|
|
(fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Piłkarzom Lecha Poznań nie udało się po raz piąty w historii zdobyć Superpucharu. Kolejorz przegrał w Płocku z Jagiellonią Białystok 0:1. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył w końcowce spotkania Tomasz Frankowski.
- Ten strzał to była czysta formalność - stwierdził później gracz Jagielloni, który uderzeniem głową po dokładnej wrzutce Jarosława Laty pokonał Jasmina Buricia. Do końca meczu było wtedy raptem siedem minut...
Lech potraktował Superpuchar jako sprawdzian dla zawodników rezerwowych. Trener Jacek Zieliński dał wolne siedmiu podstawowym graczom z meczu w Pradze - w podstawowej jedenastce ostali się tylko Sławomir Peszko, Siergiej Kriwiec i Bartosz Bosacki, zaś Semir Stilić wszedł na boisko w drugiej połowie. Zieliński mógł więc poeksperymentować - Kriwiec wreszcie grał w środku pomocy, podobnie jak Wilk. Szkoda tylko, że niewiele to mistrzom Polski dawało. Dość szybko zresztą skład Lecha został osłabiony - po kontuzji już w 17. minucie boisko musiał opuścić Ivan Djurdjević. - W trakcie rozgrzewki poczułem ból w stawie skokowym, ale myślałem, że dam radę zagrać. W trakcie wyskoku znów go poczułem i wiedziałem, że to koniec. Sam poprosiłem o zmianę. Nie wiem, jak poważny jest ten uraz, dowiem się w poniedziałek - stwierdził Djurdjević. Dość kurtuazyjnie dodał, że jego nieobecność w środowym meczu ze Spartą Praga nie będzie miała większego znaczenia, bo Lech ma sporo młodych zawodników, którzy dziś udowodniła, że warto jej dawać szansę. Nie do końca to jednak prawda - gdy w składzie Lecha pojawia się zbyt wielu mało doświadczonych graczy, "Kolejorz" spisuje się słabiej.
Lech w pierwszym kwadransie miał sporą przewagę i jedną dobrą okazję bramkową. Peszko zabrał piłkę Krzysztofowi Husowi, dośrodkował ją prosto na nogę Jakuba Wilka, ale strzał pomocnika Kolejorza zablokował przed bramką Andrius Skerla. Mniej więcej od 20. minuty inicjatywę przejęła Jagiellonia, ale zdobywcy Pucharu Polski też mieli problem z płynną grą i stwarzaniem okazji. W 29. minucie po sprytnie wykonanym rzucie rożnym zza pola karnego uderzał Hus - piłka otarła się jeszcze o Wilka i o centymetry minęła słupek. Lech odpowiedział dwoma strzałami w środek bramki Kriwca oraz piękną akcją Białorusina z Peszką. Ten pierwszy zagrał piłkę piętą, a Peszko z dość ostrego kąta uderzył wzdłuż bramki. - Przegraliśmy, bo znów zabrakło skuteczności. To element, z którym walczymy od dłuższego czasu - analizował Djurdjević.
Po przerwie lepszym zespołem była Jagiellonia, ale obie ekipy grały dość ospale. Sytuacji też nie było wiele - strzał w środek bramki Kamila Grosickiego oraz "główka" nad poprzeczką Thiago Cionka - to sytuacje Jagiellonii. Lech nawet takich nie miał. Zmieniło to dopiero wejście na boisko Tomasza Frankowskiego - "Łowca Bramek" wykorzystał w końcu dobre dośrodkowanie Jarosława Laty, ale i złe ustawienie Marcina Kamińskiego. Strzałem głową pokonał Buricia. - To była czysta formalność. Na słowa uznania bardziej zasługuje dokładne podanie Jarka - przyznał Frankowski.
Lech rzucił się do ataku, a sytuację miał o tyle ułatwioną, że rywale grali w osłabieniu. Kontuzji doznał bowiem Cionek. W 88. minucie zza pola karnego niecelnie strzelał Bosacki, a w 92. minucie wyrównać powinien Joel Tshibamba. Po zagraniu Kikuta świetnie przerzucił sobie piłkę nad Grzegorzem Sandomierskim, ale do kopnięcia futbolówki do siatki zabrakło mu miejsca.
Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 0:1 (0:0)
Bramka: Frankowski (84.)
Lech: Burić - Kikut Ż, Bosacki, Djurdjević (17. Kamiński), Henriquez - Peszko (70. Stilić), Zapotoka (46. Mikołajczak), Wilk, Możdżeń Ż, Kriwiec - Tshibamba.
Jagiellonia: Sandomierski Ż - Norambuena, Skerla, Thiago, Hus - Grosicki, Hermes (46. Kascelan Ż), Grzyb, Burkhardt, Kupisz Ż (75. Frankowski) - Trytko (46. Lato).
|