|
|
Walki na boisku nie brakowało (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Arka Gdynia to dla mnie najtrudniejszy rywal w całej lidze - powiedział po meczu trener Lecha Franciszek Smuda. Kolejorz tylko zremisował 0:0. W dwóch meczach z tą drużyną poznaniacy zdobyli zaledwie jeden punkt!
Po spotkaniu trener Arki Czesław Michniewicz bronił stylu gry swojego zespołu. - Pewnie kibicom Lecha się nie podobał ten mecz, ale chyba nie myśleli, że tu Barcelona przyjechała - mówił Michniewicz. Jego zespół od początku spotkania się bronił i robił to z niezłym skutkiem. Piłkarze z Gdyni zagęścili środkową część boiska. Tam lechici nie mieli miejsca, by wymienić kilka szybkich, celnych podań. Swoje umiejętności rzadko pokazywał Semir Stilić. Nawet gdy dochodził do piłki, był faulowany. Rzuty wolne też jednak nie dawały korzyści. Strzały Bośniaka czy Tomasza Bandrowskiego były bowiem marnej jakości.
Lech miał jednak kilka okazji, by zdobyć choćby tego jednego gola. W 6. minucie piłka po strzale Rafała Murawskiego odbiła się od nogi Bartosza Ławy i wylądowała na górnej siatce bramki Arki. Najlepszą okazję poznaniacy stworzyli jednak w 33. minucie. Murawski kapitalnie wrzucił wtedy piłkę w pole karne - Robert Lewandowski źle przyjął futbolówkę, ale ta trafiła pod nogi nadbiegającego Sławomira Peszki. Prawoskrzydłowy Lecha uderzył bez zastanowienia w tzw. długi róg. Nie był to jednak strzał celny - piłka przeleciałaby pewnie tuż obok bramki. Tyle że przy słupku stał Stilić, który do bramki miał może półtora metra. Tak przystawił jednak stopę, że piłka trafiła w poprzeczkę! Dobijał jeszcze Manuel Arboleda, ale jego strzał został zablokowany.
Drugą połowę poznaniacy chcieli zacząć tak, jak ostatnio w starciu z Jagiellonią. Już w pierwszej sytuacji bramkę powinien zdobyć Dimitrije Injac. Jego strzał obronił jednak Norbert Witkowski. Później bramkarza Arki próbował jeszcze przewrotką zaskoczyć Grzegorz Wojtkowiak, a po drugiej stronie boiska Krzysztof Kotorowski musiał się wysilić, by odbić piłkę po strzale głową Bartosza Karwana.
Gra była jednak bardzo chaotyczna. Lechici nie mieli pomysłu, jak zaskoczyć obronę Arki. Większość akcji pchali środkiem boiska, a gdy to nie dawało rezultatu, stoperzy Lecha zaczęli grać długimi podaniami z pominięciem środka pola. - Byliśmy na to przygotowani, że Bosacki z Arboledą będą wrzucać piłki. Żuraw świetnie się jednak spisywał, a pomagał mu Maciej Scherfchen - chwalił swoich graczy Michniewicz.
Poznaniacy rzadko próbowali akcji oskrzydlających. Dopiero na ostatnie 20 minut na boisku pojawił się Hernan Rengifo. Gdy jednak wszedł, został... najsłabszym zawodnikiem! Nie dość, że tracił wszystkie piłki w ataku, to jeszcze spowodował zagrożenie we własnym polu karnym. W 77. minucie zgubił piłkę, ale strzał Marcina Wachowicza był niecelny. - Hernanowi w piątek wieczorem coś strzyknęło w szyi. Dziś rano ledwo mógł ruszać głową - tłumaczył nieobecnosć Peruwiańczyka w pierwszym składzie Smuda.
- Szkoda, znów była szansa, by uciec tej czołówce, ale z niej nie skorzystaliśmy. Dalej jesteśmy w grze, jesteśmy nadal liderem i w kolejnych meczach będziemy walczyć o to, by tym liderem pozostać - mówił bramkarz Lecha Krzysztof Kotorowski.
Lech Poznań - Arka Gdynia 0:0
Lech: Kotorowski - Djurdjević (56' Wilk), Arboleda, Bosacki Ż, Wojtkowiak - Murawski, Injac - Bandrowski, Stilić, Peszko (68' Rengifo) - Lewandowski.
Arka: Witkowski - Sokołowski Ż, Żuraw Ż, Łabędzki, Telichowski - Ława, Scherfchen Ż, Lubenov (83' Moskalewicz), Karwan - Wachowicz (79' Pietroń), Zakrzewski (73' Trytko).
Sędziował: Jacek Walczyński
Widzów: 17 tysięcy
|