|
|
Kibice Lecha Poznań mogą cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w drodze do Ligi Mistrzów. (fot. Andrzej Grupa)
|
Piłkarze Lecha Poznań udanie rozpoczęli rywalizację w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Po golu Artura Wichniarka pokonali na wyjeździe Inter Baku 1:0 i są już jedną nogą w kolejnej rundzie.
Nowy napastnik Kolejorza przynajmniej na tydzień zamknął usta tym, którzy krytykowali działaczy mistrza Polski za zatrudnienie 33-letniego zawodnika. W stolicy Azerbejdżanu zrobił to, co do niego należało - zdobył bramkę. W 46. minucie spotkania wykorzystał dośrodkowanie Semira Stilicia i końcem buta trącił piłkę przed interweniującym bramkarzem gospodarzy. - Rano dostałem płytkę z nagranymi bramkami Lecha z rundy wiosennej. Widziałem, że Semir lubi szukać partnera do podania. Dla napastnika taki zawodnik to skarb - mówił po meczu Wichniarek, który rozegrał niezłe spotkanie. Jego pierwsze próby strzałów szybowały wprawdzie wysoko ponad poprzeczką, ale z biegiem czasu spisywał się już lepiej. W 58. minucie miał szansę na kolejnego gola, ale jego uderzenie odbił na róg Giorgi Lomaia. - Trochę czasu minęło od mojej ostatniej bramki w Lechu. Cieszę się, że mogłem pomóc zespołowi - dodał napastnik, który ostatnie oficjalne trafienie dla Kolejorza zanotował 24 maja 1997 roku w ligowym starciu z ŁKS.
Mistrz Polski wygrał zasłużenie, choć czasami jego akcje raziły jeszcze niedokładnością. W końcówce dał się też niepotrzebnie zepchnąć do zbyt kurczowej defensywy. - Sami sobie skomplikowaliśmy sytuację, bo zamiast po zdobyciu bramki dalej grać agresywnie i dobić przeciwnika, pozwoliliśmy mu obudzić się z letargu i przejąć inicjatywę. I dlatego w końcówce "zaśmierdziało" pod naszą bramką - oceniał trener Jacek Zieliński. Inter miał jednak zbyt mało atutów i nie potrafił sforsować poznańskiej defensywy, choć ta grała bez kontuzjowanego Manuelea Arboledy. - Problemu nie było. Mamy na tyle doświadczoną ekipę, że każdy z zawodników wchodzących na inną pozycję, wie jakie są założenia - mówił występujący we wtorek w roli stopera Grzegorz Wojtkowiak. Kilkoma dobrymi interwencjami popisał się także Krzysztof Kotorowski, który nie dał się zaskoczyć uderzeniami z dystansu Bułgara Petyra Zlatinova. Najlepsze okazje do pokonania bramkarza gości zmarnował Robertas Poskus. W 18. minucie jego strzał głową poszybował obok bramki, a w końcówce spotkania, będąc w polu karnym w zasadzie podał piłkę Kotorowskiemu.
Przewyższający przeciwnika kulturą gry Lech, groźnych sytuacji stworzył odrobinę więcej. Już w 12. minucie - po podaniu Stilicia, bliski trafienia do siatki był Sławomir Peszko. Po dwóch wspomnianych (w tym jednej bramkowej) okazjach Wichniarka, efektowną "piętką" w polu karnym popisał się z kolei Marcin Kikut. Gorzej tym razem wychodziło graczom Kolejorza wykonywanie rzutów wolnych.
Zadanie postawione przed mistrzem Polski zostało jednak wykonane. Zwycięstwo na stadionie im. Tofika Bachramowa sprawia, że Lech jest bardzo blisko zakwalifkowania się do kolejnej rundy. - Do przerwy prowadzimy 1:0 czyli jakąś zaliczkę mamy. Spodziewałem się ciężkiego meczu i taki był. Cieszymy się i w rewanżu postaramy się przypieczętować nasz awans lepszą grą - mówił na pomeczowej konferencji trener Zieliński. - Chcieliśmy strzelić tutaj bramkę, bo wiadomo jak bardzo się liczy gol zdobyty na wyjeździe. Staramy się grać jak najładniej, ale jednak przede wszystkim liczą się bramki - dodał Wojtkowiak.
Dwa lata temu, na tym samym stadionie Lech pokonał 1:0 inny azerski zespół - Khazar Lankoran i rozpoczął udaną przygodę w Pucharze UEFA. Kibice Kolejorza nie mają nic przeciwko, aby historia się powtórzyła. Tym razem w Lidze Mistrzów. Najpierw trzeba jednak jeszcze przypieczętować awans w rewanżowym starciu z Interem, które za tydzień odbędzie się na Bułgarskiej.
INTER BAKU - LECH POZNAŃ 0:1 (0:0)
Bramka: 0:1 Wichniarek (46.)
Lech: Kotorowski - Kikut Ż, Wojtkowiak, Bosacki, Gancarczyk Ż - Peszko (90. Wilk), Injac, Bandrowski, Kriwiec - Stilić (63. Kiełb) - Wichniarek (71. Mikołajczak).
Inter: Lomaia - Zhelev, Kruglov Ż (52. Hajiyev Ż), Mzhavanadze, Kandelaki, Chertoganov, Levin Ż, Zlatinov, Chervenka, Odikadze (82. Dashdemirov), Poskus (83. Karlsons).
Sędziował: Sascha Kever (Szwajcaria)
|