|
|
Piotr Reiss strzelił dzisiaj w Zabrzu swojego 15. i 16. gola w tym sezonie pierwszej ligi (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Pilkarze Warty Poznań zrobili ogromny, jeśli nie decydujący krok w kierunku utrzymania się w I lidze. Zieloni ograli bowiem sensacyjnie w Zabrzu Górnika 3:2, przez co ekipa ze Śląska nie mogła jeszcze fetować powrotu do ekstraklasy. Dwie bramki zdobył Piotr Reiss, który znów liczy się w wyścigu o koronę króla strzelców.
Piłkarze Warty pojechali do Zabrza dzień wcześniej. - Udało się tym razem znaleźć pieniądze na wyjazd we wtorek. I dobrze, bo to dla nas naprawdę ważne spotkanie - twierdził kapitan zespołu Tomasz Magdziarz. Rzeczywiście, sytuacja poznaniaków w tabeli zrobiła się niezbyt ciekawa. Nad strefą spadkową na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu mieli bowiem tylko trzy punkty przewagi. A na dodatek czekała ich wyprawa do Zabrza.
Forma obu zespołów w ostatnim czasie znajdowała się na dwóch przeciwległych biegunach. Zabrzanie w siedmiu kolejkach tylko raz zremisowali, a w pozostałych meczach zwyciężali. Z kolei piłkarze z Drogi Dębińskiej nie wygrali żadnego z poprzednich sześciu spotkań. Na dodatek Górnik szykował się do fety związanej z awansem do ekstraklasy. Trybuny na obiekcie Ernesta Pohla były wypełnione do ostatniego miejsca (oczywiście tam, gdzie kibice mogą zasiadać w tej rundzie). Gospodarzom potrzebne było zwycięstwo. Dobre dla nich wieści napływały jednak z Nowego Sącza - tam główny rywal, czyli Sandecja przegrywała z Wisłą Płock już 0:2. Ostatecznie spotkanie toczone godzinę wcześniej zakończyło się remisem 2:2. I takiego samego rozstrzygnięcia potrzebowali zabrzanie, żeby przypieczętować awans.
Warta nie zamierzała jednak ułatwiać zadania. A spotkanie ułożyło się doskonale dla gości, wśród których kapitalnie radził sobie na boisku szczególnie Piotr Reiss. Doświadczony napastnik ma chyba jakiś patent na Górnika, bo jesienią zdobył bramkę i zaliczył asystę w meczu, który poznaniacy wygrali na własnym boisku 2:1. Tym razem w 5. minucie strzelił ładnie z woleja, ale Sebastian Nowak wybił piłkę na rzut rożny. Co się odwlecze... Po dośrodkowaniu Przemysława Otuszewskiego Reiss zbiegł na bliższy słupek i zagraniem głową dał swojej drużynie prowadzenie. Piłka przelobowała Nowaka i wpadła do siatki.
Obraz tego meczu był taki, jak przewidywano. Cofnięta i czyhająca na kontrataki Warta i rozgrywający piłkę w ataku pozycyjnym Górnik. Tyle, że poznaniacy trafili po stałym fragmencie gry, a potem nie mieli do przerwy zbyt wielu możliwości szybkich wypadów z własnej połowy. Za to cofnęli się dosyć głęboko i oczekiwali na to, co zrobią faworyci. A ci bardzo męczyli się w prowadzeniu gry i rozbijaniu w ten sposób zagęszczonych szyków defensywnych zespołu Zielonych. Tak naprawdę Łukasz Radliński był w pierwszych 45 minutach bezrobotny. Paradoks jednak polega na tym, że Górnik i tak zdołał wyrównać. Jak to możliwe? Stało się to w kuriozalnych okolicznościach. Po dośrodkowaniu z lewej strony Krzysztof Strugarek chciał wybijać piłkę. Nie wiedział jednak, że za jego placami czai się Tomasz Zahorski. Poznaniak trafił w zabrzanina, a piłka wtoczyła się do bramki!
