalia Mrozińska i Agnieszka Makowska.

 
Oba zespoły miały przed tym spotkaniem problemy z... ogrzewaniem hal. Stary obiekt w Łodzi nie wytrzymał mrozów, po meczu w Poznaniu trener łodzianek Jarosław Zyskowski narzekał, że jego koszykarki wychodziły na treningi w czapkach i rękawiczkach. - A jak się trenuje, tak się później gra - stwierdził. Obiekt w Poznaniu pech dopadł w piątek wieczorem - awarię usunięto, ale na Chwiałce było znacznie zimniej niż zwykle. Poznaniankom to jednak zupełnie nie przeszkadzało, choć kilka zawodniczek MUKS musiało walczyć z chorobami. Magdalena Koperwas te walkę przegrała i w ogóle nie znalazła się w składzie, do meczu przystąpiła za to przeziębiona Natalia Mrozińska. Najwyższa koszykarka w MUKS została bohaterką swojej drużyny - w obu połowach zdobyła po 12 punktów, a jej rzuty z pięciu czy sześciu metrów w trzeciej i na początku czwartej kwarty pozwoliły poznaniankom zbudować wyraźną przewagę. - Jestem chora, ale dałam z siebie wszystko. I chyba dałam radę - mówiła Mrozińska.
 
Drugą bohaterką w MUKS była Agnieszka Makowska - koszykarka pochodząca z Łodzi i tam zaczynająca koszykarską karierę. Mimo że nie imponuje wzrostem (ma 182 cm i jest skrzydłową), to zebrała z tablic aż 15 piłek, a do tego dołożyła 20 punktów. W ważnych momentach trafiała z dystansu - te rzuty dobiły rywalki. I choć w całym spotkaniu to ŁKS miał więcej zbiórek (47, przy 42 poznanianek), kluczowa okazała się bardziej zespołowa gra MUKS i mniejsza liczba strat (10:21).
 
Pierwsza połowa była dość wyrównana i nic nie wskazywało, że MUKs to spotkanie tak wysoko wygra. Owszem, poznanianki miały już kilkupunktową przewagę (16:10 po trafieniu równo z syreną Dominiki Owczarzak czy 24:18 w drugiej kwarcie), ale duet Jetta McIntyre - Melissa Dalembert wyprowadził ŁKS na prowadzenie 25:24. Ostatniego kosza przed przerwą rzuciła jednak Mrozińska, ale na 42 sekundy przed przerwą atakująca Makowska zderzyła się z doświadczoną koszykarką ŁKS Justyną Jeziorną. Sędziowie odgwizdali kapitan MUKS czwarte przewinienie, a Jeziorna została zniesiona z boiska. Wydawało się, że takie zderzenie może przypłacić nawet wstrząsem mózgu - w przerwie zdołała jednak zejść do szatni o własnych siłach, a w połowie trzeciej kwarty wróciła na boisko. Do gry ŁKS nic jednak nie wniosła.
 
Na początku trzeciej kwarty kolejne kosze zdobyły Mrozińska, Żaneta Durak i po przechwycie wracająca do ekstraklasy Ramona Casimiro - trener Zyskowski chciał przerwać tę serię czasem na żądanie. Tyle że po wznowieniu gry McIntery spudłowała dwa rzuty wolne, a Makowska trafiła z dystansu (35:25). Od tego momentu MUKS już tylko uciekał rywalkom. Gdy w 26. minucie Mrozińska trafiła spod kosza, na dodatek z faulem rywalki, szkoleniowiec z Łodzi rzucił tylko: - To jest jakiś horror. Po pół godzinie gry MUKS prowadził już 50:33 - to było też zasługą skuteczności Mrozińskiej, która uciekała spod kosza na piąty, szósty metr i raz za razem trafiała. W ostatniej części meczu przewaga poznanianek wzrosła nawet do 25 punktów (64:39). Wstydliwą barierę 40 punktów pozwoliła łodziankom przekroczyć Angelika Kowalska, która rzuciła za trzy punkty na 1,20 minuty przed końcem.
 
