|
|
Poznańskie szczypiornistki cieszą się z awansu, ale na brak kłopotów nie narzekają (fot. A.Czajkowska)
|
Piłkarki ręczne AZS AWF Poznań ostatecznie przystąpią do rozgrywek I ligi. Możliwości organizacyjno-finansowe zespołu nadal jednak dalekie są oczekiwań.
Po rocznej przerwie szczypiornistki ze stolicy Wielkopolski powróciły na zaplecze ekstraklasy, wygrywając rywalizację między innymi z Arotem Astromal Leszno i MKS MOS Gniezno. Zgłoszenie drużyny do pierwszoligowych zmagań stanęło jednak pod znakiem zapytania, wobec pozasportowych problemów akademiczek. Ostatecznie, po spotkaniu trenera Stanisława Igela z zawodniczkami postanowiono, że poznanianki zagrają w I lidze. Najważniejsza była deklaracja dotycząca dyspozycyjności oraz chęci gry młodych szczypiornistek w nadchodzącym sezonie. Awans oznacza bowiem więcej treningów, meczów oraz dalsze wyjazdy. A drużyna nadal występuje bez pieniędzy i sponsora.
- Najważniejsze, że jest grupa ludzi, która mimo niesprzyjających warunków postanowiła podjąć sie tego wyzwania. Kiedy ten zespół odradzał się 4 lata temu zakładaliśmy, że ma być początkiem odbudowywania w stolicy Wielkopolski żeńskiego szczypiorniaka. I ten cel powoli jest realizowany, a wyniki, które osiągamy są co najmniej satysfakcjonujące. Nie byłoby tego, gdyby nie determinacja zawodniczek i trenera - mówi kapitan akademiczek Karolina Peda.
Poznańska drużyna chciałaby powalczyć w nadchodzącym sezonie o środek pierwszoligowej tabeli. Sytuacja finansowa sekcji daleka jest jednak od doskonałości. Przede wszystkim zespół nie posiada... własnej hali, a nie stać go na wynajmowanie obiektu. - Pomimo, że AWF posiada odpowiednie zaplecze, nie możemy z niego bezpłatnie korzystać - wyjaśnia Karolina Dziewa. - Wszystkie jesteśmy studentkami, ale część z nas musi pracować, żeby utrzymać się w Poznaniu. Często wygląda to tak, że zawodniczka nie może przyjść na trening, bo musi iść do pracy. Gdyby był sponsor, nie musiałybyśmy się tym przejmować, a tak frekwencja na treningach nie zawsze jest stuprocentowa. Z pewnością też brakuje nam odnowy biologicznej. Piłka ręczna jest sportem bardzo kontuzjogennym, więc masażysta i odnowa bardzo by nam się przydały. Absurdem jest też dla mnie, by zawodniczki musiały za badania lekarskie płacić z własnej kieszeni - przedstawia sytuację najbardziej doświadczona zawodniczka poznańskiego AZS AWF.
Brak funduszy wiąże się również z innymi konsekwencjami. Bez sponsora zespół nie będzie w stanie przyciągnąć nowych zawodniczek. Dodatkowo sytuację komplikuje fakt konieczności uiszczenia tzw. opłat transferowych do ZPRP za szczypiornistki, które chciałby przejść do AZS AWF z innego klubu. - Jeśli znajdą się pasjonatki, które zdecydują się przyjść do Poznania na studia i pomóc nam w walce o utrzymanie w I lidze, nie otrzymując w zamian żadnego wsparcia finansowego, to zapraszamy - mówi lekko zniecierpliwiona sytuacją Peda i po chwili dodaje już spokojniej. - W mieście brakuje także szkolenia dziewcząt, w związku z tym nie ma póki co możliwości, aby do zespołu dołączały co sezon rodowite poznanianki, które mogłyby stopniowo wzmacniać ligową drużynę.
Niestety ustawa Rady Miasta w sprawie wspierania sportu kwalifikowanego, w ramach której dotacje otrzymuje miedzy innymi pierwszoligowy Grunwald-Allegro Poznań, nie przewiduje takiego wsparcia dla żeńskiego zespołu piłki ręcznej, uczestniczącego w rozgrywkach na tym samym szczeblu. Do końca roku kalendarzowego sekcja ma jedynie środki z dotacji z Urzędu Miasta w ramach Młodzieżowych Centrów Sportu, które powinny wystarczyć na opłaty związane z organizacją rozgrywek i udziałem drużyny w meczach wyjazdowych. To jednak jest tylko zapewnienie niezbędnego minimum. Bez wsparcia finansowego, zespół może nie podołać w I lidze i po raz kolejny po jednym sezonie spaść szczebel niżej. - Wierzę, że podjęte zostaną odpowiednie działania mające na celu pozyskanie dodatkowych środków na działalność sekcji. W obliczu rosnącej popularności piłki ręcznej grzechem byłoby nie wykorzystać wizerunku tak urodziwego przecież zespołu - mówi ze śmiechem Karolina Peda.
|