MK-LB
Patronat klubom
EURO w Piwnicy
Zbliżające się Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej to nie tylko mecze rozgrywane na...... więcej »
Warta pewna utrzymania 01.06.2010
Maciej Wichtowski żartował, że golem przeciwko Górnikowi sprawił sobie prezent na Dzień Dziecka (fot. Krzysztof Kaczyński)

Gdyby Warta Poznań przegrała z Górnikiem Łęczna, a na to się długo zanosiło, to i tak byłaby już pewna utrzymania w I lidze. Korzystne były bowiem wyniki innych spotkań. Tyle, że poznaniacy walczyli ambitnie do końca i zdobyli punkt, którego potrzebowali do pozostania na zapleczu ekstraklasy. Autorem ostatniego ligowego trafienia na stadionie przy Drodze Dębińskiej był młodziutki Maciej Wichtowski.

 

Kilka dni temu Zieloni sprawili sporą sensację - pokonali w Zabrzu Górnika 3:2 i zrobili w ten sposób duży krok w kierunku utrzymania. Kropkę nad i chcieli jednak jeszcze zrobić w przedostatniej kolejce, a do pełni szczęścia potrzebny im był remis przeciwko Górnikowi Łęczna. Już w trakcie spotkania dochodziły jednak informacje z Płocka, gdzie Wisła do przerwy przegrywała z MKS Kluczbork 0:2, a ostatecznie uległa aż 0:4. Wygrana beniaminka była właśnie jedynym rozstrzygnięciem, które dawało poznaniakom pierwszoligowy byt bez martwienia się o wynik z ekipą z Łęcznej. Udało się jednak w końcówce doprowadzić do remisu, a to był już wynik satysfakcjonujący obie strony. - Biedna była ta wiosna w Warcie. I to zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym. Dobrze jednak, że skończyła się dla nas utrzymaniem - celnie podsumował ostatnie miesiące w klubie kapitan zespołu, Tomasz Magdziarz.

 

Punkt uratował młodziutki Maciej Wichtowski, który po dośrodkowaniu Piotra Reissa wślizgiem wpakował piłkę do siatki. - Fajnie, że trafiło akurat na najmłodszego w zespole - cieszył się trener Marek Czerniawski. - To był dopiero pierwszy mecz, w którym mogłem biegać do przodu przy stałych fragmentach gry. Tym większa jest moja radość, że doczekałem się od razu pierwszego trafienia w pierwszym zespole. Cóż, sprawiłem sobie fajny prezent na Dzień Dziecka - uśmiechał się Wichtowski, który w styczniu skończył 19 lat.

 

Przez ponad 80 minut Zieloni musieli gonić rywala, który szybko, na dodatek w kuriozalnych okolicznościach objął prowadzenie. Tydzień temu w Zabrzu Krzysztof Strugarek tak niefortunnie wybijał piłkę z obrębu własnego pola karnego, że trafił w Tomasza Zahorskiego, a futbolówka wturlała się do siatki. Dzisiaj było podobnie - w roli pechowca wystąpił jednak Artur Marciniak, a szczęśliwego, niespodziewanego strzelca Janusz Surdykowski. W ogóle pierwsza połowa należała do gości, Łęcznianie marnowali kolejne okazje. - Panowie, co jest? Obudźcie się! - krzyczał z ławki duet trenerski gspodarzy, Czerniawski i Dariusz Borowy. - Przez tą postawę daliśmy sobie tylko 45 minut na pogoń za wynikiem. Ta pierwsza połowa była dokładnie taka, jak przegrane tutaj spotkania z Kluczborkiem, Gorzowem, czy Zniczem. Moim zdaniem, w przyszłości trzeba zadbać o większą mobilizację zawodników przed meczami u siebie. Na wyjazdach nie ma tego problemu, tam po krótkim omówieniu taktyki i kilku słowach otuchy wychodzimy na boisko i gramy kapitalnie - opowiadał Czerniawski, który dodał również: - Z tego remisu nie jestem do końca zadowolony. Gdyby jednak przytrafiła się czwarta z rzędu porażka u siebie, to byłbym załamany.

 

Po przerwie gra wyglądała już nieco lepiej. - Wynikało to z tego, że gospodarze zdecydowanie przyspieszyli grę. Stali się też bardziej agresywni, a temu nie potrafiliśmy się jednak do końca przeciwstawić - mówił szkoleniowiec Górnika, Mirosław Jabłoński. Goście mają w swoich szeregach wielu doświadczonych graczy, z bogatą przeszłością w ekstraklasie. Im bliżej końca, tym jednak ekipa z Lubelszczyzny cofała się coraz głębiej we własne pole karne i w końcu została za to ukarana. Warta nie miała wielu okazji, ale tę jedną z nielicznych po dośrodkowaniu ze stałego fragmentu gry potrafiła zamienić na gola.