Trenerka Iwona Jabłońska z MUKS była po meczu bardzo zadowolona: - Byliśmy w rozsypce, ale dzisiaj dziewczyny zagrały rewelacyjnie. Wierzyłam w to, że jeżeli wypełnią założenia, to będą w stanie walczyć z ŁKS jak równy z równym. Zagrały znakomicie - mówiła. Jabłońska spodziewała się tego, że MUKS moze mieć problemy pod tablicami. Tu ma bowiem tylko Mrozińską, która nie jest nawet klasyczną środkową, a grającą tyłem do kosza skrzydłową. ŁKS ma za to Dalembert, która dziś zebrała aż 19 piłek. - Miałyśmy o pięć zbiórek mniej, ale patrząc na ŁKS, to ta różnica powinna być większa. Musimy za każdym razem myśleć co zrobić, by ta różnica nie była zbyt duża, ale w ekstraklasie zawsze te zbiórki przegramy. czekamy na Paulinę Antczak, ona coś doda, choć środkową tez nie jest - zakończyła Jabłońska. Antczak ma wznowić treningi już w poniedziałek, ale nie wiadomo, czy wystąpi w środowym meczu z Energą Toruń.
 
MUKS POZNAŃ - ŁKS ŁÓDŹ 64:42
Kwarty: 16:10, 10:15, 24:8, 14:9
 
MUKS: Mrozińska 24, Makowska 20 (4x3), Durak 5, Idziorek 5, Owczarzak  5 oraz Casimiro 2, Tanasiejczuk 2, I. Szarzyńska 1, Najtkowska 0.
 
ŁKS: Dalembert 14, McIntyre 10 (2x3), Urbanowicz 7, Jeziorna 4, Prochaska 0 oraz Kowalska 5 (1x3), Schmidt 2, Modelska 0, Danych 0, Morawiec 0.</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8261&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-05 16:51:14</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Sparta ma dwa punkty</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8264</link>
    <description>To nie było wielkie spotkanie w wykonaniu szczypiornistów Sparty Oborniki. Ważniejsze od pięknego stylu jest to, że po zwycięstwie 26:23 z OSiR-em Komprachcice oborniczanie mają w tabeli o dwa punkty więcej. 

 
Wielce zdziwieni byli przedstawiciele Sparty, gdy przed szkolną halą zaparkował wielki autokar z zespołem z Komprachcic. Wyszło bowiem z niego dziewięciu zawodników, a na dodatek jeden nie miał ważnych badań lekarskich i nie mógł grać. Trener gości Mirosław Nawrocki miał więc do dyspozycji tylko ośmiu zawodników - sześciu z pola i dwóch bramkarzy. To zaś oznacza, że zmieniać mógł tylko golkiperów, na jakiekolwiek roszady w polu nie było szans. Tym bardziej trzeba więc docenić wysiłek niżej klasyfikowanych od Sparty zawodników z Komprachcic, bo jeszcze w ostatniej minucie meczu przegrywali tylko dwoma golami.
 
Sparta chyba trochę za bardzo zlekceważyła drużynę, którą w pierwszej rundzie pokonała na wyjeździe aż 33:21. Oborniczanie zdobyli dwie pierwsze bramki, ale później pięć kolejnych trafień zanotowali gracze z Komprachcic. Rzutu karnego nie wykorzystał też Artur Pachulicz, który swojego jedynego gola zdobył w 15. minucie, a później usiadł na ławce rezerwowych. Jeszcze w 16. minucie goście prowadzili 7:6, wtedy jednak Sparta zaczęła radzić sobie lepiej. W ostatnich minutach przed przerwą oborniczanie odskoczyli na pięć trafień (15:10) i nie pozwolili już rywalom się dogonić.
 
Po przerwie Sparta miała nawet sześć bramek przewagi, a w 54. minucie prowadziła jeszcze 24:19. W samej końcówce goście odrobili część strat, a po dwóch trafieniach Krzysztofa Jurosa, który chwilę wcześniej zakończył swój pobyt na ławce kar, doprowadzili do wyniku 25:23. Ostatnie trafienie Łukasza Cieśli przesądziło jednak o wygranej Sparty.
 
 
SPARTA OBORNIKI - OSiR KOMPRACHCICE 26:23 (15:11)
 
Sparta: Wtorek, Gebler - Kwiatkowski 8 (4/5), Cieśla 6, Witaszak 5, Maciej Włudarczak 3, Nowacki 2, Pachulicz 1 (0/1), Kłak 1, Michał Włudarczak 0, Golczyński 0, Mikołajczak 0, Jankiewicz 0.
Kary - 8 minut. Rzuty karne - 4/6.
Czerwona kartka: Michał Włudarczak (56. minuta - trzy kary)
 


OSiR: Oleksyn, Barański - Miś 6, Ungier 6 (1/2), K. Juros 5 (0/1), Sękowski 3, T. Juros 3, Jendryca 0.
Kary - 10 minut. Rzuty karne - 1/3.
 
