|
|
Kto odejdzie, a kto zostanie w Szczypiornie - przekonamy się już niebawem (fot. Andrzej Grupa)
|
Piłkarze ręczni drugoligowego PWSZ Szczypiorno Kalisz zakończyli okres roztrenowania. Czwarta ekipa poprzedniego sezonu spotka się jeszcze w piątek na integracyjnym grillu, a potem uda na zasłużony odpoczynek. Przygotowania do kolejnego sezonu kaliszanie rozpoczną w drugiej połowie lipca.
Ostatni trening podopiecznych Mateusza Różańskiego w niczym nie przypominał zajęć zespołu, który na co dzień występuje w rozgrywkach szczypiorniaka. Przez półtorej godziny czternastka zawodników PWSZ grała w... piłkę nożną. - Tak naprawdę to już od dwóch tygodni nie robimy nic związanego z piłką ręczną. Odczulamy się z tej dyscypliny, bo mamy za sobą naprawdę ciężki sezon z mnóstwem gier - uśmiecha się opiekun kaliskiego zespołu, dla którego były to ostatnie zajęcia z pierwszą drużyną Szczypiorna. - Myślę, że okres, w którym prowadziłem ten zespół nie wypadł najgorzej. Szkoda, że nie udało się awansować. Zaważyły punkty stracone z niżej notowanymi rywalami. Mimo wszystko uważam, że spokojnie mogliśmy zająć jedno miejsce wyżej, a przy odrobinie szczęścia powalczyć nawet w barażach. Niepowodzenia w lidze osłodził nam jednak brąz na akademickich mistrzostwach Polski - dodaje szkoleniowiec, który w nowym sezonie skupi się już tylko na pracy z drużynami młodzieżowymi. Jego miejsce zajmie doświadczony Zenon Łakomy. Były selekcjoner męskiej i żeńskiej reprezentacji Polski będzie miał do pomocy drugiego trenera, którego nazwisko prawdopodonie zostanie ogłoszone w przyszłym tygodniu. Ten duet ma wreszcie zapewnić kaliszanom upragniony awans na zaplecze ekstraklasy.
O wakacjach na razie nie myślą działacze. Jeśli rzeczywiście Szczypiorno ma awansować, szefów klubu czeka jeszcze mnóstwo pracy. Zakontraktowanie trenera z nazwiskiem nie gwarantuje przecież dobrych wyników. Zespół trzeba więc odpowiednio wzmocnić - zwłaszcza, że nad Prosną nie będzie już dwóch najgroźniejszych armat, czyli braci Pawła i Krzysztofa Dutkiewiczów (łącznie 315 goli w minionym sezonie), którzy od jesieni będą bronili barw pierwszoligowego ASPR Zawadzkie. Zwolniony w styczniu trener Witold Rojek uważał, że nawet z nimi w składzie, bez dopłwu świeżej krwi, kaliskiej drużyny nie stać na awans do pierwszej ligi. Te słowa potwierdza Różański. - Cel jaki został postawiony przed sezonem, był trochę za mocno rozdmuchany przez działaczy. Nie ma się co oszukiwać, że zatrudnienie trenera z nazwiskiem od razu zaowocuje awansem. Potrzeba doświadczonych graczy, którzy w trudnych momentach pociągnęliby grę. Bez tego nie ma się co łudzić, że wygramy ligę - uważa młody szkoleniowiec i dodaje: - Jeśli do Kalisza nie przyjdzie czterech-pięciu mocnych graczy, możemy wylądować w środku tabeli. Zwłaszcza, że rywale nie śpią. Leszno i Świdnica na pewno się nie osłabią, a za chwilę pierwsze skrzypce w rozgrywkach może odgrywać Oleśnica, z której wszyscy się do tej pory śmiali, a gdzie budowany jest mocny ośrodek z bardzo fajną halą i sponsorem. Niewykluczone, że po kłopotach Śląska Wrocław, kilku graczy z tego zespołu znajdzie tam pracę i trzeba będzie mocno uważać na tę drużynę - mówi Różański.
Jeśli chodzi o kaliskie zbrojenia, to proces ten na razie jest w bardzo wstępnej fazie. Do tej pory udało się pozyskać jedynie Łukasza Kobusińskiego, który po kilku latach zagranicznych wojaży wraca do rodzinnego miasta. W zgodnej opinii środowiska były gracz m.in. Ostrovii i Grunwaldu Poznań ma spory potencjał i będzie na pewno solidnym wzmocnieniem siódemki Szczypiorna. Sam rozgrywający meczu jednak nie wygra, zwłaszcza, że konikiem Kobusińskiego jest raczej gra w defensywie. A kaliskiej drużynie potrzeba snajperów, którzy będą bezwzględni i bardzo skuteczni pod bramką rywali. Nad Prosną liczą na Tomasza Klarę, który ma przejąć schedę po Pawle Dutkiewiczu na lewym skrzydle. Jest też Eryk Sawicki, który dołączył do zespołu przed rokiem, ale ze względu na kontuzję nie wystąpił w żadnym meczu poprzednich rozgrywek i dopiero teraz ma udowodnić, że pieniądze zainwestowane w jego leczenie nie zostały wyrzucone w błoto. Z prawej strony pewne miejsce ma Michał Krygowski, który w dobrej formie może wystarczyć na walkę z drugoligowcami. Problem w tym, że Krygowskiemu chodzi po głowie zmiana otoczenia (mówi się o jego przejściu do ASPR Zawadzkie, Grunwaldu Poznań, a ostatnio Ostrovii). Jeśli opuści Kalisz, z prawej strony pojawi się dziura, którą trzeba będzie łatać zawodnikami występującymi nominalnie na innych pozycjach. Nie wiadomo też co stanie się z resztą graczy. Wstępnie wszyscy zadeklarowali chęć pozostania w zespole, ale ostatnio nawet nie ukrywają, że spodziewali się konkretniejszych działań ze strony zarządu. Jak do tej pory żaden z nich nie podpisał nowej umowy. Teoretycznie więc są wolnymi zawodnikami. Przemysław Bystram zapytany o kwestię nowego kontraktu tylko machnął ręką, a o swoich występach w barwach Szczypiorna po wakacjach mówi krótko: - Zobaczymy. W podobnych nastrojach na zasłużony odpoczynek wyjeżdżają inni gracze, którzy na co dzień mieszkają z dala od Kalisza. Miejscowi raczej w komplecie stawią się na pierwszym treningu po letniej przerwie.
- Jeśli mężczyźni rozmawiają i w trakcie tej rozmowy padają jakieś konkretne ustalenia, to chyba wszystko jest jasne - mówi z kolei kierownik zespołu Andrzej Spychała, który zapewnia, że nie ma powodów do niepokoju, a zawodnicy mogą być pewni, że klub wywiąże się ze składanych wcześniej obietnic. Spychała poinformował jednocześnie, że prowadzone są rozmowy z kilkoma zawodnikami, którzy być może w przyszłym sezonie zasilą szeregi wielkopolskiego drugoligowca.
Ostatnim akcentem sezonu 2009/10 będzie dla szczypiornistów z Kalisza zaplanowane na piątek spotkanie integracyjne przy grillu. Do zajęć gracze z najstarszego polskiego miasta wrócą w drugiej połowie lipca.
|