|
|
Trzy miesiące temu Reiss dostał zimny prysznic. Teraz powoli wraca do życia (fot. Andrzej Grupa)
|
- Nie chcę być Piotrem R., jestem Piotrem Reissem. Tym, który grał w Bundeslidze i reprezentacji Polski, w naszej ekstraklasie zagrał ponad 300 spotkań i strzelił ponad 100 bramek - mówił dziś kibicom i uczestnikom konferencji "Ekstraklasa jako produkt sportowy" kapitan poznańskiego Lecha, obecnie zawieszony przez klub.
Reiss przeżył trudne chwile na początku lutego, tuż przed wyjazdem drużyny na zgrupowanie do Turcji. Został wówczas zatrzymany przez agentów CBA i odwieziony do Wrocławia - tam prokurator postawił mu trzy zarzuty korupcyjne. Wkrótce został zawieszony w prawach zawodnika przez klub. Piłkarz zamilkł, przestał się pokazywać publicznie. Udzielił tylko wywiadu klubowemu miesięcznikowi "Kolejorz", na zamkniętym spotkaniu odpowiedział na pytania 160 klibiców.
Ostatnio Reissa coraz częściej można spotkać na meczach wielkopolskich zespołów, nie tylko Lecha. Dziś w auli Uniwersytetu Ekonomicznego przemówił też do kibiców, ale już oficjalnie. Był bowiem gościem specjalnym podczas konferencji "Ekstraklasa jako produkt sportowy". Wystąpił podczas panelu poświęconego kibicom.
- Gdy to wszystko się stało, postanowiłem odpocząć. Wyjechałem z rodziną w góry, zabrałem rodziców, siostrę z mężem, żonę z dziećmi. I jeździłem na nartach. Wcześniej nigdy nie miałem na to czasu, albo zabraniał mi tego kontrakt. Odpoczywałem fizycznie i psychicznie. Pytam dziś: dlaczego mam się stać ofiarą systemu, który panował w lidze w latach 90.? Tego ogólnego bałaganu. Nie chcę być Piotrem R., jestem Piotrem Reissem. Tym, który grał w Bundeslidze i reprezentacji Polski, w naszej ekstraklasie zagrał ponad 300 spotkań i strzelił ponad 100 bramek. Chcę mieć stały kontakt z kibicami, bo piłka nożna jest moim życiem - mówił Reiss. W tym stałym kontakcie zawodnikowi ma pomóc jego nowa strona internetowa: www.piotrreiss.pl.
Reiss opowiadał: - Byłem też jakiś czas w Anglii, wybrałem się na kilka spotkań piłkarskich. Patrzyłem, jak zachowują się kibice. Rzeczywiście, to chyba to, co widziałby koncern ITI na stadionie Legii. Tyle że gdyby na stadionie FC Liverpool nałożono zakazy stadionowe dla wszystkich 40 tys. kibiców, to w kolejce jest już kolejne 40 tys. chętnych na bilet swojego ukochanego klubu. U nas tak nie ma, dlatego potrzebny jest dialog między klubem a kibicami - mówił "Rejsik".
Przypomniał też swój 300. występ w ekstraklasie, który przypadł akurat na wyjazdowy mecz z Legią. - Po raz pierwszy siedziałem tam na ławce rezerwowych. Dziwnie się czułem, gdy na Żylecie było cicho. Zawsze już w tunelu leciał na mnie stek wyzwisk, teraz było cicho. Zupełnie inaczej, niż zwykle na Legii. Od dziecka byłem kibicem Lecha, jestem poznaniakiem z urodzenia. Ale chcę sportowej rywalizacji z Legią, meczów przy pełnej widowni. By były one tym, czym dla Hiszpanów są spotkania Barcy z Realem. Bo chyba nikt nie wątpi, że więcej ludzi chce obejrzec mecz Lecha z Legią, niż Odry z Piastem - dodał Reiss. Jednocześnie podkreślił, że w Lechu chciałby zakończyć karierę. A później podjąć pracę w tym klubie.
|