Sędziowali: Radosław Oponowicz (Koszalin) i Dominik Szydłowski (Szczecin).
 
 
 WYNIKI I TABELA
Uwaga! Mecz Pogoń Oleśnica - Olimp Grodków się nie odbył, bo... obie drużyny nie miały badań lekarskich wykonanych przez lekarza medycyny sportowej. Na rozegranie spotkania w ramach meczu ligowego nie wyraził zgody delegat ZPRP.</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8264&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-05 19:55:22</dc:date>
</item>
<item>
    <title>W cieniu kontrowersji</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8265</link>
    <description>Zgodnie z przewidywaniami siatkarki Piecobiogazu Murowana Goślina pokonały akademiczki z Ostrowca Świętokrzyskiego 3:0. Mecz stał jednak pod znakiem sędziowskich kontrowersji, a trener zespołu gości Dariusz Daszkiewicz nie ukrywał olbrzymich zastrzeżeń do pracy arbitrów.
 
Jego zespół wprawdzie zajmuje lokatę w dolnej połowie tabeli, ale ostatnio radzi sobie w pierwszoligowych rozgrywkach całkiem nieźle. Najpierw dość niespodziewanie &quot;urwał&quot; punkt liderującej w tabeli Legionovii, a nastepnie pokonał ekipy z Aleksandrowa Łódzkiego i Sosnowca. W starciu z Piecobiogazem na pewno faworytem nie był, ale o zlekceważeniu AZS nie mogło być mowy.
 
I rzeczywiście, zespół gości wysoko zawiesił poprzeczkę drużynie z Murowanej Gośliny. Tylko drugi set toczył się przy wyraźnej przewadze siatkarek z Wielkopolski. W dwóch pozostałych na boisku toczyła się wyrównana walka. Na finiszu lepsze okazywały się zawodniczki gospodarzy. Trzeba jednak szczerze przyznać, że prowadzący spotkanie sędziowie podjęli kilka kontrowersyjnych i niekorzystnych dla AZS decyzji. Z ich werdyktami nie mógł pogodzić się trener gości Dariusz Daszkiewicz. W trzecim secie - przy remisie 17:17 - został nawet za dyskusje ukarany żółtą kartką.
 
Sobotnie zwycęstwo pozwoliło zespołowi z Murowanej Gosliny utrzymać pozycję wicelidera pierwszoligowej tabeli. Kolejny mecz Piecobiogaz rozegra już w najbliższą środę, gdy na wyjeździe zmierzy się z PLKS Pszczyna.
  
Piecobiogaz Murowana Goślina - AZS WSBiP KSZO Ostrowiec Św. 3:0 (25:23, 25:18, 25:21)
 
Piecobiogaz: Archangielskaja, Fedorów, Dutkiewicz-Raś, Skiba, Malinowska, Strządała, Śliwa (libero) oraz  Buławczyk, Jasińska, Wyrwa, Hatala.</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8265&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-05 20:37:24</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Doczekały się!</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8258</link>
    <description>Koszykarki Inei AZS Poznań wygrały pierwszy mecz w sezonie! W sobotę sprawiły sporą niespodziankę, pokonując na wyjeździe Artego Bydgoszcz 64:60.
 
18 spotkań i 18 porażek - tak do tego weekendu wyglądał bilans akademiczek. I zapewne mało kto się spodziewał, że fatalna seria zakończy się w starciu z bydgoszczankami, które w ligowej tabeli plasują się siedem miejsc wyżej. W październiku Artego wygrało w Poznaniu 58:49, a dwa tygodnie temu na własnym boisku pokonało faworyzowaną ekipę CCC Polkowice. Nic dziwnego, że poznańskiej drużynie raczej nikt nie dawał szans na sukces w sobotnim starciu.
 