 

Wichtowski przeszedł do historii, bo zaliczył ostatnie ligowe trafienie dla Warty przy Drodze Dębińskiej. Dla Zielonych dzisiejszy mecz był bowiem pożegnaniem z kameralnym obiektem, nazywanym przez kibiców Ogródkiem. Od nowego sezonu drużyna przeprowadzi się na Stadion Miejski przy Bułgarskiej. Na własnym boisku klub nie ma szans dalej grać, bo nie był w stanie spełnić wymogów licencyjnych dotyczących infrastruktury. - Nie tak wyobrażaliśmy sobie pożegnanie z Ogródkiem. Myśleliśmy jednak o zwycięstwie - kręcił głową Magdziarz. - A ja, mimo wszystko, cieszę się z przenosin na nowy, naprawdę piękny stadion. Tam powinno nam grać się zdecydowanie lepiej, nie tylko ze względu na otoczenie, ale również stan murawy. Tutaj boisko jednak cześciej przeszkadzało niż pomagało - stwierdził trener Czerniawski.

 

Warta jest pewna utrzymania, więc może zacząć snuć plany na przyszłość. - Chciałbym jeszcze rok pograć w piłkę. O tym, czy będzie to Warta, porozmawiam wkrótce z prezesem Januszem Urbaniakiem, któremu na razie życzę powrotu do zdrowia - przyznał po końcowym gwizdku sędziego Piotr Reiss, który nie był zadowolony ze swojej postawy. - Od napastnika wymaga się goli, a tego dzisiaj w moim wykonaniu zabrakło. W ogóle kolejny raz u siebie zaprezentowaliśmy się słabiej. Dobrze, że chociaż zremisowaliśmy - dodał.

 

Najbliższe dni przyniosą również odpowiedź na pytanie, czy z zespołem pracować będzie dalej Czerniawski. Ma on wkrótce spotkać się z szefami sekcji piłkarskiej zasłużonego klubu. On jest tym zainteresowany. - Czy ten punkt dzisiaj będzie miał znaczenie? Może być ważny - skomentował szkoleniowiec Zielonych, który chciałby jednak mieć decydujący wpływ na kształt zespołu. A już zapowiedział, że zmiany w drużynie będą duże. - Bo nie wszyscy zawodnicy potrafią wytrzymać grę na poziomie pierwszej ligi przez całą rundę. O konkretach jednak jeszcze nie będę mówił, bo przed nami mecz w Stalowej Woli. Po nim będzie czas na decyzje, także dotyczące mnie - zakończył.

 

Warta Poznań - Górnik Łęczna 1:1 (0:1)

 

Bramki: 0:1 Surdykowski (4.), 1:1 Wichtowski (87.)

 

WARTA: Radliński - Ignasiński (Ż) (80. Pawlak), Wichtowski, Strugarek, Marciniak - Bekas, Seweryn (Ż) (71. Miklosik) - Magdziarz (Ż), Reiss, Iwanicki - Kaźmierowski.

 

GÓRNIK: Wierzchowski - Tomczyk, Benevente (Ż), Bartkowiak, Radwański - Nikitović, Bartoszewicz (73. Sołdecki) - Niedziela (77. Kazimierczak), Niżnik, Nazaruk - Surdykowski (90. Karwan).

 

Sędzia: Karkut (Warszawa).

 

Widzów: 500.



(emsi)





Oto rywale Lecha 24.05.2012
W środę wyjaśniły się kolejne wątpliwości co do potencjalnych rywali Lecha Poznań w pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Europejskiej. Pozostały jeszcze tylko dwie wątpliwości. ... więcej
W rozegranym awansem meczu ekstraklasy rugby Lechia Gdańsk rozgromiła Orkan Sochaczew 76:3. Oznacza to, że Orkan stracił szansę na wyprzedzenie Posnanii, która zajmie czwarte... więcej
Po złotym medalu w mistrzostwach Polski juniorek starszych i brązowym wśród juniorek, szansę na grę w półfinale mają też kadetki z MUKS Poznań. Ich sytuacja wyjaśni... więcej
Czwórka podwójna z poznanianką Natalią Madaj uzyskała przepustkę do startu w igrzyskach w Londynie! W kwalifikacjach olimpijskich w Lucernie Polki w świetnym stylu wygrały... więcej
Lech Poznań ogłosił plan przygotowań do nowego sezonu. Kolejorza czekają dwa zgrupowania (we Wronkach oraz niemieckim Bad Gogging), a to wszystko przeplatane występami w kwalifikacjach Ligi... więcej
Chcesz być informowany o wydarzeniach związanych
z portalem WielkopolskiSport.PL?

Podaj swój adres e-mail:
AGNIESZKA JERZYK
AGNIESZKA JERZYK

Triathloniska leszczyńskiego klubu 64-sto jest jedną z najlepszych kobiet uprawiających tę dyscyplinę w naszym kraju. Robi systematyczne postępy od kilku lat, a jej celem są Igrzyska Olimpijskie 2012 w Londynie. więcej »
"Zarząd KKS Lech Poznań informuje, iż w związku z niezadowalającymi wynikami zespołu zadecydował, że Jose Mari Bakero zostaje odwołany z funkcji pierwszego trenera drużyny."
Zarząd KKS Lech Poznań
Wszelkie prawa zastrzeżone. | Project by Arando - Created by MadKittens