|
|
Mariusz Peda nie miał tym razem powodów do radości (fot. Andrzej Grupa)
|
MKS Poznań to kolejny zespół, który nie zdołał urwać nawet punktu Śląskowi Wrocław. Poznaniacy jednak walczyli i przegrali niewysoko - 33:39. - Śląsk to faworyt do awansu - mówi najlepszy strzelec MKS Rafał Niedzielski.
Zespół z Wrocławia regularnie gromi kolejnych rywali, rzucając przy tym po 40 goli i więcej. MKS szczycił się ostatnio świetną obroną, tracił po 20 lub 19 bramek. Gdy jednak przyszło do starcia z chyba najsilniejszym zespołem w II lidze, poznańscy bramkarze musieli wyciągać piłkę 20 i 19 razy, ale... w każdej z dwóch połów.
- Jak na tę ligę, to Śląsk ma szczęście, że posiada takiego zawodnika jak Daniel Grobelny. To wielki atut - mówił po meczu Rafał Niedzielski. Doświadczony rozgrywający Śląska w pierwszych minutach rzucił trzy bramki i trener Doman Leitgeber zalecił indywidualne pilnowanie tego zawodnika. Zresztą Tomasz Folga ze Śląska, który obserwował ostatnie mecze poznaniaków, też przydzielił anioła stróża Michałowi Kasperczakowi, który zwykle razi rywali rzutami z drugiej linii.
Do 17. minuty mecz był zacięty - Śląsk prowadził wtedy tylko 10:9. Później wrocławianie wykorzystali błędy rywali w ataku i po kontratakach uciekli na sześć bramek. - Byli zespołem bardziej dojrzałym, powiedziałbym nawet, że kompletnym. Wykorzystali większość naszych błędów, a gdybyśmy podliczyli kontrataki z całego spotkania, to Śląsk miałby ich pewnie o siedem więcej - dzielił się wrażeniami Niedzielski. Nie od dziś wiadomo, że z kontrataku najłatwiej rzucić bramkę. MKS próbował też rozbijać atak pozycyjny Śląska obroną 4-2, ale bez powodzenia.
W drugiej połowie Śląsk miał już dziewięć bramek przewagi (30:21 w 42. minucie i 31:22 w 44. minucie), ale przez kolejnych osiem minut trafiali wyłącznie gracze z Poznania. Po bramce Bartosza Przedpełskiego zrobiło się 31:27, a do końca spotkania było jeszcze sporo czasu. Wrocławianie zdołali jednak utrzymać bezpieczny dystans, głównie dzięki rzutom karnym wykonywanym przez Artura Szabata. Z tej walki cios za cios - bo w każdej minucie padały dwie lub trzy bramki - poznaniacy nie mogli już wyjść zwycięsko, choć mieli dwóch wyborowych strzelców: skrzydłowego Niedzielskiego (11 trafień) i obrotowego Jakuba Kasperczaka (dziewięć). - Porażka sześcioma bramkami niczego nam nie ujmuje, a gdybyśmy ustrzegli się niektórych błędów w ataku, to moglibyśmy myśleć o urwaniu im punktów. Inna sprawa, że przy dwóch tysiącach kibiców też gra się dość specyficznie - przyznał Niedzielski, którego zdaniem MKS zagrał o niebo lepiej niż półtora miesiąca temu w Kaliszu. - To dwa różne mecze, wtedy trafił nam się wypadek przy pracy i nie było nawet jednego dobrze działającego ogniwa. Dzisiaj wszyscy walczyli - powiedział zawodnik z Poznania.
Już za dwa tygodnie do Wrocławia pojedzie MKS Szczypiorno Kalisz i jeżeli Śląsk ten mecz wygra, jedną nogą będzie już w I lidze. Wrocławianie będą wtedy mieli co najmniej cztery punkty przewagi nad drużyną z Poznania i sześć nad Szczypiornem. - Moim zdaniem Śląsk sobie poradzi, bo jest najbardziej dojrzałym zespołem w tej lidze. Na dodatek Kalisz może być trochę podłamany po dwóch ostatnich porażkach - twierdzi Niedzielski. W takiej sytuacji wiosną ekipy z Poznania i Kalisza walczyłyby o prawo gry w barażach.
ŚLĄSK WROCŁAW - MKS POZNAŃ 39:33 (20:14)
Śląsk: Schodowski, Młoczyński - Szabat 11 (5/6), Grobelny 7, Kłos 5, Herudziński 4, Kruk 4, Furmanowski 3, Celek 2, Żubrowski 2, Krawczyk 1, Sapała 0.
Kary - 8 minut. Rzuty karne - 5/6.
MKS: Peda, Smoliński - Niedzielski 11 (4/6), J. Kasperczak 9, M. Kasperczak 4, Leder 3, Przedpełski 2, Łączkowiak 2, Lubiewski 1, Komisarek 1, Nawrocki 0, Dubisz 0.
Kary - 10 minut. Rzuty karne - 4/6.
Sędziowali: Grzegorz Schiwon i Grzegorz Toczyński (Zabrze).
|