A jednak to ona mogła cieszyć się z pierwszego w sezonie zwycięstwa. Przy okazji akademiczki poprawiły swój rekord punktowej zdobyczy, notując na koncie 64 &quot;oczka&quot; (do tej pory najwięcej rzuciły w ubiegłotygodniowym spotkaniu z Liderem Pruszków - 61). W Bydgoszczy już na początku pokazały, że nie mają zamiaru być &quot;chłopcem do bicia&quot;. W pierwszej kwarcie prowadziły 9:0 i nie oddały inicjatywy do końca tej odsłony. W drugiej partii do głosu doszły jednak rywalki. W pewnym momencie wygrywały już nawet 10 punktami i wydawało się, że dalej wszystko potoczy się według scenariusza znanego z poprzednich występów poznańskich koszykarek.
 
A jednak zespół gości odrobił straty i już do końca toczył z Artego wyrównany bój. A na finiszu to właśnie zawodniczki Inei AZS wykazały się mocniejszymi nerwami. Pięć minut przed końcem - po trafieniu z dystansu Magdaleny Gawrońskiej - objęły prowadzenie 58:53. Drużyna z Bydgoszczy zdołała jeszcze zniwelowac przewagę akademiczek, ale w jej szeregi zaczęło wkradać się coraz większe zdenerwowanie, którego wyrazem były niecelne rzuty i proste straty. 60 sekund przed syreną akademiczki wygrywały 62:58 i tym razem już nie dały sobie odebrać tak długo wyczekiwanego zwycięstwa!
 
Artego Bydgoszcz - Inea AZS Poznań 60:64 (16:19, 16:13, 19:17, 9:15)
 
Artego: Szott 13, Sissoko 13, Kułaga 12, Mowilik 12, Koc 6, Górzyńska-Szymczak 4, Taylor 2, Jimenez 0.
 
Inea AZS: Kotnis 12, Kędzia 12, Gawrońska 11, Horodeńska 8, Petillon 7, Drzewińska 6, Woźniak 4, Mistygacz 4.</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8258&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-04 03:42:55</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Trzech to za mało</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8255</link>
    <description>Trzech zawodników Grunwaldu Poznań zdobyło aż 22 bramki, pozostali dołożyli tylko jedną i głównie dlatego wojskowi przegrali w hali przy Newtona z Techtransem Elbląg 23:25. To komplikuje sytuację Grunwaldu w walce o uniknięcie degradacji.

 
 Techtrans wygrał już w tym roku drugie spotkanie i to po raz drugi z drużyną z Wielkopolski. Po Wolsztyniaku przyszedł czas na Grunwald - cztery punkty zdobyte na tych ekipach pozwalają elblążanom znów włączyć się do walki o utrzymanie się w pierwszej lidze. W tej chwili Techtrans traci już tylko punkt do Wiolsztyniaka i trzy do Grunwaldu. W następnej kolejce dwie wielkopolskie ekipy zmierzą się ze sobą i któraś z nich - albo obie - znów straci punkty. - Techtrans wiedział, że jak przegra w Poznaniu, to czekać go będzie spadek. Dlatego walczyli o życie. A my? No cóż, gdyby każdy zawodnik wykonał zadania w stu procentach, a przynajmniej starał się je wykonać, to pewnie byśmy mieli dwa punkty - powiedział trener Grunwaldu Rafał Walczak.
 
Pierwsza połowa tego spotkania była wyjątkowa - ani razu żaden z zespołów nie prowadził więcej niż jedną bramką. Grunwald znów miał pecha - w pierwszych minutach po zderzeniu z rywalem boisko opuścił Marek Kaczmarek i już na nie nie wrócił. To jeszcze bardziej ograniczyło możliwości rotowania składem przez trenera Walczaka. Od samego początku gra poznaniaków opierała się na skuteczności graczy drugiej linii - Krzysztofa Martyńskiego (11 goli), Damiana Krystkowiaka (7)  i Bartosza Adamczaka (4). Szkoda, że w zdobywanie bramek nie potrafili włączyć się inni gracze. Jedną bramkę dodał jeszcze Tomasz Draszkiewicz i to już cały dorobek Grunwaldu.
 
