Mamy początek grudnia, wkrótce rozpocznie się kalendarzowa zima, a w piłkarskiej ekstraklasie następuje start... wiosny. Lech Poznań rozegra dzisiaj swój pierwszy mecz rundy rewanżowej. Kolejorz jest zdecydowanym faworytem, ale trzeba pamiętać o tym, że sytuacja kadrowa poznańskiego zespołu nie jest łatwa.
Historia spotkań Lecha z Piastem w ekstraklasie nie jest zbyt bogata. Gliwiczanie bowiem dopiero w ubiegłym roku po raz pierwszy awansowali do najwyższej klasy rozgrywkowej. Na razie lechici mają z tą ekipą stuprocentową skuteczność, choć w poprzednim sezonie rywale napsuli nieco krwi podopiecznym Franciszka Smudy. Przy Bułgarskiej była skromna wygrana 1:0 po trafieniu Zlatko Tanevskiego. Sytuacji było wtedy sporo, ale gospodarze byli na bakier ze skutecznością. Za to goście mogli nawet wyrównać w końcówce, ale piłka po jednym z uderzeń trafiła w słupek. W rewanżu w Gliwicach było jeszcze trudniej. W Wielką Sobotę zwycięstwo 2:1 lechici zapewnili sobie w Wielką Sobotę dopiero w doliczonym czasie gry. Bohaterem został Marcin Kikut, a jego trafienie niedawno zostało nominowane jako jedno z dziesięciu do tytułu gola roku 2009.
Najłatwiejszą przeprawę Lech miał w pierwszej kolejce obecnych rozgrywek. Wygrał bowiem na boisku przeciwnika 3:1. Do przerwy było bez goli, a potem poznaniacy wyprowadzili trzy ciosy (Sławomir Peszko, Hernan Rengifo i Jakub Wilk), na które Piast odpowiedział tylko jednym (Roman Maciejak). - Z takimi zespołami nie gra się łatwo. Przyjeżdżają bowiem głównie z myślą o tym, aby obronić jeden punkt. Murują się i przy tym są bardzo groźne z kontrataku. My mamy jednak większy potencjał w ofensywie. Dlatego trzeba ich szybko trafić, a potem poprawić i będzie spokój - taką receptę na zwycięstwo przedstawia trener Kolejorza Jacek Zieliński.
Proste? Na pewno nie ma co bać się o ofensywę Lecha, bo w tej formacji wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tydzień temu po kontuzji niezły występ zanotowal Semir Stilić, skuteczny jest Robert Lewandowski, któremu jeśli nie wychodzą strzały, to zalicza asysty (wystarczy przypomnieć sobie występ w Lubinie), a na skrzydłach dzielnie wspierają ich Wilk oraz Peszko. Ten ostatni na wczorajszej konferencji prasowej dostał prezent od kibiców: statuetkę karateki i plakat z filmu Wejście Smoka. To jeszcze pokłosie wydarzeń z ubiegłego tygodnia, kiedy po ekwilibrystycznym, niebezpiecznym zagraniu w stylu karateki lechita wyleciał z boiska. - Proszę bardzo, od trenera kara, a od kibiców nagroda - śmiał się reprezentant Polski. Potem tłumaczył, że dostał karę finansową. - Bardziej żałuję tej pierwszej kartki. Tam byłem spóźniony i niepotrzebnie wykonywałem wslizg - stwierdził.
Problem jest natomiast z defensywą. Wszyscy zastanawiają się nad tym, jak Lech poradzi sobie w ustawieniu z nastolatkami, Mateuszem Szałkiem i Marcinem Kamińskim. - Jeszcze ostatecznie nie zdecydowaliśmy, ilu z tych młodych graczy wystąpi od początku. Zrobimy to w piątek wieczorem. Może będzie ich nawet trzech? Ha, zadałem wam teraz - droczył się z dziennikarzami po południu szkoleniowiec Kolejorza. Na takie rozwiązanie raczej się jednak nie porwie. Szczególnie, że... - Trzeba pamiętać, że Lech jest klubem, który walczy o najwyższe cele i musi być umiar we wprowadzaniu młodzieży. Grać mogą tylko ci najzdolniejsi z nich - tłumaczył Zieliński. W ten sposób określił, że są granice odwagi. I on tej granicy nie ma zamiaru przekroczyć. Dlatego gra nawet dwójki nastolatków to i tak dużo. - W każdym razie mamy w tej chwili zestawienie obrony, którego w lipcu czy sierpniu nikt by nie wymyślił - podkreślał trener czwartej drużyny ekstraklasy.
W każdym razie obecne problemy nie powodują sytuacji, że Lech będzie chciał zimą pozyskać więcej niż jednego defensora. Cały czas szuka jednego środkowego obrońcy. Jednym z głównych kandydatów jest Kamil Glik, który dzisiaj wystąpi w barwach Piasta i będzie chciał powstrzymać lechitów. - Na pewno nie jest tak, że nagle po jednym sobotnim występie zdecydujemy o transferze. Przecież my Kamila oglądamy co najmniej od sierpnia. Jesteśmy na bieżąco z jego formą - stwierdził Zieliński. Wiadomo, że Piast nie chce zgodzić się na odejście podstawowego zawodnika w przerwie zimowej. Dlatego Lech równolegle prowadzi również rozmowy choćby w sprawie Tomasza Jodłowca z Polonii Warszawa. Dziś trudno wyrokować, kto ostatecznie przyjdzie do klubu z Bułgarskiej.
Lech ma dwa ostatnie mecze w tym roku u siebie, czyli we Wronkach. A przy Leśnej spisuje się ostatnio doskonale - po niemrawym początku, w którym wywalczył zaledwie punkt w dwóch spotkaniach w roli gospodarza, kolejne cztery spotkania wygrał. Strzelił przy tym sześć goli, a tylko jednego stracił. Tę passę będzie chciał podtrzymać. - Na razie myślimy tylko o tym, żeby wygrać z Piastem. Jeśli uda się, to w bardzo dobrych nastrojach będziemy przygotowywać się do Korony. I wtedy realne będzie zdobycie na koniec roku sześciu punktów - mówił w piątek Peszko.
Mecz Lecha z Piastem dzisiaj o godzinie 19.15. Warto wybrać się do Wronek - szczególnie, że piłkarze z trenerami w specjalnym oświadczeniu zaapelowali o to, by kibice swoim dopingiem pomogli w wywalczeniu dwóch wygranych na koniec roku, co postawi zespół w świetnej sytuacji w walce o mistrzostwo Polski wiosną. Fanów, którzy nie mogą pojechać na obiekt przy Leśnej, zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej na naszej stronie - www.wielkopolskisport.pl. Dodajmy, że sędziować będzie Piotr Siedlecki z Warszawy. W tym sezonie nie prowadził on żadnego meczu Kolejorza. |
||
| (emsi) |

