|
|
Zbigniew Zakrzewski wrócił na stadion przy Bułgarskiej. Mimo okazji - gola nie zdobył (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Pierwszy występ piłkarzy Warty Poznań na stadionie przy ul.Bułgarskiej nie przyniósł im zwycięstwa. Zieloni zremisowali z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza 0:0.
Inaugurację sezonu obejrzało z trybun miejskiego obiektu ponad trzy tysiące widzów. Wśród nich pojawił się nawet... obrońca Lecha Poznań Manuel Arboleda, który kibicował poznańskiemu pierwszoligowcowi. - W środę my będziemy kibicować jemu - mówił trener Warty Marek Czerniawski, mając na myśli mecz Kolejorza ze Spartą Praga. - Jestem zadowolony z atmosfery na trybunach. Na pewno gra się tutaj lepiej, niż w "Ogródku" - dodał opiekun Zielonych. - To jest obiekt, na którym chce sie grać. Ostatni raz występowałem tu z Polonią Warszawa. Cieszę się, że mogłem wrócić, tym razem w roli trenera - mówił z kolei szkoleniowiec gości Marcin Jałocha.
Z końcowego rezultatu na pewno bardziej był zadowolony trener beniaminka z Niecieczy. Jego drużyna lepiej spisywała się w pierwszej połowie, w której posiadała lekką przewagą. W szeregach gości aktywny był zwłaszcza Karol Piątek, ale to Marcin Szałęga mógł dać swojej drużynie prowadzenie. W 17. minucie po jego uderzeniu piłka trafiła w słupek. Warta chyba odrobinę "przespała" tę część gry, budząc się dopiero przed przerwą. Wtedy szanse na zdobycie bramki zmarnowali Maciej Wichtowski oraz debiutujący w ekipie Zielonych Zbigniew Zakrzewski, który przegrał pojedynek z Maciejem Budką. Nowy napastnik zespołu z Dolnej Wildy pokazał jednak, że na pewno będzie wzmocnieniem jego ofensywy. Na razie jeszcze brakowało mu skuteczności, ale też w ostatnich dniach miał trochę kłopotów zdrowotnych i musiał przyjmować antybiotyki. - To jeszcze nie jest "Zaki", którego znamy z Bułgarskiej. Ale z każdym treningiem gra coraz lepiej. Myślę, że jest to kwestia tygodnia albo dwóch. Jest swietnie przygotowany fizycznie, a jego atuty to siła i umiejetność znalezienia się w polu karnym - oceniał Czerniawski.
Właśnie 29-letni napastnik z dobrze mu znanym Piotrem Reissem stanowili największe zagrożenie dla gości w drugiej połowie. Najlepszą okazję do zmiany wyniku mieli w 63. minucie, gdy Budka najpierw odbił strzał Reissa, a próba dobitki Zakrzewskiego była nieudana. - Mieliśmy problem z Piotrkiem. Cały czas nam uciekał, chował się za obrońców i nagle wyskakiwał. Moi zawodnicy sobie z nim nie radzili - przyznawał później Jałocha. - Szczególnie po przerwie powinniśmy trafić do bramki i zapewnić sobie trzy punkty. Remis wprawdzie nie krzywdzi żadnej z drużyn, ale to my byliśmy bliżsi zdobycia gola - oceniał z kolei Reiss. Warto też dodać, że na początku tej odsłony sędzia Marcin Szrek z Kielc mógł podyktować rzut karny za faul na Pawle Iwanickim.
Sprawiedliwie trzeba także przyznać, że i goście mieli swoje szanse na trafienie do siatki. Dwukrotnie niebezpiecznie uderzał Piotr Trafarski, a już w doliczonym czasie gry - po błędzie Alaina Ngamayamy, Łukasz Radliński wyłuskał wślizgiem piłkę spod nóg atakującego Łukasza Cichosa. - Mieliśmy momenty dobrej i słabszej gry. Mieliśmy też sytuacje, w których mogliśmy strzelić bramkę - komentował Jałocha. - Szala zwycięstwa przechylała się na jedną i na drugą stronę. Słabo było ze skutecznością. My się jeszcze zgrywamy. To dopiero drugi nasz mecz w tym składzie - tłumaczył z kolei Czerniawski.
WARTA POZNAŃ - TERMALICA BRUK-BET NIECIECZA 0:0
WARTA: Radliński - Zawadzki (90.+3 Świergiel), Wichtowski, Jasiński, Ngamayama - Iwanicki, Wojciechowski (88. Miklosik), Szałas (58. Laskowski), Magdziarz - Reiss, Zakrzewski.
TERMALICA BRUK-BET: Budka - Kubowicz Ż, Kiercz, Cios, Jacek, Szałęga, Prokop, Piątek Ż, Kot (67. Fedoruk), Szczoczarz (90.+2 Jędryka), Trafarski (76. Cichos).
Sędziował: Marcin Szrek (Kielce)
Kibiców: 3 500
|