|
|
Łukasz Jaszka (w środku) napsuł sporo krwi szczypiornistom Grunwaldu (fot. Andrzej Grupa)
|
Jeszcze tylko jednego punktu brakuje wojskowym do pewnego utrzymania się w pierwszej lidze. Sobotnią wygraną 29:27 z Ostrovią poznaniacy zapewnili sobie co najmniej 10. miejsce, nie grozi im więc bezpośrednia degradacja.
Kto wie, jak skończyłoby się to spotkanie, gdyby na 31 sekund przed końcem meczu goście nie dokonali kuriozalnej rzeczy. Grunwald prowadził wtedy 28:27, ale grał w osłabieniu, a Ostrovia miała piłkę. Trener Ostrovii Eugeniusz Lijewski postawił wszystko na jedną kartę już kilkanaście sekund wcześniej dał Łukaszowi Tetrzonie wiśniową koszulkę. Rozgrywający Ostrovii miał wejść jako siódmy zawodnik w pole - w miejsce bramkarza Błażeja Potockiego. Problem w tym, że Potocki nic nie wiedział o swoim zejściu, a Tetrzona nie zamierzał czekać na decyzję kolegi. Sędzia stolikowy, a niegdyś arbiter międzynarodowy Piotr Chudzicki zgłosił arbitrom boiskowym wejście na parkiet nieuprawnionego zawodnika. Tetrzona dostał dwie minuty kary, dodatkowo z boiska musiał zejść jeszcze jedna zawodnik Ostrovii, a Grunwald przejął piłkę. Na kilka sekund przed końcem meczu Rafał Niedzielski ustalił wynik na 29:27 dla wojskowych. Po chwili poznaniacy rzucili się na siebie z radości. - Zawodnik, który gra w pierwszej lidze powinien wiedzieć, że wchodzi się na boisko dopiero wtedy, gdy ktoś wcześniej zejdzie - stwierdził trener Lijewski. Rafał Walczak, trener Grunwaldu, stwierdził zaś: - W nerwach, emocjach zdarzają się różne rzeczy. Byłem świadkiem w ekstraklasie, że trener zarządził zmianę, zawodinik podał mu piłkę, a później zszedł z boiska. W takim zamieszaniu w końcówce meczu nie zawsze zdrowy rozsądek bierze górę.
Derby Wielkopolski miały sporą stawką zwłaszcza dla poznaniaków, którzy wciąż walczą o uratowanie ligowgo bytu. Ostrovia ma dość pewne czwarte miejsce, choć trenera Lijewskiego to nie satysfakcjonuje. - Gdybyśmy wygrali trzy mecze, moglibyśmy wskoczyć na pudło. To był nasz cel - przyznał. Oba zespoły walczyły więc o wygraną, a sytuacja zmianiał się kilkakrotnie. Pierwsza połowa należała do poznaniaków, którzy w 19. minucie prowadzili już 9:4. Ostrowianie zdążyli w tym czasie zmarnować dwa rzuty karne. Ostrovia jeszcze przed przerwą zdołała odrobić większość strat, a największe zagrożenie dla Grunwaldu stanowił Łukasz Jaszka. Środkowy Ostrovii nie tylko sam rzucał, ale i dogrywał piłki do kolegów. - Zawsze jest w zespole rywali jakiś czarny koń, z którym nie możemy sobie poradzić. Gdyby takiego nie było, to wygralibyśmy wszystkie mecze - stwierdził Walczak.
Początek drugiej połowy zdecydowanie należał jednak do Ostrovii. Przez 10 minut poznaniacy zdobyli zaledwie jedną bramkę, a Ostrovia aż sześć. - Stanęli płasko w obronie, a mój zespół miał chęć utrzymania wyniku bez rzucania bramek. Na szczęście taki zespół jest jak mężczyzna, poznaje się go po tym jak kończy - mówił Walczak.
Sytuacja zmieniała się kilka razy - to prowadziła Ostrovia, to Grunwald. Przy stanie 23:23 z rzutem z rozegrania pospieszył się Damian Krystkowiak z Grunwaldu, a po kontrze najlepszy snajper meczu Damian Krzywda (10 bramek, aż dziewięć po przerwie) wyprowadził gości na ostatnie w meczu prowadzenie. Po chwili bowiem Krystkowiak wyrównał rzutem ze skrzydła, po czym w kolejnej akcji powtórzył ten sam wyczyn! Nawet przy prowadzeniu 28:26 na 105 sekund przed końcem meczu poznaniacy nie mogli być pewni swego. Ostrovia szybko rozpoczynała grę od środka i z łatwością zdobywała bramki, wojskowi przez momnent grali w czwórkę w polu. Wielki błąd Tetrzony sprawił jednak, że ostrowianie pozostali bez punktu.
Grunwald zapewnił sobie co najmniej dziesiąte miejsce w pierwszej lidze - to daje grę w barażach z wicemistrzem drugiej ligi. Na razie jest dziewiąty, ale wyprzedzić może go jeszcze AZS AWF Warszawa, który dziś pokonał SMS Gdańsk. Do Grunwaldu szczypiorniści ze stolicy tracą trzy punkty. Aby spaść na dziesiątą pozycję podopieczni Walczaka musieliby przegrać za tydzień z przedostatnim w tabeli AZS UW Warszawa, a później w hali przy Newtona z Jurandem Ciechanów. Z kolei AZS AWF musiałby pokonać w Zielonej Górze Stelmet, który też jeszcze nie może być pewny utrzymania, a później Wisłę II Płock. Takie rozwiązanie jest wątpliwe - poznaniacy są o krok od spełnienia celu postawionego Walczakowi pięć miesięcy temu. - Mam zespół, który chce pracować. Cieszę się z tego, ze zawodnicy zbierają żniwo ciężkiej pracy, biegania po kolana w śniegu. Taka radziecka szkoła przygotowań zdała egzamin. Oni się tego podjęli, nikt nie narzekał że jest ciężko, że minus 10 na dworze, że trzeba biegać w sobotę i niedzielę - opowiadał Rafał Walczak. - Mam zespół, który walczy z nożem na gardle. Mieliśmy kilka tych noży i zawsze dawaliśmy radę - zakończył.
GRUNWALD-ALLEGRO POZNAŃ - OSTROVIA OSTRÓW WLKP. 29:27 (14:11)
Grunwald-Allegro: Tarko, Krekora - Martyński 7, Niedzielski 7, Komisarek 5, Krystkowiak 5, Jankwoski 3, Adamczak 1, Matlach 1, Fijałkowski 0, Szczukocki 0, Giernas 0, Leder 0.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 3/3 (Krystkowiak 2/2, Niedzielski 1/1).
Ostrovia: Potocki 1, Sztukowski - Krzywda 10, Jaszka 7, Piosik 3, Nowakowski 3, Krupa 1, Staniek 1, Tetrzona 1, Sobczak 0, Tomczak 0, Mazurek 0, Kierzek 0.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 3/5 (Tomczak 0/1, Krzywda 3/4).
Sędziowali: Jarosław Budzianowski (Gliwice) i Krzysztof Pytlik (Siemianowice).
|