|
|
(fot. K. Bachorz)
|
Piłkarze Jaroty Jarocin długo nie mogli odnieść zwycięstwa w rundzie wiosennej II ligi. Teraz w ciągu trzech dni triumfowali dwukrotnie. W obu przypadkach na wyjeździe! W sobotę zespół Czesława Owczarka pokonał w Częstochowie miejscowy Raków 2:1.
W tym meczu wielkopolski zespół grał bez kontuzjowanych piłkarzy: Grzegorza Idzikowskiego i Piotra Niecia. Z kolei Bartosz Kieliba, który doznał w środę w Legnicy urazu, wszedł na plac gry dopiero w doliczonym czasie gry. Była to zmiana taktyczna. - Tak naprawdę miałem na ławce rezerwowych tylko dwóch zdrowych zawodników - opowiadał szkoleniowiec gości. Jednym z nich był 19-letni Tomasz Wiła, który na ostatnie 30 minut pojawił się na boisku. To on w końcówce spowodował karnego, które gospodarze wykorzystali i zdobyli w ten sposób kontaktowego gola. - Przez to ze spokojnego prowadzenia zrobiła się bardzo nerwowa końcówka. Skończyło się dla nas szczęśliwie. Na pewno jednak wyszło niedoświadczenie Tomka. Niepotrzebnie robił ryzykowny wślizg w polu karnym przy naszym dwubramkowym prowadzeniu - tłumaczył Owczarek.
Spotkanie skończyło się takim samym wynikiem, jak kilka dni wcześniej w Legnicy. I także jarocinianie prowadzili różnicą dwóch trafień. - Podobnie jak wcześniej zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę. Zamieszanie przed naszą bramką powstawało tylko po stałych fragmentach gry, szczególnie rzutach rożnych, do których gospodarze za wszelką cenę dążyli - relacjonował opiekun Jaroty. Goście potrafili w pierwszych 45 minutach wykorzystać jedną sytuację. Po dośrodkowaniu Macieja Manelskiego zamykający akcję Krzysztof Gościniak tylko dołożył głowę do piłki. Co ciekawe, w poprzednim występie ze względu na problemy zdrowotne Gościniak nie dotrwał do końcowego gwizdka sędziego. Na szczęście, mógł jednak zagrać w Częstochowie.
- Po przerwie nastawiliśmy się już na kontrataki. Szczególnie, że w podstawowym składzie kolejni piłkarze zgołosili problemy. Było ich dwóch, a jak już wcześniej mówiłem, pole manewru miałem bardzo ograniczone - mówił Owczarek. Po jednym z wypadów udało się podwyższyć wynik. Po prostopadłym zagraniu Kamil Stefaniak kopnął piłkę pod brzuchem interweniującego bramkarza. Potem goście kontrolowali wydarzenia, w końcówce po rzucie karnym dla Rakowa zrobiło się jednak nerwowo.
- Oba zespoły mają zgoła odmienne cele. Raków chciałby awansować do pierwszej ligi, a my chcemy utrzymać się w drugiej lidze. Dlatego jesteśmy bardzo szczęśliwi, że udało nam się pokonać wyżej notowanego przeciwnika. To jednak niewiele jeszcze wyjaśnia w tabeli. Szczególnie, że czekają nas kolejne ciężkie wyjazdy w następnych kolejkach. Najpierw do Torunia, a potem do Słubic. Skoro jednak nam tak dobrze idzie w roli gości, to spróbujemy kontynuować dobrą serię - podsumował ze śmiechem trener Jaroty.
Raków Częstochowa - Jarota Jarocin 1:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Gościniak (42.), 0:2 Stefaniak (62.), 1:2 Gliński (86. z karnego)
JAROTA: Hołubiec - Piróg, Grzegorzewicz, Garbarek, Oczkowski, Lisiecki, Czabański (60. Wiła), Manelski, Gościniak (70. Pacyński), Hercog, Stefaniak (90. Kieliba).
|