|
|
Tomasz Rosiński, będący objawieniem ostatnich mistrzostw Europy, tym razem nie napsuł krwi zawodnikom z Wągrowca (fot. Andrzej Grupa)
|
- Nie jestem zadowolony, bo przegraliśmy. Nikt z nas jednak nie zakładał, że jesteśmy w stanie w Kielcach wygrać - stwierdził po meczu z mistrzami Polski trener Nielby Wągrowiec Edward Koziński. Jego zespół przegrali w Hali Legionów 24:33, czyli niżej niż trzy i pół miesiąca temu w Wągrowcu.
Po raz pierwszy w ekstraklasie Nielba przegrała dwa spotkania z rzędu, ale po ostatniej wyjazdowej porażce w Lubinie takiego rozwiązania można się było spodziewać. Gdzie jak gdzie, ale w Kielcach beniaminek nie mógł liczyć na punkty. Vive wygrywa w lidze wszystkie spotkania, ale w swojej hali jest wyjątkowo bezwzględne dla rywali. Trener kielczan Bogdan Wenta nie zamierzał ryzykować poważniejszego urazu Mariusza Jurasika i postanowił oszczędzać leworęcznego gracza na sobotni mecz w Lidze Mistrzów z węgierskim Veszpremem. Nie grał także środkowy - Duńczyk Henrik Knudsen. - Vive nas nie zlekceważyło, bo przecież trener Wenta miał do dyspozycji czternastu świetnych zawodników, którzy grali na poważnie. Na pełnych obrotach właśnie wtedy, kiedy było trzeba - mówił Koziński.
Trener Nielby miał żal do swoich zawodników o końcowy wynik spotkania. Nielba potrafiła grać bowiem dobrze gry w jednej i drugiej połowie przez klilkanaście minut, a później przychodziły serie błędów. Przed przerwą ze stanu 10:9 dla kielczan w 18. minucie, zrobiło się 15:10 siedem minut później. - Odezwała się w moich chłopakach chęć wygrania meczu w Kielcach i podjęli większe ryzyko. Zaczęły się fantazyjne zagrania kończone przeważnie stratami. A z takim rywalem jak Vive trzeba grać wyjątkowo konsekwentnie - oceniał Koziński.
Na początku drugiej połowy trener Nielby poprosił o przerwę po 136 sekundach gry - Vive za sprawą dwóch rzutów Pawła Podsiadły i jednego Kamila Kriegera odskoczyło na 19:10. Okazało się jednak, że Nielbę znów stać na niezłą i skuteczną grę, bo trzykrotnie zmniejszała straty do czterech goli (19:23, 20:24, 21:25). Gdy jednak goście zaczęli gubić piłki w ataku, przewaga mistrzów Polski wzrosła dwukrotnie.
Trener Koziński dał dziś szansę gry Tomaszowi Szałkuckiemu, który w bramce zajął miejsce Marcina Głębockiego. Z kolei narzekający na ból w barku Michał Janusiewicz był w Kielcach, ale dostał wolne. - Nie było sensu go eksploatować - mówił Koziński. Okazję do ligowego debiutu otrzymał też Dawid Borek, który zagrał po raz pierwszy po wyleczeniu kontuzji. W ostatnich sekundach wykorzystał sytuację sam na sam i ustalił wynik meczu na 33:24 dla Vive.
Wągrowczanie mogą się cieszyć, że Vive ominie ich w ćwierćfinale play-off. Zagrają prawdopodobnie z Wisłą Płock, mniej prawdopobne, że z MMTS Kwidzyn. - To nie ma znaczenia, nie nastawiamy się na walkę o medale. Tego zespołu jeszcze na to nie stać. Postaramy się wygrać choć jedno spotkanie, by sprawić frajdę naszym kibicom - uważa trener Koziński.
VIVE-TARGI KIELCE - NIELBA WĄGROWIEC 33:24 (16:10)
Vive: Cleverly, Kotliński - Stojković 7, Podsiadło 5, Kuchczyński 5, Krieger 4, Tubić 4, Żółtak 3, Konitz 2, Rosiński 1, Gliński 1, Nat 1, Grabarczyk 0, Jachlewski 0.
Kary: 6 minut. Rzuty karne - 3/4 (Stojković 3/4).
Nielba: Konczewski, Szałkucki - Przysiek 6 (6 z karnych), Krajewski 4, Szyczkow 3, Gierak 2, Witkowski 2, Płócienniczak 2, Świerad 2, Białaszek 1, Frołow 1, Borek 1, Ciok 0.
Kary: 6 minut. Rzuty karne - 6/6 (Przysiek 6/6).
Sędziowali: Piotr Eichler i Andrzej Kierczak (obaj z Krakowa).
|