|
|
Tym razem najwięcej bramek dla Sparty zdobyła Joanna Gładecka (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Mimo niezłej postawy szczypiornistki Sparty Oborniki nie sprostały na wyjeździe liderowi pierwszoligowej tabeli. W niedzielnym meczu przegrały w Tczewie z tamtejszym Samborem 27:33.
W dziesięciu dotychczasowych spotkaniach tego sezonu drużyna z Pomorza tylko raz schodziła z parkietu pokonana. Nic dziwnego, że była zdecydowanym faworytem konfrontacji z wielkopolskim zespołem. Na pewno jednak nie mogła go zlekceważyć, mając w pamięci październikowy mecz w Obornikach. Wtedy inicjatywa długo należała do Sparty, która w drugiej odsłonie prowadziła już nawet 16:13. Dopiero kilkuminutowa niemoc oborniczanek przesądziła o ich porażce.
W niedzielę scenariusz był trochę inny. Owszem, gra była w miarę wyrównana, ale to ekipa gości "goniła" wynik. Momentami skutecznie - w 20. minucie był remis 8:8 i o czas poprosił trener Sambora Eugeniusz Kwiatkowski. Krótka przerwa pomogła jego drużynie, bowiem szczypiornistki gospodarzy w ostatnim fragmencie tej części spotkania wypracowały sobie czterobramkową przewagę. Ale Sparta nie złożyła broni. Po przerwie przystąpiła do odrabiania strat i zdołała zmniejszyć dystans do zaledwie jednego trafienia (19:20). Wtedy szkoleniowiec drużyny z Tczewa znów zaprosił swoje zawodniczki na krótką rozmowę i... historia się powtórzyła. Po powrocie na boisko Sambor znów "uciekł" na kilka bramek. - Wtedy uszło z nas powietrze - przyznał trener Sparty Tomasz Konitz. Jego szczypiornistki już nie zdołały zagrozić zespołowi lidera.
- Mecz mógł się w naszym wykonaniu fragmentami podobać, ale tych fragmentów było trochę za mało. Poza tym zawiodła nas też odrobinę skuteczność - podsumował szkoleniowiec oborniczanek.
Aussie Latocha Sambor Tczew - Sparta Oborniki 33:27 (17:13)
Sparta: Wozińska - Gładecka 7, Filoda 6, Cieśla 6, Celka 4, Kacprzak 2, Walkowiak 1, Urbaniak 1, Borkowska, Kowalewska.
|