|
|
Poznaniacy (z prawej Piotr Więcław) nie przebierali w środkach, aby zatrzymać graczy Pogoni (fot. Andrzej Grupa)
|
Nie takiego obrotu sprawy spodziewali się młodzi szczypiorniści MKS Poznań. W swojej hali przegrali z Pogonią Oleśnica pierwsze spotkanie finałów baraży o prawo wystepów w II lidze - aż 27:32. Rewanż w niedzielę w Oleśnicy.
- Przegraliśmy bitwę, ale wojna jeszcze trwa - mówił po meczu smutny trener MKS Doman Leitgeber. Przedostatnia drużyna drugiej ligi okazała się silniejsza fizycznia i mądrzejsza taktycznie od czwartego zespołu mistrzostw Polski juniorów wzmocnionego trzema seniorami. Poznaniacy przez większą część meczu przegrywali - momentami wyraźnie. Popełniali te same błędy w kilku kolejnych akcjach i to się mściło. Były jednak i fragmenty, gdy swoją szybką grą oszukiwali rywali. Wydawało się nawet, że taki przełomowy moment nastąpił w drugiej połowie, gdy ze stanu 13:18 zrobiło się 20:19 dla MKS (w 41. minucie). Dlaczego więc siedem minut później było już 20:24? Dlatego, ze:
- poznaniacy nie wyciągali wniosków ze sposobu gry Pogoni. Żaden z zawodników gości nie rzucał z wyskoku z drugiej linii. Środkowy Marcin Kruk przeważnie nabiegał na ósmy, dziewiąty metr i z biegu trafiał obok obrońcy i bramkarza. Obrońca nie potrafił zrobić kroku do przodu i go zatrzymać.
- czasem trener Leitgeber zarządzał indywidualne krycie jednego z rozgrywających Pogoni. Goście szybko rozciągali akcję na skrzydła, a skrzydłowi zdobywali kolejne bramki.
- zawodnicy MKS tracili bramki nawet wtedy, gdy grali w przewadze, bo ryzykowanie bronili "każdy swego" już na połowie boiska. Dwa razy udało się przejąć piłkę, później już nie.
- niektórzy szczypiorniści, choćby Mateusz Lubiewski, z uporem rzucali w jeden róg. Bramkarz gości większość piłek odbijał.
Przy pięciu bramkach straty po meczu we własnej hali MKS teoretycznie nie powinien już mieć złudzeń, że jest w stanie awansować do drugiej ligi. W przypadku tej drużyny wszystko się może stać. - Z Borem Oborniki przegraliśmy na wyjeździe sześcioma bramkami, a dokładnie z tą samą drużyną wygraliśmy pierwszy mecz różnicą 23 goli - mówił trener Leitgeber. MKS to bowiem drużyna bardzo nieobliczalna, bazująca na szybkości. Dziś poznaniacy, zwłaszcza w drugiej połowie, bardzo szybko wznawiali grę po stracie bramki i momentalnie zyskiwali przewagę nad obrońcami Pogoni. Zdobywali z nich jednak niewiele goli, bo albo trafiali w bramkarza, albo wykonywali niedokładne ostatnie podanie. Może się też okazać, że młody zespół z Poznania lepiej wytrzyma rewanż fizycznie. A ten już w niedzielę w Oleśnicy. - Nie chcielibyśmy grać w kolejnym sezonie w trzeciej lidze. Jest jeszcze na to szansa - ma nadzieję trener MKS.
MKS POZNAŃ - POGOŃ OLEŚNICA 27:32 (13:17)
MKS: Stefaniak, Smoliński - D.Nawrocki 9, Lubiewski 7, Więcław 6, Dubisz 2, Pietrzak 1, Skroban 1, Perri 1, Pochopień 0, Skierś 0, Cegła 0.
Kary - 6 minut. Rzuty karne - 3/5 (D. Nawrocki 2/3, Lubiewski 1/2)
Najwięcej dla Pogoni: Kruk 9, Piwnicki 8, Szpich 4.
Kary - 10 minut. Rzuty karne - 1/2.
Czerwona kartka: Dominik Nawrocki (w 60. minucie za faul)
Sędziowali: Bartosz Leszczyński i Marcin Piechota (obaj z Płocka)
|