Po przerwie Techtrans uciekł na trzy bramki - w 38. minucie prowadził 18:15. Wojskowi odpowiedzieli jednak czterema golami z rzędu i w 46. minucie to oni mieli jedną bramkę zapasu (19:18). Mecz wciąż był zacięty - remis pokazał się na tablicy w 51. minucie (20:20), a później w 55. (22:22). Wtedy Techtrans znów odskoczył na dwie bramki, a w 59. minucie Krystkowiak rzucił kontaktową bramkę. Jeszcze w ostatniej minucie wojskowi mieli piłkę - Draszkiewicz zdobył nawet wyrównującego gola, ale sędziowie z Dolnego Śląska go nie uznali. Dopatrzyli się błędu kroków. - Nie chcę być mądrzejszy od sędziów, ale mam mecz nagrany i z chęcią zobaczę tę sytuację raz jeszcze - mówił Walczak. W odpowiedzi Grzegorz Szczepański ustalił wynik na 25:23 dla Techtransu.
 
Był to ostatni mecz Grunwaldu przed zamknięciem okienka transferowego - to nastąpi 10 lutego. Nic nie wskazuje na to, by w składzie poznaniaków nastąpiły jakieś roszady. Kilku zawodników pewnie i znalazłoby sobie nowych pracodawców, ale ci musieliby wykupić z Grunwaldu ich karty zawodnicze. Na to się nie zanosi.
 
GRUNWALD POZNAŃ - TECHTRANS ELBLĄG 23:25 (12:13)
 
Grunwald: Tarko, Kulczyński - Krystkowiak 11 (2/2), Martyński 7 (1/1), Adamczak 4, Draszkiewicz 1, Guraj 0, Kaczmarek 0, Koligat 0, Tyc 0, Wachowiak 0, Koch 0, Sobański 0.
Kary - 10 minut. Rzuty karne - 3/3.
 
Techtrans: Zimakowski, Rycharski - Dawidowski 6, Dukszto 5, Michałów 4 (1/1), Perwenis 3, Fonferek 2, Szczepański 2, Spychalski 1, Rutkowski 1, Wasilenko 0, Długosz 0.
Kary - 12 minut. Rzuty karne - 1/1.
 
Sędziowali: Andrzej Jaworski (Głogów) i Przemysław Stężowski (Lubin)</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8255&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-04 23:44:38</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Młodzi w rolach głównych</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8257</link>
    <description>Przerwana została seria trzech kolejnych sparingowych zwycięstw Lecha Poznań. Kolejorz przegrał ze szwajcarskim drugoligowcem FC Chiasso 0:1, ale tym razem trener Jose Marii Bakero dał szansę głównie młodzieży.
 
Początkowo lechici mieli zagrać w sobotnie popołudnie z Dynamem Kijów, ale już w piątek Ukraińcy zrezygnowali. Sztabowi szkoleniowemu Lecha zależało jednak na tym, żeby z kimś zagrać dzień po ćwierćfinale Marbella Cup. Chodziło bowiem o to, żeby rezerwowi oraz młodzi zawodnicy mogli zaliczyć więcej niż tylko kilkuminutowy epizod. Ostatecznie udało się znaleźć sparingpartnera - był nim zespół FC Chiasso, który występuje w drugiej lidze szwajcarskiej. Mecz odbył się w Dona Julia na boisku, które jest na czas zgrupowania do dyspozycji ekipy Kolejorza.
 
Poznaniacy przegrali 0:1, a zatem przerwana została passa trzech kolejnych zwycięskich gier towarzyskich, która trwała od porażki (również 0:1) z FC Vaduz, czyli kolejnego przedstawiciela II ligi w Szwajcarii. - W tym meczu główny cel był taki, żeby młodzi zawodnicy pograli, pozbierali minuty i znaleźli się pod tym względem na równi ze starszymi kolegami. To się udało - mówił dyrektor sportowy Andrzej Dawidziuk. Oczywiste jest natomiast, że jedenastka na mecze ligowe wybierana jest bardziej na podstawie takich starć, jak ze Spartą Praga (3:0) i FC Timisoara (5:0), niż z Chiasso.
 
Szwajcarzy gola wbili po przerwie, kiedy rozegrali szybką akcję na 3-4 kontakty z piłką. W końcu Mirco Graf w sytuacji sam na sam pokonał Jasmina Buricia. Lech miał więcej dogodnych okazji, ale Bartosz Ślusarski, Mateusz Możdżeń, Kamil Drygas, Vojo Ubiparip czy też Artjom Rudniew oraz Aleksandyr Tonew, którzy pojawili się na placu gry na ostatnie pół godziny, nie umieli wpakować piłki do siatki. A kiedy zrobił to w końcu Łotysz, sędzia dopatrzył się spalonego. Świetnie grał Semir Stilić, który pojawił się na boisku bardzo szybko, w miejsce największego pechowca, czyli Drygasa. Ten po jednym ze starć z przeciwnikiem nie był w stanie kontynuować gry.
 
