|
|
Marcin Tórz miał szansę przypieczętować wygraną Arotu (fot.Mariusz Cwojda)
|
Ostatnia akcja decydowała o wyniku spotkania piłkarzy recznych Arotu Astromal Leszno w Komprachcicach. Na czterdzieści sekund przed końcem spotkania goście jeszcze prowadzili, ale ostatecznie musieli zadowolić się remisem 28:28.
- Przy stanie 28:27 wykonywaliśmy rzut karny. Marcin Tórz nie trafił, a rywale zagrali szybką kontrę. Edek Madaliński wybronił ich rzut, ale piłka po jego odbiciu poleciała na lewą stronę, gdzie zabrakło naszego zawodnika. Był tam za to jeden z graczy Komprachcic, który na pięć sekund przed końcem zdobył bramkę - relacjonuje trener Arotu Ryszard Kmiecik.
Leszczynianie jechali na Opolszczyznę w roli faworytów i przebieg spotkania zdawał się potwierdzać tę opinię. Goście przez znaczną część meczu prowadzili różnicą czterech-pięciu bramek. - Był to mecz z gatunku tych, które powinniśmy wygrać. Zabrakło nam chłodnej głowy w końcówce, za szybko wtedy oddawaliśmy nieprzygotowane rzuty. Szkoda tego punktu, ale walczymy dalej - mówi Kmiecik. Nieplanowany remis nie oznacza dla jego podopiecznych tragedii, ponieważ najgroźniejszy rywal ŚKPR Świdnica przegrał na własnym parkiecie w Wolsztyniakiem. Arot ciągle ma szanse na drugie miejsce w tabeli, gwarantujące udział w barażach o I ligę.
Ciekawostką spotkania w Komprachcicach był fakt, że prowadziły go dwie... panie sędziny. - Był to chyba jakiś eksperyment związku, ponieważ obie panie były zwyczajnie nieprzygotowane. Powodowało to niepotrzebne spięcia na parkiecie. Jednak chciałem podkreślić, że sędziowanie nie miało wpływu na wynik meczu - powiedział Ryszard Kmiecik.
OSiR Komprachcice - Arot Astromal Leszno 28:28 (13:15)
Arot: Madaliński - Tórz 11, H.Szkudelski , Łuczak 5, Becelewski 2, Meissner 2, Kajzer 1, E.Szkudelski 1, Matuszewski.
|