|
|
Bramki Piotra Więcława dały MKS względne bezpieczeństwo w końcówce. W tle bramkarz Szczypiorna, choć w koszulce Sląska Wrocław Marcin Młoczyński. W protokole meczowym był jedynym graczem, który... nie pojawił się na parkiecie (fot. Andrzej Grupa)
|
MKS Poznań wciąż pozostaje niepokonany we własnej hali. Wygrana 20:18 z PWSZ Szczypiorno Kalisz pozwoliła gospodarzom utrzymać się w ścisłej czołówce II ligi. Goście za to powoli mogą odkładać plany awansu na zaplecze ekstraklasy na kolejny rok.
Trener Szczypiorna Walenty Winokurow był po spotkaniu wściekły. Zresztą denerwował się już w trakcie meczu - to po złych, jego zdaniem, decyzjach sędziów, to po błędach zawodników. Jednych i drugich było dość dużo, ale kontrowersji w tak zaciętym spotkaniu brakować po prostu nie może. Sędziowie, jeśli się mylili, to w obie strony - zresztą niemal połowę drugiej części meczu gracze MKS spędzili w osłabieniu. Winokurow miał jednak swoje zdanie: - Nie będę gadał, ale tak jest ustawione, że Poznań jest w pierwszej lidze. Więcej nie powiem - stwierdził szkoleniowiec gości. Po chwili dodał, że jego drużyna wciąż zachowuje szansę na zajęcie drugiego miejsca, ale nie wie, czy to on będzie ją prowadził. - Dziś było kiepsko w obronie i kiepsko w ataku. Zawodzą podstawowi zawodnicy, którzy grali za granicą. Zawiedli w Lesznie, zawiedli w Poznaniu - analizował Winokurow.

Bardziej roztropny w swoich ocenach był bramkarz Marcin Młoczyński. - Zawsze jak gra jest zacięta, to pewne decyzje interpretuje się inaczej, na swoją stronę. Sędziowie jeśli się mylili, to w obie strony. To był mecz walki, a wynik mówi sam za siebie. Rzadko jest on tak niski. Przegraliśmy, bo zabrakło nam wykończenia w kluczowych momentach - komentował gracz gości.
Tego wykończenia często brakowało jednym i drugim. Pierwsza bramka padła dopiero w 7. minucie - zresztą z rzutu karnego, który wykonał Damian Komisarek. Wcześniej podobną okazję mieli kaliszanie, tyle że Łukasz Stachowiak nie zdołał pokonać Mariusza Pedy. Poznaniacy ani razu w tym spotkaniu nie przegrywali, jedyny remis był w 22. minucie, gdy Remigiusz Latajka wyrównał na 6:6. Później lepszy był MKS. Szczególnie udane dla poznaniaków były pierwsze minuty drugiej połowy, gdy ze stanu 11:10 odskoczyli na 15:10 - mimo, że grali w osłabieniu. Gdy zaś karę dwóch minut dostał Piotr Bielec ze Szczypiorna, gra MKS się zacięła.

W poznańskiej ekipie zadebiutował były gracz Grunwaldu Poznań i AZS Gorzów Paweł Rafalski, ale w swoim pierwszym spotkaniu nie wniósł za wiele do gry drużyny. Oprócz bramkarza Mariusza Pedy bohaterem MKS był Piotr Więcław, który zdobywał najważniejsze bramki w końcówce meczu - także z pozycji obrotowego, gdy zbiegał tam ze skrzydła. Gracze Szczypiorna nie byli w stanie zbliżyć się na mniej niż dwie bramki. - Ten mecz był bardzo wyrównany. Piłka ręczna to gra dla twardzieli, a my pokazaliśmy dzisiaj, że potrafimy walczyć - ocenił Więcław. - Cieszą te zwycięstwa w derbach, to dobry prognostyk na drugą rundę. Nie mamy założonego żadnego celu, mamy się bawić, grać i zwyciężać. A co będzie, to zobaczymy po ostatnim meczu w sezonie - dodał. Kaliszanie takiego lidera nie mieli. Dobrze broniący bramkarze to trochę za mało. Jedynie Maciej Szefner zdobył cztery gole z gry (wszystkie w drugiej połowie), żaden inny graczy gości nie potrafił pokonać Pedy więcej niż dwa razy z akcji.

Nie da się ukryć, że MKS dołączył do grona zespołów, które będą walczyły o awans do pierwszej ligi - albo bezpośrednio, albo w barażach. Ten awans był planowany na okres trzech lat, ale... - Dla nas najważniejszy jest każdy następny mecz. Teraz mamy go w Kościanie, już w czwartek. Dziś włożyliśmy dużo wysiłku w mecz, a Kościan gra u siebie przyzwoicie. Jeżeli wygramy wszystkie pojedynki, to awansujemy. Powtarzam jednak - skupiamy się na następnym spotkaniu - stwierdził trener MKS Doman Leitgeber, który chwalił też swoją drużynę. - Straciliśmy 18 bramek w meczu z zespołem, których tych bramek zdobył w lidze najwięcej. To świadczy, że idziemy w dobrą stronę. Mam fajną grupę ludzi, która cieszy się, analizuje mecz na boisku i tworzy monolit - mówił opiekun MKS.

Szczypiorno traci do Żagwi Dzierżoniów i Arotu Leszno już siedem punktów - po ostatniej tegorocznej kolejce różnica do jednego z tych zespołów zmniejszy się do pięciu lub sześciu punktów. O ile oczywiście Szczypiorno wygra z Krokusem Bystrzyca Kłodzka. - Nie ma co się czarować, kurczę. My wciąż mamy 15 punktów, a czołówka odskakuje. Nie wygraliśmy żadnego meczu z zespołami, które liczą się w tej walce. Przed nami jeszcze druga runda, ale myślę, że to i tak nic nie zmieni - stwierdził bramkarz Młoczyński.

MKS POZNAŃ - KPR PWSZ SZCZYPIORNO KALISZ 20:18 (11:9)
MKS: Peda, Smoliński - Więcław 7, Komisarek 4, M. Kasperczak 4, Przedpełski 1, Jankowski 1, Leder 1, Szczukocki 1, Rafalski 1, Dubisz 0, J. Kasperczak 0, Pochopień 0, Ogórek 0.
Kary - 20 minut. Rzuty karne - 2/2.
PWSZ Szczypiorno: Młoczyński, Matuszczak - Stachowiak 5, Szefner 4, Galewski 2, Stefański 1, Latajka 1, Klara 1, Bielec 1, Sawicki 1, Kaczmarek 1, Kobusiński 1, Nowicki 0, Ibron 0.
Kary - 10 minut. Rzuty karne - 4/6.

Czerwona kartka: Piotr Bielec (Szczypiorno, w 58. minucie po trzeciej karze).
Sędziowali: Bartosz Kowalak, Wojciech Marciniak (obaj z Poznania).

|