|
|
Łukasz Jaszka w meczu z Jurandem nie błyszczał. Podobnie jak cała drużyna Ostrovii. (fot. Andrzej Grupa)
|
Miał być szlagier, a wyszedł przeciętny mecz z całą masą błędów - szczególnie po stronie gospodarzy. W starciu na szczycie Ostrovia przegrała we własnej hali z Jurandem Ciechanów 28:30 i straciła pierwsze punkty w tym sezonie, spadając na czwarte miejsce w tabeli grupy A I ligi piłkarzy ręcznych. Sobotni rywal ostrowian utrzymał pozycję lidera.
- Ten mecz zupełnie nam nie wyszedł. Chyba za bardzo chcieliśmy wygrać - przyznał po ostatniej syrenie trener gospodarzy Eugeniusz Lijewski. Te słowa najlepiej opisują postawę ostrowskiej "siódemki" w pojedynku z Jurandem - ekipą mocną, niekryjącą swoich ekstraklasowych aspiracji, ale też będącą zdecydowanie w zasięgu graczy Ostrovii. Pod warunkiem, że biało-czerwoni zagraliby na swoim normalnym poziomie. Niestety, w sobotę kibice, którzy niemal do ostatniego miejsca wypełnili halę przy ul. Krotoszyńskiej, obejrzeli ostrowski zespół w bardzo słabej dyspozycji. - W sumie popełniliśmy chyba osiemnaście błędów. Przy takim przeciwniku jak Jurand, to musiało się źle skończyć - kiwa głową Lijewski, który ma czego żałować, bo rywal również nie zagrał porywającego meczu i do wywalczenia przez gospodarzy przynajmniej jednego punktu, zabrakło niewiele - choćby wykorzystanych sytuacji Patryka Stańka i Łukasza Jaszki, w których obaj niemal od linii środkowej biegli samotnie w kierunku bramki przeciwnika, a mimo to nie potrafili zdobyć gola.
Jednak niemoc Ostrovii nie ograniczała się jedynie do nieskuteczności w ofensywie. Kilka cierpkich słów od kibiców usłyszał nawet Błażej Potocki, który zazwyczaj jest chwalony za postwę w bramce. W sobotę również zaliczył kilka efektownych parad, ale były też sytuacje, w których mógł zachować się zdecydowanie lepiej. W ogóle ostrowska defensywa spisywała się słabo. Przez to też brakowało dynamicznych i zawsze groźnych kontrataków. Miejscowi musieli więc najczęściej rozgrywać atak pozycyjny. Trudno jednak myśleć o skonstruowaniu dobrej akcji, jeśli ma się problemy z celnym podaniem lub skutecznym chwytem piłki. Tego typu błędy raziły w grze Ostrovii najbardziej i co gorsza - dość często. Zabrakło też chłodnej głowy. Nie trzeba być wybitnym taktykiem, żeby się zorientować, iż mierzący 180 cm Jaszka nie ma szans przebić się przez ręce ponad dwumetrowego Jakuba Bonisławskiego. Zwykle przebojowy i kreatywny rozgrywający ostrowian w pojedynki z byłym kołowym ekstraklasowego AZS AWFiS Gdańsk wikłał się zdecydowanie zbyt często. Efekt? Mnóstwo przepychanek w okolicach szóstego metra, zakończonych z reguły blokiem lub w najlepszym wypadku rzutem wolnym, po którym z mozołem trzeba było konstruować nowy atak. - Miało to wyglądać zupełnie inaczej. Chcieliśmy grać na Konrada Krupę i Macieja Nowakowskiego. Niestety ten drugi, choć próbował wziąć na siebie odpowiedzialność rzutową z drugiej linii, też nie grzeszył skutecznością - analizuje szkoleniowiec Ostrovii. - Nie byliśmy dziś sobą - mówi z kolei Nowakowski, który mimo kilku niecelnych prób i tak był najskuteczniejszym graczem gospodarzy (9 goli). Szybko musiał jednak odpuścić grę w defensywie, bo jeszcze w pierwszej połowie złapał dwie dwuminutowe kary i bał się, że osłabi zespół na pozostałą część meczu. - Grając tylko w ataku nie czuje się gry tak, jak w przypadku, kiedy walczysz na maksa na całym boisku. Może stąd się wzięła nasza słabsza postawa w tyłach, bo na pewno nie zabrakło nam zdrowia - podkreśla jeden z najbardziej doświadczonych zawodników Ostrovii. - Jurand naprawdę nic wielkiego nie zagrał. Oglądaliśmy płytę z ich meczu w Zielonej Górze i to samo pokazali dzisiaj w pojedynku z nami. Wiedzieliśmy czego się spodziewać, a mimo to zagraliśmy tak, jak oni tego chcieli - dodaje.
Na korzystny rezultat gospodarze mogli mieć nadzieję jedynie w pierwszej połowie (do 10 min. prowadzili nawet 5:4, ale na przerwę schodzili przegrywając 13:16). Po zmianie stron jednak zupełnie się pogubili. W ciągu 9. min. stracili sześć bramek, zdobywając tylko jedną. W tym momencie na tablicy widniał już wynik 14:22 i stało się jasne, że Jurand wywiezie z Wielkopolski komplet punktów. Jedynie dwubramkową porażkę ostrowianie zawdzięczają niezłej końcówce (ostatnie 9 min. wygrali 8:2), ale trzeba zaznaczyć, że wówczas goście byli już pewni swego i trudno przypuszczać, aby pozwolili rywalowi na doprowadzenie choćby do remisu
Ostrovia - Jurand Ciechanów 28:30 (13:16)
Ostrovia: Potocki, Bystram - Nowakowski 9, Krzywda 7, Niedzielski 5, Krupa 2, Jaszka 2, Sobczak 1, Piosik 1, Staniek 1, Mazurek, Kierzek, Wojciechowski.
Kary: 8 min Rzuty karne: 2/3 (Niedzielski 0/1, Krzywda 2/2)
Jurand: Grzybowski, Krajewski - Prątnicki 9, Rurarz 6, Bonisławski 5, Krysiak 4, Piórkowski 3, Krajewski 3, Niećko, Nowaliński.
Kary: 8 min. Rzuty karne: 3/3 (wszystkie Prątnicki)
|