|
|
Rzuca Tomasz Draszkiewicz (fot. Andrzej Grupa)
|
Wygrana z SMS Gdańsk 28:25 sprawia, że szczypiorniści Grunwaldu Poznań święta spędzą w spokojnym środku tabeli. Ale czy rzeczywiście będą spokojne, przekonamy się do końca przyszłego tygodnia - wtedy wyjaśni się, czy klub dalej będzie istniał.
Sponsorowaniem Grunwaldu zainteresowana jest podobno jedna z firm budowlanych, której zarząd zbierze się w poniedziałek i podejmie decyzję odnośnie wsparcia zasłużonego dla polskiego szczypiorniaka klubu. Aby Grunwald mógł przetrwać wcale nie potrzebuje ogromnych kwot - na dokończenie sezonu niezbędne jest niecałe sto tysięcy złotych. - Jak zapowiada się 2012 rok? Na razie jest 2011 rok i betonowa ściana. Był tu nas oglądać jeden sponsor i zobaczymy, czy to go zachęciło czy zniechęciło. Czekamy na ruch, ale nie do stycznia, a tydzień, może 10 dni. Jeśli nie będzie pieniędzy, chłopaki nie będą mieli przedłużonych kontraktów i nie wiem jak to będzie wyglądało - martwił się trener Rafał Walczak.
Rafał Walczak wykonywał rzut karny z padem - ładnie, ale nieskutecznie (fot. Andrzej Grupa)
Opiekun wojskowych mógł w środę zdobyć bramkę. Na 10 minut przed końcem mówił do Tomasza Draszkiewicza: - Draża, jak zrobicie karnego, to idę rzucać. Na 3,5 minuty przed końcem słowo stało się ciałem i Walczak zdjął dres - wtedy Grunwald wywalczył siódemkę. Trener poznaniaków przegrał jednak pojedynek z Tomaszem Morawskim. Nie on jeden nie potrafił wykorzystać karnego - przed nim pudłowali Draszkiewicz i Damian Krystkowiak, a po nim Łukasz Wachowiak. Przy tym ostatnim karnym koledzy z drużyny i sam Walczak namawiali do rzutu bramkarza Filipa Tarko, Wachowiak był jednak szybszy. Bardzo chciał zdobyć drugą bramkę w tym sezonie, ale rzucił w słupek. - Pozwoliłem sobie na taką głupotę i założyłem się z chłopakami, że trafię z rzutu karnego. No i przegrałem ten zakład - powiedział po meczu Walczak.
Trener gospodarzy mógł sobie pozwolić na taką ekstrawagancję, bo jego zespół był już wtedy pewny zwycięstwa. Poznaniacy bardzo dobrze grali w pierwszej połowie - w 24. minucie wygrywali już 13:6. Skutecznie z drugiej linii rzucał Maciej Suwisz, który jednak okazał się największym pechowcem. Podczas jednej z akcji uszkodził kolano, a kontuzja wygląda na bardzo poważną. Do końca spotkania rozgrywający Grunwaldu leżał obok ławki rezerwowych i rzadko spoglądał na parkiet.
Tuż przed przerwą coś się w grze Grunwaldu jednak zacięło. Trener Walczak zmienił bramkarza - za Tarko na boisku pojawił się Patryk Kulczyński, ale jak to się mówi w szczypiorniackim żargonie, nie miał okazji zderzyć się z piłką. Na początku drugiej połowy młodzi gdańszczanie zmniejszyli straty do zaledwie dwóch bramek, ale gdy na parkiet wrócił Tarko, szło im już znacznie gorzej. Grunwald odskoczył z 16:14 na 19:14, a kluczowy okazał się fragment między 47. a 50. minutą, gdy dwaj zawodnicy SMS odsiadywali kary. Grunwald uciekł wtedy na 24:16 i było po emocjach. - To nie był łatwy mecz, dwa punkty cieszą, zwłaszcza po tragicznym meczu z Malborkiem, który jest słabszy od SMS. Za pół roku nikt nie będzie pamiętał, czy wygraliśmy dwoma czy pięcioma bramkami - zakończył trener Walczak.
GRUNWALD POZNAŃ - SMS ZPRP GDAŃSK 28:25 (14:10)
Grunwald: Tarko, Kulczyński - Martyński 5, Suwisz 4, Krystkowiak 3 (0/1), Adamczak 3, Guraj 3, Kuczyński 3, Kaczmarek 2, Tyc 2, Draszkiewicz 2 (1/2), Sobański 1, Wachowiak 0 (0/1), Walczak 0 (0/1).
Kary - 4 minuty. Rzuty karne - 1/5.
SMS: Morawski, Plaszczak - Kondratiuk 8 (4/4), Kowalski 4, Wesołek 4, Rogulski 3, Ciosek 2, Kupiec 1, Bartłomiejczyk 1, Chełmiński 1, Misiejuk 1, Bergandy 0, Król 0, Prymlewicz 0, Malczewski 0.
Kary - 6 minut. Rzuty karne - 4/4.
|