|
|
Dla Sebastiana Madery (nr 7) i jego kolegów z Tura nastał ciężkie czasy (fot. Andrzej Grupa)
|
Pewnie zmierzający do ekstraklasy Widzew Łódź pokonał Tura Turek 2:0. Zwycięstwo mogło być nawet wyższe, ale Marcin Robak nie wykorzystał rzutu karnego. Na cztery kolejki przed końcem pierwszoligowych rozgrywek poważnie zmalały szanse wielkopolskiego zespołu na uniknięcie degradacji. Tak naprawdę tylko cud może uratować zespół Mariana Kurowskiego.
W tym momencie pewne jest już niemal to, że jeśli Tur miałby się utrzymać, to co najwyżej po barażach. Samo zakwalifikowanie się do nich może być jednak sporym problemem. Szczególnie patrząc na grę zespołu i wyniki ostatnio osiągane. Tak na dobrą sprawę nic nie dała zmiana trenera. Ostatniego dnia marca Przemysława Cecherza zastąpił Marian Kurowski. Efekt? Trzy punkty w siedmiu spotkaniach. Na dodatek ekipa z Turku ma wielkie problemy ze skutecznością. W tych meczach udało się zdobyć tylko trzy gole.
Nie udało się poprawić tego dorobku na stadionie przy ul. Piłsudskiego. A były ku temu szanse. Łodzianie objęli szybko prowadzenie, kiedy Łukasz Broź dośrodkował piłkę w pole karne, a Przemysław Oziębała głową wpakował piłkę do siatki. Gospodarzy, których tylko kataklizm może pozbawić awansu do ekstraklasy, zadowolili się jednobramkową przewagą i wyraźnie spuścili z tonu. W ich grze mnożyły się niedokładności. Poza tym, gra toczyła się w ślamazarnym tempie. Goście mogli to wykorzystać. Damian Sędziak nie wykorzystał jednak idealnej okazji po dograniu Piotra Bieńka.
Najlepszym piłkarze w ekipie Tura był Benjamin Imeh. Czarnoskóry zawodnik nie miał jednak odpowiedniego wsparcia kolegów. Po raz kolejny brakowało lidera drugiej linii w wielkopolskim zespole Pawła Olszewskiego. - Bez niego bardzo wiele tracimy. To naprawdę spore osłabienie i ciężko go zastąpić - mówi trener Kurowski.
Widzew mógł wygrać tak naprawdę wyżej. W drugiej połowie Marcin Kiczyński sfaulował bowiem najlepszego na boisku Mindaugasa Pankę. Sędzia podyktował rzut karny. Najskuteczniejszy piłkarz Widzewa Marcin Robak trafił jednak w słupek. Witold Sabela nie miałby szans na skuteczną interwencję, bo rzucił się zupełnie w drugą stronę. Dopisało mu jednak szczęście. Nie miał go pięć minut przed końcem. Wtedy Robak zrehabilitował się za jedenastkę i ustalił wynik meczu na 2:0 dla gospodarzy, którzy w weekend być może będą mogli już świętować powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej.
A Tur? Sytuacja zrobiła się dramatyczna, choć tli się jeszcze światełko w tunelu. Zespół Kurowskiego dostanie w ostatniej kolejce trzy punkty walkowerem za mecz z Kmitą Zabierzów. Ta ekipa wycofała się bowiem z pierwszej ligi. To jednak mało. Dlatego niesamowitego znaczenia nabierają starcia przed własną publicznością ze Stalą Stalowa Wola w najbliższej serii i z GKS Jastrzębie w przedostatniej. W międzyczasie czeka trudny wyjazd do Podbeskidzia Bielsko-Biała, który walczy jeszcze o baraże o ekstraklasę. Właściwie tylko 9 punktów Tura pozwoli myśleć o tym, by uniknąć bezpośredniego spadku. Do tego potrzebna jest jednak o wiele lepsza gra.
Widzew Łódź - Tur Turek 2:0 (1:0)
Bramka: 1:0 Oziębała (10.), 2:0 Robak (85.)
WIDZEW: Mielcarz - Broź, Bieniuk, Szymanek, Jarmuż - Budka, Panka, Grzeszczyk (79. Miloseski), Sernas (46. Stawarczyk) - Oziębała (88. Masłowski), Robak.
TUR: Sabela - Bartos Ż (79. Imbiorowicz), Madera, Kiczyński, Kasprak - Bieniek, Kubowicz, Łagiewka, Skokowski (59. Bałecki) - Sędziak (59. Stachowiak), Imeh.
Sędzia: Wojciech Krztoń z Olsztyna.
Widzów: 7000.
|