|
|
(fot. Tomasz Papierski)
|
Półtora miliona złotych ma liczyć za dwa lata budżet Ostrovii. Działacze klubu chcą, aby w bliskiej przyszłości szczypiorniści rywalizowali z najlepszymi w ekstraklasie.
Pierwszy krok to skonstruowanie odpowiedniego zaplecza finansowo-organizacyjnego. Według zapowiedzi prezesów, za dwa lata w klubowej kasie ma znaleźć się półtora miliona złotych! W porównaniu rekordowymi 10 milionami Vive Targów Kielce (właściciel mistrza Polski Bertus Servaas zadeklarował niedawno, że tyle będzie wynosił klubowy budżet w zbliżającym się sezonie), nie jest to kwota porażająca, ale w odniesieniu do środków, jakimi dotychczas dysponowała Ostrovia, to finansowy raj. W zakończonych niedawno rozgrywkach ostrowianie mogli wydać aż pięciokrotnie mniej. Trzysta tysięcy wystarczyło jednak, aby zespół stał się jedną z czołowych ekip I ligi, a przy odrobinie szczęścia mógł nawet bić się o awans do elity.
Skąd ta optymistyczna wizja finasowego eldorado? Samodzielne wygenerowanie takiej kwoty jest zadaniem właściwie niewykonalnym. Dlatego ostrowianie zdecydowali nawiązać współpracę z firmą Sport Pro, która zajmuje się profesjonalnym marketingiem sportowym. Ten mariaż ma zaowocować pozyskaniem silnej grupy sponsorów. Już w przyszłych rozgrywkach budżet Ostrovii powinien wynieść 800 tysięcy złotych. Ale według założeń obejmującego pięć najbliższych lat projektu, przełomowy będzie sezon 2011/12. To wtedy marzenia o ekstraklasie mają się ziścić, a w klubowej kasie powinna znaleźć się kwota, składająca się z siedmiu cyfr. Docelowo Ostrovia ma być jedną z wiądących sił na arenie krajowego szczypiorniaka, z aspiracjami na dobre występy w europejskich pucharach.
- Przez tyle lat byliśmy w cieniu innych dyscyplin. Teraz chcemy wreszcie mieć swoje pięć minut - mówił tuż po zakończeniu minionego sezonu prezes Mieczysław Mazurek. Wygląda na to, że ten okres właśnie się zaczął. Poprzez nieszczęśliwy zbieg okoliczności, ostrowska piłka ręczna ma wreszcie szansę zostać zauważona. Po upadku koszykarskiej Stali i potężnych kłopotach żużlowców, Ostrovia wyrasta na klub, który w najbliższym czasie jest najbliżej sportowego sukcesu. Wiele wskazuje na to, że fani basketu jeszcze przez kilka sezonów będą się emocjonowali zawodami na drugoligowym poziomie, a ŻKS Holdikom stawia dopiero pierwsze kroki na żużlowych arenach i na razie trudno postawić jakąkolwiek tezę na temat przyszłości ostrowskiego speedwaya.
Dodatkowym atutem szczypiornistów jest atmosfera, jaka tworzy się w kraju wokół tego sportu. Mecze męskiej reprezentacji biją rekordy oglądalności. Nawet tzw, "niedzielny" kibic słyszał o Krzysztofie i Marcinie Lijewskich czy Bartłomieju Jaszce. A to przecież wychowankowie Ostrovii. Piłkarzy, którzy pierwsze szlify zdobywali nad Ołobokiem, a teraz uprawiają piłkę ręczną na najwyższym poziomie jest więcej. Wystarczy wspomnieć Bartłomieja Tomczaka - skrzydłowego Zagłębia Lubin, którego Bogdan Wenta powołał na najbliższe mecze z Litwą i Chorwacją. Spod skrzydeł Ostrovii za chwilę mogą wyfrunąć kolejni ekstraklasowicze. O Jakuba Tomczaka pytały ostatnio przynajmniej dwa kluby (Śląsk Wrocław i AZS AWF Gorzów). Niedługo na brak ofert z pewnością nie będzie narzekał Błażej Potocki. Jest zatem i odpowiedni poziom szkolenia. Brakuje tylko bazy. I kto wie, czy to nie dzięki piłce ręcznej Ostrów wreszcie nie doczeka się hali z prawdziwego zdarzenia. Chociażby z tego względu warto trzymać kciuki za sportowo-finansowy sukces tamtejszego szczypiorniaka.
|