Kto z młodych zawodników zasłużył na pochwały? Przede wszystkim Marcin Kamiński, choć to żadna niespodzianka, a poznańskiego stopera należy już traktować jako doświadczonego ligowca. Obok niego biegał Karol Zaniewski, który w wieku 17 lat pojechał na swój pierwszy obóz z Kolejorzem. - Nie ukrywam, że miałem tremę. Potem było już lepiej. Pomagało mi to, że koledzy ciągle mi podpowiadali - dzielił się wrażeniami. Nie ustrzegł się jednak błędów i sporo czasu minie zanim będzie w stanie zagrozić podstawowym defensorom. Bardzo dobrze za to wypadł Szymon Drewniak, który wciąż czeka na debiut w ekstraklasie. Młody pomocnik nie bał się brać gry na siebie, dobrze też współpracował ze Stiliciem. Potrafił dokładnie zagrywać, ale też nieźle dryblować. Poradził sobie również na lewej stronie obrony Tomasz Kędziora.
 
Kolejny mecz Lech rozegra w poniedziałek - rywalem będzie Rubin Kazań, a stawką będzie finał Marbella Cup. Początek rywalizacji o godz. 18.30.</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8257&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-04 02:49:28</dc:date>
</item>
<item>
    <title>Spokojne punkty MKS</title>
    <link>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8256</link>
    <description>Tylko po 30 minut spędzili na parkiecie podstawowi zawodnicy MKS Poznań. Na Orlika Brzeg to zdecydowanie wystarczyło - poznaniacy wygrali na Opolszczyźnie 39:21.
 
Wyrównany w tym spotkaniu był tylko pierwszy kwadrans - po trafieniu Dawida Podgórskiego Orlik remisował w 14. minucie 6:6. Kolejne sześć bramek zdobyli poznaniacy i wywalczonej wówczas przewagi już nie oddali. Po przerwie znacznie ją powiększyli. - Podstawowi gracze zagrali po około 30 minut, czasem kilka minut dłużej. Na przykład Mariusz Peda bronił w pierwszej połowie, a Darek Zarzycki w drugiej - mówił obrotowy MKS Jakub Kasperczak. Peda wrócił do bramki po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją - od razu musiał zastąpić Miłosza Smolińskiego, któremu w czwartek urodziło się dziecko i w weekend dostał wolne. W 24. minucie poznaniacy prowadzili już 15:7, a rekordową przewagę uzyskali w 56. minucie - było wtedy 38:18.
 
Warto odnotować trzeci już w tej rundzie debiut młodego zawodnika w drugiej lidze - tym razem spotkało to juniora Piotra Jarosza. W 58. minucie zdobył też swojego debiutanckiego gola, ostatniego dla MKS w tym spotkaniu.
 
ORLIK BRZEG - MKS POZNAŃ 21:39 (12:18)
 
Orlik: Sobczyk - Daniel 4 (1/2), Orzycki 4, Podgórski 3, Wróbel 3 (3/3), Betka 3, Krawczyk 2, Kołodziejczyk 2, Włodek 0, Wełeszczuk 0.
Kary - 10 minut. Rzuty karne - 4/5.
 
MKS: Peda, Zarzycki - J. Kasperczak 7, M. Kasperczak 6, Niedzielski 6 (2/3), Przedpełski 6, Komisarek 5 (1/1), Dubisz 4, Nawrocki 3, Niedzielak 1, Jarosz 1, Cegła 0, Perri 0, Pochopień 0.
Kary - 4 minuty. Rzuty karne - 3/4.
 
WYNIKI I TABELA</description>
    <guid>http://www.wielkopolskisport.pl/?miasto=1&amp;idn=8256&amp;from=rss</guid>
    
    <dc:date xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">2012-02-04 23:22:00</dc:date>
</item>
<atom:link href="http://www.wielkopolskisport.pl/poznan-informacje-rss.html" rel="self" type="application/rss+xml" />
</channel>
</rss>
