|
|
Cyprian Kociszewski (z lewej) i Paweł Jakób regularnie oszukiwali obronę Sparty (fot. Andrzej Grupa)
|
Wielka wpadka walczącej o czwarte miejsce w II lidze Sparty Oborniki. W swojej hali przegrała z trzecim od końca AZS Zielona Góra 27:30. Gospodarze ani razu w tym meczu nie prowadzili!
To druga przykra niespodzianka, jaką w tym sezonie sprawili swoim kibicom zawodnicy z Obornik. Pierwszą była porażka w Polkowicach. W tym roku Spartę czekają jeszcze dwa mecze derbowe - najpierw w Kościanie z Tęczą, później w hali przy ul. Obrzyckiej z MKS Poznań. Z taką grą o punkty będzie w nich ciężko.
W sobotę oborniczanie byli zdecydowanym faworytem, ale kompletnie zawiedli. Jedyny remis był w 2. minucie, gdy Łukasz Cieśla wyrównał na 1:1. Później grę zdominowali goście. - Tragedia! Najgorszy nasz mecz u siebie w tym sezonie. Zagraliśmy kiepsko w obronie i fatalnie w ataku - komentował kierownik Sparty Grzegorz Hoffmann. - Mamy problem z podejściem do meczu, bo lepiej gramy z zespołami ułożonymi. Z tymi słabszymi nie potrafimy nawet wykorzystać atutu własnej hali. Często zawalamy pierwszą połowę - stwierdził z kolei trener Sparty Michał Pietrzak. Inną sprawą jest to, że gospodarze byli wyjątkowo nieskuteczni. Najlepszy snajper drużyny Artur Pachulicz z dwóch pierwszych rzutów zdobył dwa gole, później cztery razy pudłował. - Większość zawodników miała skuteczność na poziomie 60, 50 czy 40 procent i ciężko wówczas wygrać mecz. Mamy kontrataki, dwa razu rzucamy lobem na krótki słupek i dwa razy bramkarz łapie. W innej kontrze po rzucie piłka przelatuje półtora metra obok słupka. A jak już trafialiśmy w bramkę, to i w bramkarza - dodał Pietrzak.
Bramkarz AZS Marek Długosz ani na moment nie opuścił bramki. W ostatnich dwóch minutach pierwszej połowy goście zdobyli trzy bramki, choć po pierwszej karze w tym spotkaniu grali przez dwie minuty w osłabieniu. W efekcie tę połowę wygrali aż 17:11. Po zmianie stron karę dwóch minut dostał Cieśla, a dwa trafienia Artura Radnego dały gościom prowadzenie 19:11. Mimo takich strat Sparta zdołała się podnieść. Sędziowie ze Szczecina zaczęli wykluczać też szczypiornistów z Zielonej Góry, kilka bramek pod rząd rzucili Bartosz Jankiewicz i Błażej Kwiatkowski. W 49. minucie trafił z kolei Maciej Włudarczak i zrobiło się tylko 21:22. Wtedy wróciły jednak stare grzechy z pierwszej fazy meczu - znów zaczęły się mnożyć faule, w ostatnich dziesięciu minutach gospodarze dostali aż cztery kary. W 55. minucie po trzecim wykluczeniu czerwoną kartkę zobaczył Tomasz Witaszak. - Wita to kawał chłopa, jak chwyci to nie jest się łatwo wyrwać, ale może jest za silny na drugą ligę i sędziowie dlatego go wyrzucają? - dziwił się kierownik Hoffmann. Mało tego - 54 sekundy później karę za faul dostał Jankiewicz, a ponieważ skomentował decyzję arbitrów, ci dołożyli mu kolejne dwie minuty. Właśnie wtedy Sparta grała w trójkę w polu i w efekcie przegrywała już 24:27. Kolejny zryw gospodarzy pozwolił im dwukrotnie dogonić rywali na jednego gola (26:27 i 27:28), ale ostatnie słowo należało do tego, który zdobył dwie pierwsze bramki po przerwie - Radny rzucił też dwa ostatnie gole i AZS wygrał 30:27.
SPARTA OBORNIKI - AZS UZ ZIELONA GÓRA 27:30 (11:17)
Sparta: Wtorek, Gebler - Kwiatkowski 6, Cieśla 4, Jankiewicz 4, Kłak 3, Nowacki 3, Witaszak 2, Maciej Włudarczak 2, Pachulicz 2, Michał Włudarczak 1, Golczyński 0.
Kary - 20 minut. Rzuty karne - 0/0.
Czerwona kartka: Witaszak (55. minuta, trzy kary).
AZS: Długosz - Radny 7, Jakób 6, Wittke 6 (1/1), Kociszewski 5 (2/2), Skrzypek 4, Ratajczak 1, Kłosowski 1, Książkiewicz 0, Walkowiak 0.
Kary - 16 minut. Rzuty karne - 3/3.
Sędziowali: Mateusz Krzemień i Kamil Wojciechowski (Szczecin).
|