Do szatni Warta jednak schodziła z prowadzeniem, bo znów geniuszem błysnął Reiss. Po jednej z nielicznych akcji ofensywnych dostał piłkę przed polem karnym niemal na wprost bramki. Składał się do uderzenia, ale został zaatakowany nieprzepisowo przez Adama Dancha. Sędzia słusznie podyktował rzut wolny. Piłka została ustawiona w półkolu przed obrębem szesnastki. 37-letni Reiss postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość. Przymierzył kapitalnie - futbolówka przeleciała ponad murem i przy samym słupku wylądowała w siatce. Nowak nawet się nie ruszył. Warto też zauważyć, że Górnik początkowo chciał przy słupku ustawić zawodnika. Sprytnie zachowało się jednak dwóch graczy Zielonych, którzy natychmiast ustawili się kilka metrów za murem. Mieli bowiem pewność, że nie będzie spalonego. I zabrzanin musiał opuścić swoje miejsce, żeby przypilnować poznaniaków. Dokładnie tam, gdzie chwilę wcześniej stał, poleciała piłka!
Reiss był przed rundą wiosenną głównym faworytem do korony króla strzelców. Potem jednak zdobywanie bramek przychodziło mu z wielkim trudem. Pierwsze trafienie z gry zaliczył dopiero kilka dni temu przeciwko Zniczowi Pruszków. Teraz poszedł jednak za ciosem - strzelił 15. i 16. gola w tym sezonie i zrównał się z liderami: Marcinem Robakiem z Widzewa oraz Adrianem Świątkiem z Górnika. Ten drugi mógł dzisiaj po przerwie dwa razy trafić, bo miał wymarzone okazje. Raz (jeszcze przy stanie 2:1 dla Warty) jednak przegrał pojedynek sam na sam z Radlińskim. Z kolei przy wyniku 3:2 dla poznaniaków minimalnie się pomylił.
Górnik w końcu wyrównał - tym razem Zahorski ładnie uderzył po dośrodkowaniu z lewej strony - i przez 8 minut był w ekstraklasie. Wtedy jednak jeszcze raz odgryzła się Warta. Paweł Iwanicki przedarł się lewą flanką i dograł do Reissa. Ten był jednak ustawiony tyłem do bramki, więc ciężko byłoby mu oddać skuteczny strzał. Dlatego odegrał do Szymona Kaźmierowskiego, a ten nie zastanawiał się. Uderzył technicznie i wyciągnięty Nowak w bramce Górnika był bez szans. 3:2 dla Warty! Taki wynik utrzymał się już do końca, choć sędzia doliczył aż pięć minut do regulaminowego czasu.
- Jestem zmęczony podobnie, jak moi piłkarze na boisku. Przy tym jednak również jestem bardzo szczęśliwy - komentował trener Warty Marek Czerniawski. - Byliśmy już po ostatnich spotkaniach kojarzeni z grupą ekip, które biją się o utrzymanie w I lidze. Dzisiaj jednak potwierdziliśmy, że te ostatnie porażki były bardzo nieszczęśliwe - dodał. Warta w ostatnich tygodniach potrafiła zremisować w Nowym Sączu i Szczecinie oraz wygrać w Zabrzu, czyli z czołowymi zespołami ligi. A do tego przegrać u siebie z GKP Gorzów Wlkp., MKS Kluczbork i Zniczem Pruszków. Zieloni uspokoili swoją sytuację w tabeli, ale pewni utrzymania jeszcze nie są. Kropkę nad "i" mogą postawić w następnej kolejce, kiedy zagrają u siebie z Górnikiem Łęczna. - Coraz ciężej w moim przypadku o te bramki. Fajnie jednak, że strzeliłem je w ważnym momencie, kiedy bardzo ich potrzebowaliśmy. Nie da się ukryć, że znaleźliśmy się na zakręcie finansowym i organizacyjnym. Tylko dzięki jednej z firm nasz wyjazd do Zabrza w końcu doszedł do skutku. Warunki mamy trudne, ale jako drużyna nie poddajemy się. I zostaliśmy dzisiaj za to nagrodzeni - cieszył się po końcowym gwizdku Reiss.
Górnik Zabrze - Warta Poznań 2:3 (1:2)
Bramki: 0:1 Reiss (6.), 1:1 Zahorski (31.), 1:2 Reiss (43.), 2:2 Zahorski (65.), 2:3 Kaźmierowski (73.)
GÓRNIK: Nowak - Danch (Ż), Banaś, Pazdan, Magiera (Ż) - Przybylski, Strąk, Balat (69. Cebula), Wodecki (70. Pitry)- Zahorski (Ż), Świątek.
WARTA: Radliński - Wichtowski (88. Ignasiński), Jankowski (71. Przybyszewski), Strugarek (Ż), Otuszewski - Marciniak, Bekas - Magdziarz, Reiss, Iwanicki - Kaźmierowski (82. Mazurek).
Sędzia: Pskit (Łódź).
Widzów: 9 tys.
|