|
|
Robert Lewandowski przedłużył nadzieje Kolejorza na mistrzostwo (fot. Andrzej Grupa)
|
Klasyk naszej piłkarskiej Ekstraklasy zakończony podziałem punktów. Zespół Lecha Poznań zremisował w Warszawie z Legią 1:1. W czołówce ligowej tabeli spory tłok, a z wyniku niedzielnego spotkania najbardziej cieszy się... Wisła Kraków.
Remis na Łazienkowskiej jest rezultatem sprawiedliwym. W pierwszej części spotkania dominowała Legia, druga odsłona należała już do poznaniaków. Poziom meczu jednak rozczarował.
Gospodarze wykorzystali swoją przewagę już w 10.minucie, gdy po dośrodkowaniu Rogera, Takesure Chinyama ubiegł Bartosza Bosackiego i głową skierował piłkę do siatki. - Nie ukrywam, że trochę spóźniłem się z interwencją - przyznał później obrońca gości. Lech w tym okresie grał fatalnie. Linia pomocy została zdominowana przez legionistów, mnożyły się niecelne podania, nie było praktycznie żadnej koncepcji stworzenia sobie sytuacji pod polem karnym gospodarzy. Wystarczy powiedzieć, że pierwszy strzał na bramkę Jana Muchy poznaniacy oddali dopiero w 24.minucie. Uderzenie Dmitrije Injaca zostało jednak zblokowane. Przeważający piłkarze ze stolicy mogli w tym okresie nawet podwyższyć prowadzenie, ale uderzenie Rogera, odbił Krzysztof Kotorowski.
Goście lekko przebudzili się dopiero po pół godzinie. W końcu okazało się, że na murawie jest jednak Semir Stilić, a Mucha nie musi cały mecz pozostać bezrobotny. Udane akcje Kolejorza można jednak było policzyć na palcach jednej ręki. To niewiele, ale w porównaniu z początkiem spotkania, zawsze jakaś odmiana. Jedną z nich miał Manuel Arboleda, którego uderzenie głową obronił bramkarz Legii. - Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz graliśmy tak źle - komentował pierwsze 45 minut słabo spisujący się Rafał Murawski.
Na szczęście w drugiej połowie zobaczyliśmy już innego Lecha. Szybszego, dokładniejszego i przede wszystkim stwarzającego sytuacje bramkowe. Trochę w tym zasługi samych legionistów, którzy oddali poznaniakom inicjatywę i dali się im "rozkręcić". Ostatnie pół godziny spotkania toczyło się już pod dyktando Kolejorza. Najpierw swoich szans na wyrównanie nie wykorzystali, słabo spisujący się w niedzielę Murawski oraz Stilić. Strzał tego pierwszego wybił Tomasz Kiełbowicz, a ładne uderzenie Bośniaka sparował na rzut rożny Mucha.
W końcu jednak się udało. W 75.minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez Sławomira Peszkę, piłkę głową zgrał Bosacki, a Robert Lewandowski mimo asysty Jakuba Rzeźniczaka posłał ją pod poprzeczkę. - Wykorzystaliśmy to, że Legia cofnęła się. A my konsekwentnie dążyliśmy do wyrównania i w końcu dopięliśmy swego - oceniał Tomasz Bandrowski.
Poznaniacy "poczuli krew" i dążyli do strzelenia jeszcze jednego gola. "Piłkę meczową" miał w doliczonym czasie gry Stilić, ale nie trafił w bramkę. - Uderzyłem prawą nogą. Było blisko, ale piłka nie wpadła do siatki. Jestem pewien, że gdybym strzelał lewą, byłby gol - komentował później Bośniak. Sprawiedliwie jednak trzeba przyznać, że wcześniej także legioniści mogli trafić do siatki. Po strzale głową Inaki Astiza, futbolówka przeleciała tuż ponad poprzeczką.
- Przespaliśmy pierwszą połowę, a szczególnie jej początek. Tak naprawdę sami byliśmy zaskoczeni naszą słabą dyspozycją. W przerwie chcieliśmy po prostu wyjść z twarzą z tej rywalizacji. Wiedzieliśmy, że przegrywając nasze szanse na mistrzostwo mogły spaść do zera. Tak naprawdę mieliśmy później kilka sytuacji i mogliśmy wyjechać nawet z trzema punktami. Wynik jest jednak sprawiedliwy - oceniał Murawski. - Jeśli chcemy być mistrzem Polski, to musimy grać w każdym meczu do końca sezonu tak dobrze przez pełne 90 minut, jak w drugiej połowie przeciwko Legii Warszawa - dodał z kolei trener Franciszek Smuda.
Z podziału punktów na Łazienkowskiej najbardziej zadowoleni są chyba pilkarze... Wisły Kraków. Jeśli wygrają wszystkie swoje spotkania do końca rozgrywek - w tym na własnym boisku z Legią - zdobęda tytuł mistrzowski. Komplet zwycięstw w ostatnich meczach gwarantuje z kolei sukces ekipie z Warszawy. Lech, który spadł po tej kolejce na trzecie miejsce ma punkt straty do obu rywali. Aby myślec o "majstrze" musi nie tylko sam wygrywać, ale także liczyć na potknięcia innych. - Uważam, że o tytule mistrza Polski zadecydują dopiero ostatnie 2-3 kolejki. Im bliżej finiszu rozgrywek, tym każde spotkanie będzie miało większą wagę - ocenia Marcin Kikut.
Legia Warszawa - Lech Poznań 1:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Chinyama (10.), 1:1 Lewandowski (75.)
Legia: Mucha - Rzeźniczak, Astiz Ż, Choto, Kiełbowicz - Giza, Borysiuk (68.Radović), Roger, Iwański Ż (81.Majkowski), Rybus - Chinyama.
Lech: Kotorowski - Kikut, Bosacki, Arboleda, Djurdjević - Peszko Ż (90.Cueto), Injac Ż (64.Wilk), Bandrowski, Murawski, Stilić - Lewandowski.
|