|
|
Tomasz Mikołajczak (z prawej) trafił do bramki Korony Kielce dwukrotnie. (fot. Andrzej Grupa)
|
Tomasz Mikołajczak w piątek skończył 22 lata, a następnego dnia sprawił sobie kapitalny prezent na urodziny. Napastnik Kolejorza w roli jokera pojawił się na boisku w spotkaniu z Koroną Kielce. Nie tylko strzelił debiutanckiego gola w ekstraklasie, dołożył również drugiego, a poznaniacy wygrali 2:0. Dzięki temu zimę spędzą na podium rozgrywek.
Oczywiście ta wygrana powoduje, że Lech wciąż jest w grze o mistrzostwo Polski. Jest jednak również dodatkowa wartość - tym razem finansowa. Na konta piłkarzy zostaną bowiem przelane premie, które zostały zamrożone po kompromitującym występie w Remes Pucharze Polski. Warunkiem wypłacenia pieniędzy było wdrapanie się na podium na koniec tego roku. To piłkarze właśnie uczynili. A kwota uzbierała się pokaźna, bo ponad 900 tysięcy złotych. - Szczerze? Kiedy ja wychodzę na boisko, to myślę tylko o wygranej. Nie obchodzą mnie w tym momencie pieniądze, nie dla nich gram w piłkę - mówił dzisiaj po końcowym gwizdku sędziego Ivan Djurdjević.
Najważniejsze jest jednak to, że poznaniacy zrównali się punktami z Ruchem Chorzów. Zarówno bilans bramkowy, jak i wynik bezpośredniego meczu przemawia za Kolejorzem, który jest dzięki temu trzeci. Taki sam dorobek ma również Legia Warszawa, ale zagra jutro u siebie z Arką Gdynia. Nawet jednak jeśli przegra, to pozostanie na pozycji wicelidera. Do Wisły Kraków lechici tracić będą natomiast w przerwie zimowej osiem punktów. - Oczywiście, że nie jesteśmy do końca zadowoleni z naszej postawy w tej rundzie. Patrząc jednak ostatnio na naszą naprawdę trudną sytuacje kadrową, to pozycja wyjściowa jest naprawdę niezła. Jeśli wzmocnimy się i wszyscy czołowi zawodnicy zostaną, a mam takie zapewnienie, to możemy zaatakować nawet pozycję lidera - stwierdził dzisiaj trener Jacek Zieliński.
Wszyscy spodziewali się, że wygraną Lechowi załatwi ktoś z duetu Sławomir Peszko i Robert Lewandowski. Bo to oni w ostatnim czasie wzięli na swoje barki ciężaro zdobywania goli. A tymczasem ciosy spadły na Koronę z zupełnie niespodziewanej strony - wyprowadził je Tomasz Mikołajczak. Piłkarz jeszcze w poprzednim sezonie biegał po boiskach drugoligowych, teraz zatem przeskoczył o dwie klasy rozgrywkowe. Długo musiał czekać na swoje debiutanckie trafienie w ekstraklasie. - Wiedziałem, że w końcu nastąpi to przełamanie. Spodziewałem się tego, że pierwszy gol da mi wreszcie ten luz w grze. Na treningach naprawdę wykorzystuję dobre sytuacje, a w lidze mi ciągle tego brakowało. Dlatego w trakcie rundy już miałem nawet myśli, żeby zimą spróbować pójść na wypożyczenie do innego zespołu. Teraz jednak zmieniłem zdanie - uśmiechał się napastnik w sobotni wieczór we Wronkach.
Jego dwa trafienia zbiegły się z tym, że dzień wcześniej miał urodziny. Skończył 22 lata. - Koledzy z zespołu podchodzili w piątek i niemal każdy życzył mi tego, żebym wreszcie strzelił tego gola w ekstraklasie. Szybko przyszło spełnienie tych życzeń. Mam naprawdę fajny prezent - opowiadał Mikołajczak, który na boisku pojawił się w roli jokera. Co ciekawe, zajął tym razem miejsce na prawej stronie pomocy, a nie w ataku. Choć jest przecież nominalnym napastnikiem. - Kiedy trener powiedział mi, że mam grać w drugiej linii, to byłem w szoku. Od razu jednak dodał, że przecież nie mamy nic do stracenia, więc mam głównie zająć się atakowaniem. Na dobre wyszło - przyznał lechita.
Obie bramki padły w ostatnim kwadransie meczu. Opowiada Mikołajczak, który został bohaterem tych akcji: - Przy rzutach rożnych miałem głównie za zadanie przeszkadzać bramkarzowi. Piłkarze Korony może mnie trochę zlekceważyli. Fakt jest jednak taki, że piłka idealnie spadła mi na głowę i nie mogłem nie trafić. A druga? Gdybym nie trafił w tym pierwszym przypadku, to pewnie strzelałbym na siłę. Tak jak w Białymstoku, czy Gdyni, kiedy zmarnowałem idealne okazje. Po tym debiutanckim golu nabrałem jednak takiej pewności siebie i luzu, że zdecydowałem się na podcinkę. I wyszło! - cieszył się napastnik poznańskiego klubu. Bardzo niewiele brakowało, a Mikołajczak ustrzeliłby hattricka. Po podaniu Dimitrije Injaca był jednak na minimalnym spalonym. Inna sprawa, że stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał.
