|
|
Patryk Staniek przeciwko drużynie z Polkowic wyszedł w pierwszym składzie (fot. Marcin Ostajewski)
|
Gdyby w meczu z UKS PR "2" Polkowice szczypiorniści MKS Kalisz doznali trzeciej porażki z rzędu, pożegnaliby się praktycznie z marzeniami o awansie na zaplecze ekstraklasy. Wytrzymali jednak presję i po kiepskich występach w Grodkowie i Dzierżoniowie, zgarnęli w końcu dwa punkty, pokonując wysoko beniaminka 35:22. Ale na Śląsk taka gra może nie wystarczyć.
Trzydzieści pięć bramek rzuconych polkowiczanom trochę zaciemnia obraz tego meczu. UKS przyjechał nad Prosnę w zaledwie jedenastoosobowym składzie, a w jego szeregach nie brakowało panów o siwych skroniach i z co najmniej kilkukilogramową nadwagą. Siłą tej ekipy jest doświadczenie, bo kilku zawodników jeszcze niedawno walczyło o punkty w ekstraklasie, ale kondycja nie pozwala im grać na pełnych obrotach przez 60 minut. Dlatego kaliszanie, zwłaszcza po przerwie, często biegli samotnie z piłką w kierunku bramki już od połowy boiska. Wiele z tych akcji kończyło się jednak na dobrze interweniującym Mariuszu Dekiercie, a często także na słupkach lub poprzeczce. - Musimy popracować nad skutecznością, bo przeciwko takim zespołom, jak Śląsk czy poznański MKS podobne sytucje mogą się na nas zemścić - przyznaje obrotowy Karol Hoffmann, wybiegając myślami do tego, co w przyszłą niedzielę będzie działo się w stolicy Dolnego Śląska.
Bruno Budrewicz ma ostatnio sporo problemów kadrowych. Przed sobotnim spotkaniem ze składu wypadł Konrad Krupa, który na czwartkowym treningu skręcił staw skokowy, a dopiero w tym tygodniu do zajęć wrócił Michał Krygowski. W kadrze po raz kolejny zabrakło też Marcina Piekarskiego. Lukę na rozegraniu wypełnił od początku Patryk Staniek. W miejsce Krygowskiego wybiegł z kolei Maciej Szefner.

Arkadiusz Galewski znów był najskuteczniejszym strzelcem MKS (fot. Marcin Ostajewski)
Od początku widać było, że kaliszanie mają jeszcze w głowach ostatnie porażki. Chcieli jak najszybciej zdjąć z siebie odium występów w Grodkowie i Dzierżoniowie, ale to wyraźnie pętało im nogi. - Wynik był dzisiaj ważny, ale najbardziej zależało nam na tym, żeby dobrą widowiskową grą ucieszyć kibiców - mówi Hoffmann, który pełni również rolę drugiego trenera.

Na trybunach Kalisz Areny zasiedli byli gracze MKS. Od lewej: Piotr Nowicki, Przemysław Bystram i Paweł Dutkiewicz (fot. Marcin Ostajewski)
W 11. minucie MKS prowadził 5:2, choć powinien wyżej. Cztery z tych goli zdobył najskuteczniejszy na boisku Arkadiusz Galewski. Dopiero gdy dołączyli do niego koledzy z drużyny, gra MKS zaczęła się zazębiać. Po dwa trafienia Tomasza Klary i Szefnera oraz trzy bramki ustawionego na lewym skrzydle Marcina Stefańskiego uspokoiły nieco kibiców. W 23. minucie (12:5) można było być pewnym, że niemoc z meczu z Żagwią (tylko pięć goli z gry do przerwy) się nie powtórzy. - Wygląda to tak, jakby ci chłopcy stracili wiarę we własne umiejętności. A przecież jest w nich spory potencjał, bo nawet dziś były zagrania, po których ręce same składały się do oklasków. Cały czas brakuje jednak werwy i wykończenia akcji "z przytupem" - chłodno ocenia Budrewicz. Szkoleniowiec kaliskiej siódemki spokojny może być o grę w tyłach. Obrona MKS wyglądała w sobotę bardzo solidnie, a od początku sezonu równą wysoką formę prezentują bramkarze. Przeciwko UKS po 30 minut zagrali Piotr Matuszczak i Błażej Potocki. Każdy z nich był jedną z jaśniejszych postaci na boisku.

Pięć bramek Adriana Załęcznego to najlepszy wynik w ekipie z Polkowic (fot. Marcin Ostajewski)
W drugiej połowie przewaga miejscowych była już bardzo widoczna. Ciężar zdobywania goli, podobnie jak w pierwszych meczach sezonu, znów zaczął rozkładać się na większą ilość graczy, a to od razu miało przełożenie na wynik. Bardzo dobrze zaprezentowali się zawodnicy drugiego planu. Aż pięć razy po przerwie trafili Konrad Ibron, którego domeną jest przecież gra w defensywie oraz Krystian Kaczmarek, który niezłą formę sygnalizował już wchodząc w końcówce meczu z Żagwią i zdobywając trzy bramki. Najlepszy występ w tym sezonie ma za sobą także Tomasz Klara (6 goli). - Staramy się stopniowo odzyskiwać styl gry z początku sezonu. Do spotkania ze Śląskiem już niewiele da się poprawić. Czy w tej sytuacji kadrowej, jaką mamy, to wystarczy, aby stoczyć tam równorzędną walkę - trudno powiedzieć. Postaram się tak zmobilizować chłopaków, żebyśmy nie przegrali tego meczu już w szatni - kończy Budrewicz.
MKS KALISZ - UKS PR "2" POLKOWICE 35:22 (14:9)
MKS: Matuszczak, Potocki - Galewski 8 (3/4), Klara 6, Ibron 5, Kaczmarek 5, Stefański 4, Staniek 3, Szefner 3, Hoffmann 1, Krygowski, Kobusiński.
Kary: 4 min. Rzuty karne: 3/4
UKS: Dekiert - Załęczny 5, Grębosz 4, Prudzienica 4, Góreczny 4, Buła 2, Jaremczak 1, Pajda 1, Kurdziel 1, Borowczyk, Zemła.
Kary: 2 min. Rzuty karne: 0/0
|