|
|
Alain Ngamayama zdobył zwycięską bramkę dla Warty (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Tego nikt się nie spodziewał! Warta Poznań ograła na Dialog Arenie w Lubinie miejscowe Zagłębie 2:1. W ciągu zaledwie czterech dni zespół Bogusława Baniaka pokonał dwóch kandydatów do awansu. Zieloni już na pewno nie spadną bezpośrednio z pierwszej ligi, a na cztery kolejki przed końcem mają aż 9 punktów przewagi nad strefą barażową.
Warta kontynuuje swoją niesamowitą serię. Z sześciu ostatnich spotkań, pięć wygrała, a jedno zremisowała. Na dodatek, w środowy wieczór przełamała passę pięciu kolejnych zwycięstw Zagłębia. Była to pierwsza porażka lubinian od momentu, w którym zespół przejął Orest Lenczyk. Aż strach pomyśleć, w którym miejscu byłaby teraz ekipa Zielonych, gdyby nie jesienna seria pięciu porażek z rzędu. - Nawet nie chcę o tym myśleć - uśmiecha się trener Bogusław Baniak, który dodaje: - Przed wyjazdem do Lubina obliczyłem, że do utrzymania brakuje nam tylko dwóch punktów. Nie upierałem się, że musimy je zdobyć koniecznie już w tej kolejce. Później jest przecież jeszcze kilka meczów. A tutaj okazało się, że sprawiliśmy sensację i właściwie możemy być pewni swego.
Sytuacja jest w tej chwili taka, że poznianiacy nie mogą już opuścić pierwszej ligi bezpośrednio, bo nad otwierającym strefę spadkową Turem Turek mają już 16 punktów przewagi. Teoretycznie mogą jeszcze trafić do baraży, choć to też jest mało prawdopodobne. Mają 9 punktów więcej od GKS Katowice. Rywale musieliby zatem zdobyć w ostatnich seriach co najmniej tyle punktów, ile jest różnicy między zespołami. Do tego potrzebny byłby komplet porażek Zielonych. - W sobotę gramy z Flotą Świnoujście. I wtedy będziemy chcieli już przypieczętować utrzymanie - mówi Baniak. - A potem bardzo ważna będzie połowa maja, bo wtedy ważyć się będą losy przyszłości klubu. Trzeba będzie zastanowić się, co dalej. Trzynastu zawodnikom kończą się kontrakty i mogę motywować ich tylko w taki sposób, że jak dobrze będą grali, to wypromują się i znajdą zatrudnienie w bogatszych klubach - opowiada poznański szkoleniowiec.
Z pewnością bohaterem zespołu na Dialog Arenie w Lubinie był Alain Ngamayama. - Był najlepszym piłkarzem na boisku - podkreśla Baniak. Gracz Warty w sobotę z Koroną Kielce wypełniał lukę na prawej obronie w miejsce pauzującego za kartki Pawła Ignasińskiego. Dzisiaj natomiast biegał w środku boisko. Towarzyszył Tomaszowi Bekasowi w roli defensywnego pomocnika. I spisał się doskonale, zdobywając zwycięskiego gola. Wykorzystał podanie z głębi pola Filipa Burkhardta. Uderzył sprzed pola karnego, piłka została po drodze podbita od nogi jednego z obrońców i przelobowała bramkarza Aleksandra Ptaka.
W kilku momentach Warcie dopisało wielkie szczęście. Szczególnie, kiedy arbiter - całkiem słusznie dodajmy - nie uznał goli drużynie z Lubina. Raz było to tuż przed objęciem prowadzenia przez poznaniaków. Wtedy Iljan Micanski wpakował piłkę do siatki, ale w momencie dogrania piłki był na ofsajdzie. Goście szybko wyprowadzili kontratak i zdobyli bramkę. Świetną akcję przeprowadził boczny obrońca Przemysław Otuszewski, który popędził lewym skrzydłem i wyłożył piłkę Marcinowi Klattowi. Ten trafił w drugim meczu z rzędu, a wcześniej czekał na gola od listopada. - Jest w formie i pokazuje to na boisku - cieszy się Baniak.
Drugi ważny moment to 64. minuta. Wtedy Mateusz Bartczak po dośrodkowaniu z rzutu rożnego był niepilnowany pięć metrów przed bramką i spokojnie kopnął do siatki, wyrównując na 1:1. Chwilę później podbudowani gospodarze jeszcze raz wbili piłkę do poznańskiej bramki. I tym razem jednak krakowski arbiter dopatrzył się spalonego. Było to ważne z psychologicznego punktu widzenia, bo z pewnością graczom Zagłębia grałoby się znacznie łatwiej, gdyby byli na prowadzeniu. A tak musieli nadal dążyć do zmiany niekotzystnego dla nich rezultatu. To umożliwiało kontratako Zielonym, którzy na kwadrans przed końcem potrafili to wykorzystać i ostatecznie wygrali.
Baniak zatem okazał się lepszy od Lenczyka. - Wiedziałem, że on uwielbia grać w ustawieniu 1-4-5-1. Zdawałem sobie doskonale sprawę, że najgroźniejsi będą piłkarze ustawieni na skrzydłach, czyli Szymon Pawłowski i Robert Kolendowicz. Ustaliłem, że opiekować będą się nimi nie nasi pomocnicy, a skrajni obrońcy. I opłaciło się to rozwiązanie. Bo dzięki temu ograniczyliśmy ofensywne wejścia defensorów Zagłębia - tłumaczył zwycięską taktykę szkoleniowiec Warty. - W każdym razie wychodzi doskonałe przygotowanie motoryczne moich zawodników. Biegają niesamowicie, a przy tym są niesamowicie ambitni. Można powiedzieć, że jesteśmy po kolejnych udanych występach w takim amoku. To słowo ma jednak pozytywne znaczenie - kończy Baniak
Zagłębie Lubin - Warta Poznań 1:2 (0:1)
Bramka: 0:1 Klatt (31.), 1:1 Bartczak (64.), 1:2 Ngamayama (76.)
ZAGŁĘBIE: Ptak - Kocot, Ganowicz, Jasiński Ż (81. Piotrowski), Nhamoinesu - Pawłowski, Bartczak, Jackiewicz (46. Hanzel), Goliński, Kolendowicz (46. Plizga) - Micanski.
WARTA: Radliński - Ignasiński, Jankowski, Strugarek, Otuszewski - Bekas, Ngamayama Ż - Wojciechowski (87. Magdziarz), Burkhardt, Iwanicki Ż (73. Sikora) - Klatt (90. Pawlak Ż).
Sędzia: Łukasz Bartosik (Kraków).
Widzów: 5913.
|