Na chwilę zatrzymajmy się przy Injacu, który zaprezentował się naprawdę dobrze w środkowej linii boiska. Tydzień wcześniej natomiast biegał na prawej stronie obrony, a Lech zremisował z Piastem Gliwice 1:1. Djurdjević mówił nawet wtedy, że przez przesunięcie kolegi zespół miał lukę w strefie środkowej. Teraz trener Zieliński zdecydował się na inny wariant - na prawej stronie defensywy ustawiony został kompletnie niespodziewanie Mateusz Możdżeń. To osiemnastolatek, który jest nominalnym pomocnikiem. - Już tydzień temu myślałem, żeby go wystawić w defensywie. I żałuję bardzo tamtej decyzji. Brakowało nam bowiem ofensywnych wejść obrońców. Dlatego tym razem już nie wahałem się. Nawet tego, że Mateusz to przecież pomocnik. Warto jednak było zaryzykować, bo dzięki temu mieliśmy tworzyliśmy przewagę na połowie przeciwnika - opowiadał na konferencji prasowej szkoleniowiec Kolejorza.
Możdżeń rzeczywiście świetnie włączał się do akcji ofensywnych. Dobrze współpracował z bocznymi pomocnikami - najpierw Peszką i potem Mikołajczakiem. Natomiast wiele do życzenia pozostawiała jego postawa w defensywie. Już w 18. minucie dostał żółtą kartkę za faul na Pawle Sobolewskim. Potem lewy pomocnik Korony jeszcze kilka razy zakręcił młodym lechitą. W ostatecznym rozrachunku ryzykowa opłaciło się. Lech bowiem wygrał. Choć kielczanie mieli swoje sytuacje. Nie było ich wcale tak mało. Najlepsza? Krótko po przerwie Paweł Buśkiewicz był sam przed bramkarzem. Jasmin Burić był jednak górą. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni tego dnia. - Obok Jana Muchy to w tej chwili najlepszy bramkarz w lidze - chwalił Bośniaka Zieliński. - Paweł za długo zwlekał ze strzałem - ganił z kolei swojego podopiecznego Marcin Sasal, opiekun Korony.
Rywale prezentowali się podczas gry bardzo przyzwoicie we Wronkach. Na pewno lepiej niż w pierwszej rundzie, kiedy przegrali z Kolejorzem aż 0:5. Kiedy tylko nadarzała się okazja, to starali się atakować. Inicjatywa jednak należała do Lecha, którym tym meczem żegnał się z Wronkami. Od wiosny ma znów grać przy Bułgarskiej. Dzisiaj na lewej stronie pomocy szansę dostał Anderson Cueto. Peruwiańczyk pokazał kilka ciekawych zagrań. Podejmował jednak złe wybory. Kiedy miał strzelać, podawał. I odwrotnie. - To był jednak poprawny występ. Jeśli Anderson będzie normalnie pracował, to chciałbym, żeby u nas został - stwierdził Zieliński. Peruwiańczyk ma zatem szansę na pozostanie zimą w Poznaniu, choć wcześniej pojawiła się informacja, że klub będzie chciał go sprzedać.
Peszko i Lewandowski tym razem goli nie zdobyli, ale nie oznacza to wcale, że grali słabo. Ten pierwszy znów biegał szybko na skrzydle. Nie sprawiło mu także problemu przejście na lewą stronę. Wtedy był jeszcze groźniejszy. Drugi natomiast znów wykonywał niesamowitą pracę na boisku - szczególnie, kiedy był ustawiony tyłem do bramki. Obaj zaliczyli też po asyście. Peszko wrzucał z rzzutu rożnego, Lewandowski dograł piłkę sprzed pola karnego do Mikołajczaka.
LECH POZNAŃ - KORONA KIELCE 2:0 (0:0)
BRAMKI
1:0 Tomasz Mikołajczak (77.)
Sławomir Peszko dośrodkował z rzutu rożnego. Piłka trafiła na głowę Tomasza Mikołajczaka, a ten skierował ją w prawy górny narożnik bramki Korony.
2:0 Tomasz Mikołajczak (87.)
Robert Lewandowski dostrzegł z prawej strony wychodzącego na dobrą pozycję Tomasza Mikołajczaka. Napastnik Lecha oszukał jednego z obrońców i technicznym uderzeniem w długi róg bramki pokonuje interweniującego Zbigniewa Małkowskiego.
Lech Poznań - Korona Kielce
| 2 |
GOLE |
0 |
| 23 |
strzały |
13 |
| 10 |
strzały celne |
6 |
| 5 |
rzuty rożne |
5 |
| 5 |
spalone |
5 |
| 12 |
faule |
14 |
| 2 |
żółte kartki |
1 |
| 0 |
czerwone kartki |
0 |
SKŁADY
LECH: Burić - Możdżeń Ż, Bosacki, Djurdjević, Kamiński - Peszko, Bandrowski Ż, Injac, Cueto (63. Mikołajczak) - Stilić (86. Zapotoka) - Lewandowski (90.+3 Szałek).
Rezerwowi: Kasprzik, Henriquez, Białożyt, Tanevski.
KORONA: Małkowski - Markiewicz, Malarczyk, Hernani, Mijailović - Kiełb (68. Łatka), Vuković, Wilk Ż (82. Cichos), Sobolewski - Buśkiewicz (73. Konon), Andradina.
Rezerwowi: Cierzniak, Kal, Jędryka, Gawęcki.
Sędziował: Marcin Borski z Warszawy
Widzów: 3 000.
|