|
|
fot. Tomasz Papierski)
|
- Oczekiwaliśmy czegoś więcej - mówi prezes KPR Ostrovia Mieczysław Mazurek o współpracy z agencją marketingu sportowego SportPro, która miała pomóc ostrowskiemu klubowi w realizacji marzeń o ekstraklasie. Na razie owoce tej współpracy są mizerne, a ostrowianie, póki co, nie tylko muszą, zapomnieć o dalekiej perspektywie, ale przede wszystkim martwić się o najbliższą przyszłość.
- Nie ukrywam, że cały czas dopinamy budżet na zbliżający się sezon i jakoś nie możemy go dopiąć. Pewnie uzbieramy, to co mamy uzbierać, ale to za mało, żeby myśleć o czymś więcej na najbliższe lata - mówi Mazurek. A jeszcze kilka tygodni temu wizja rozwoju ostrowskiego szczypiorniaka i klubu z ponad stuletnią tradycją, który wychował takich zawodników jak bracia Krzysztof i Marcin Lijewscy czy Bartłomiej Jaszka przedstawiała się w zupełnie innych barwach. Według wstępnych założeń, w kasie Ostrovii na najbliższy rok miało się znaleźć 800 tys. złotych, które pozwoliłyby przygotować grunt pod następny - przełomowy, bo zakończony awansem sezon. Pomóc miała w tym agencja marketingu sportowego SportPro, która wzięła na siebie odpowiedzialność pozyskania sponsorów dla tego projektu. Ci najzamożniejsi mieli przelać na klubowe konto kwoty rzędu 300-500 tys. złotych. Były też propozycje dla drobnych przedsiębiorców, którzy w sponsorskiej piramidzie mogli znaleźć się już po przekazaniu 5 tys. złotych. I właśnie ta sponsorska drobnica to jedyny łup, jaki specom od marketingu udało się na razie zdobyć. Działacze podpisali lub w najbliższej przyszłości mają podpisać kilka umów, ale kwoty w nich zawarte nie przekroczą 20 tys. złotych. - Nasze oczekiwania były zupełnie inne. Spodziewaliśmy się lepszych wyników tej współpracy. Myślę, że agencja również liczyła na większą otwartość naszego rynku - mówi szef ostrowskiego klubu. - Jeszcze nie wszystko jest sfinalizowane, więc z jednoznaczną oceną wstrzymam się do czasu, aż dopniemy wszystkie szczegóły z poszczególnymi firmami wskazanymi przez SportPro - dodaje.
O radykalną zmianę w kwestii finansów Ostrovii będzie jednak trudno. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że bydgoska firma sama nie obciąży klubowego budżetu, bowiem wynagradzana jest na zasadzie prowizji od podpisanych umów, przy czym procent przysługuje jej tylko wtedy, jeśli pozyskany sponsor jest podmiotem, który wcześniej nie wpółpracował z wielkopolskim pierwszoligowcem. - Takich umów kilka udało się podpisać - zdradza Mazurek.
Problemy ostrowskiego klubu nie są jednak takiego kalibru, żeby przestał on z dnia na dzień prosperować, bądź nie zgłosił zespołu do rozgrywek. Jasne jest jednak, że plan awansu do elity w ciągu dwóch najbliższych lat jest poważnie zagrożony. - Zespół mamy ambitny, ciężko przepracowaliśmy ostatnie tygodnie, więc postaramy się ugrać jak najwięcej - zapewnia jednak prezes biało-czerwonych.
Z odsieczą swojemu macierzystemu klubowi pospieszyli ostatnio bracia Lijewscy. Marcin i Krzysztof przekazali na rzecz Ostrovii 8 tys. złotych. Jeszcze w poprzednim sezonie na podobny gest zdecydował sie Barłomiej Jaszka, który do klubowej kasy wpłacił 4 tys. złotych. Dziurę budżetową (przynajmniej częściowo) mają też załatać kwoty, które należą się ostrowianom z racji ekwiwalentu za wyszkolenie graczy, którzy opuścili ostatnio Ostrovię. Tej sprawy wciąż nie uregulowali nowi pracodawcy Marka Szpery, Marcina Tyca i Jakuba Tomczaka.
|