|
|
Lech Poznań broni Superpucharu, bo rok temu w Lubinie pokonał po rzutach karnych Wisłę Kraków (fot. Andrzej Grupa)
|
Po raz piąty w historii Lech Poznań może dzisiaj sięgnąć po piłkarski Superpuchar. Jeśli mistrz kraju pokona na stadionie w Płocku Jagiellonię Białystok, czyli zdobywcę Pucharu Polski, to wówczas stanie się rekordzistą pod względem liczby Superpucharów. Sęk w tym, że lechici dzisiaj wystąpią w mocno rezerwowym składzie.
O to trofeum co roku rywalizują mistrz kraju i zdobywca Pucharu Polski. Dzisiejszy mecz będzie już 21. w historii - wcześniej stosowano nomenklaturę Superpuchar Polski, a także Superpuchar Ekstraklasy. Teraz nazwa trofeum to Superpuchar. Lech Poznań w tym spotkaniu wystąpi po raz siódmy. Dwa pierwsze podejścia (w 1983 i 1988 roku) były nieudane. W czterech kolejnych poznaniacy już jednak triumfowali (1990, 1992, 2004 i przed rokiem w Lubinie, gdzie okazali się lepsi od Wisły Kraków w rzutach karnych). Jeśli zwyciężą również dzisiaj w Płocku, to wówczas z pięcioma tytułami będą rekordzistami - na razie pierwsze miejsce dzierżą ex equo z Legią Warszawa. Warto dodać, że rywal, czyli Jagiellonia Białystok, debiutuje w tych rozgrywkach.
- Podchodzimy do tego meczu poważnie. Zdobyliśmy Superpuchar przed rokiem i chcemy go teraz obronić - mówi trener Jacek Zieliński. Termin nie jest do końca fortunny, bo za trzy dni lechitów czeka rewanż przeciwko Sparcie Praga w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. A to wydarzenie znacznie ważniejsze niż dzisiejsze. Zresztą menedżer prażan Jozef Chovanec bardzo zdenerwował się na wieść, że jego zespół musi dzisiaj rozegrać ligowe starcie z ekipą Czeskich Budziejovic. Chciał bowiem przełożenia tego starcia na sobotę. Miałby wtedy więcej czasu na przygotowania do drugiego meczu z mistrzami Polski w Poznaniu. - Wszyscy dookoła opowiadają, że Sparta jest forowana. No to teraz można się przekonać, ile jest w tym prawdy - mówi Chovanec. Dla Lecha termin nie jest problemem. - Nam brakuje meczów o stawkę. Dlatego nie narzekamy na to, że zagramy o ten Superpuchar - tłumaczy Zieliński.
Opiekun Sparty dzisiaj zapewne znów wystawi w lidze mocno rezerwowy skład. Będzie podstawowych graczy oszczędzał na środę. Co zrobi szkoleniowiec Lecha? W piątek zdradził tylko, że zmiana nastąpi w bramce - szansę dostanie Jasmin Burić, który zastąpi Krzysztofa Kotorowskiego. - Kilku zawodników po spotkaniu w Prasze jest poobijanych. Wystawimy najsilniejszy skład, jaki będzie oczywiście możliwy w niedzielę - zapowiada Zieliński. I w tym zdaniu kryje się klucz do odpowiedzi na pytanie, w jakim ustawieniu wyjdą lechici. Bo po piątkowym treningu zapadła decyzja, że w Poznaniu pozostanie czwórka podstawowych zawodników: Manuel Arboleda, Grzegorz Wojtkowiak, Dimitrije Injac i Artur Wichniarek.
Kto ich zastąpi? Na pewno w obronie wystąpią Marcin Kikut i Ivan Djurdjević. Możliwe, że za Seweryna Gancarczyka do jedenastki wskoczy Luis Henriquez. To nie wszystko. Na pewno szansę dostanie również Jakub Wilk. Znów na boisku będzie także młody Kamil Drygas, a być może również Mateusz Możdżeń. No i w ataku zaprezentuje się Joel Tshibamba. - Może liczyć na pewno na dłuższy występ, bo to jest idealna okazja do tego - stwierdził w piątek Zieliński. Jagiellonia również nie wystawi najmocniejszego składu, bo już we wtorek leci do Grecji na rewanżowy mecz z Arisem Saloniki w kwalifikacjach Ligi Europejskiej. Debiutujący na europejskiej arenie białostocczanie przegrali w czwartek u siebie 1:2 i mają niewielkie szanse awansu.
W poprzednim sezonie w lidze Lech wygrał z Jagiellonią dwa razy - 3:2 na wyjeździe i 2:0 przy Bułgarskiej. Jak będzie teraz? Początek meczu na stadionie w Płocku o godzinie 17. Kolejorz może liczyć na doping swoich fanów, których trzy tysiące wybiera się na obiekt im. Kazimierza Górskiego. Ciekawostka jest taka, że arbitrem będzie Marai Al-Awaji z Arabaii Saudyjskiej. Jeśli po 90 minutach będzie remis, to od razu zarządzi serię rzutów karnych.
|