|
|
Kamil Drygas zaliczy w Pradze udany debiut w seniorskiej drużynie Lecha, ale jego drużyna i tak przegrała (fot. Andrzej Grupa)
|
Niezła pierwsza połowa i słaba druga - tak wyglądał wyjazdowy mecz piłkarzy Lecha Poznań ze Spartą Praga w III rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów. Przez 75 minut Kolejorz mógł mieć nadzieję na wywiezienie korzystnego wyniku, ale w końcu do siatki gości trafił Erich Brabec. Rewanż za tydzień na Bułgarskiej.
Na stadionie Generali Arena okazało się, że Sparta nie jest takim strasznym zespołem, jakim go wcześniej malowano. Tym wiekszy żal, iż poznaniakom nie udało się wywalczyć przynajmniej remisu. Podstawowy powód, to brak argumentów w ofensywie. Po odejściu Roberta Lewandowskiego w ataku mistrzów Polski pozostała wielka dziura, której na razie nawet w małym stopniu nie są w stanie wypełnić następcy. Artur Wichniarek poza jedną akcją wypadł w Pradze bezbarwnie, a zastępujący go w końcówce nowy nabytek Lecha - Joel Tshibamba w roli "jokera" się nie sprawdził. Obaj potrzebują czasu na odpowiednie wkomponowanie się w zespół. Do tego dochodzi słabsza dyspozycja ofensywnego tercetu pomocników - Sławomir Peszko, Semir Stilić i Siergiej Kriwiec. A nie da się wygrać bitwy jeśli brakuje armat.
Groźne akcje poznaniaków w meczu ze Spartą można było policzyć na palcach jednej ręki. W 8. minucie po dośrodkowaniu Kriwca z rzutu rożnego, bramkarz gospodarzy Jaromir Blazek najpierw obronił strzał głową Manuela Arboledy, a po chwili odbił piłkę po uderzeniu z dystansu Kamila Drygasa. Szkoda tych szans, bo Sparta w tej części spotkania sprawiała wrażenie lekko zaskoczonej dobrą postawą gości. I choć mecz był wyrównany, to bliżsi trafienia do siatki byli zawodnicy Lecha. Groźnie uderzał jeszcze Kriwiec, ale w pierwszej połowie gole nie padły.
Osobne słowa pochwały należą się niespełna 19-letniemu Drygasowi, który miał okazję zadebiutować w pierwszym zespole Kolejorza. Zastąpił słabo spisującego się w ostatnim spotkaniu z Interem Ivana Djurdjevicia i zwłaszcza przed przerwą spisywał się naprawdę dobrze. W drugiej odsłonie było już odrobinę gorzej, ale wtedy cała drużyna Kolejorza grała słabo. Sparta przejęła inicjatywę i zepchnęła poznaniaków do dość głębokiej defensywy. Na polu karnym gości coraz częściej dochodziło do niebezpiecznych sytuacji. Dwukrotnie okazje zmarnował Bony Wilfried, a raz Kolejorza uratował słupek. W 76. minucie limit szczęścia się wyczerpał. Odbita od nóg Arboledy piłka trafiła do Ericha Brabeca, którego nie zdołał powstrzymać odrobinę spóźniony Grzegorz Wojtkowiak. Zawodnik Sparty precyzyjnym strzałem przy słupku nie dał szans Krzysztofowi Kotorowskiemu.
Ten wynik utrzymał się już do końca spotkania, choć gospodarze mieli jeszcze szanse na kolejne gole. Lechici w tej odsłonie rzadko zagrażali czeskiej bramce. Najbliżej szczęścia byli po uderzeniu Stilicia zza pola karnego, gdy po rykoszecie od jednego z obrońców piłka przelobowała Blazka i poleciała minimalnie obok słupka. Do tego można też dodać jedną akcję Wichniarka, po której lechici wywalczyli rzut rożny oraz strzał z wolnego Kriwca - celny, ale zbyt słaby, aby zaskoczyć bramkarza.
- Czegoś nam jeszcze brakuje do formy z wiosny. Tego błysku. Ale każdy następny mecz będzie pracował na nasza korzyść - komentował po spotkaniu trener Jacek Zieliński. W Pradze było lepiej, niż w poprzednim starciu z Interem Baku. Czy w rewanżowym starciu ze Spartą, które odbędzie się za tydzień na Bułgarskiej należy się spodziewać kolejnego postępu? Oby, bo jak widać, na razie wciąż górą są rywale.
SPARTA PRAGA - LECH POZNAŃ 1:0 (0:0)
Bramka: 1:0 Brabec (76.)
SPARTA: Blazek - Kladrubsky, Repka, Brabec, Pamic - Hohender - Sionko, Kucka Ż, Matejovsky (90.+3 Hejda), Kadlec (73. Jeslinek) - Wildried Ż (86. Tresnak).
LECH: Kotorowski - Wojtkowiak Ż, Arboleda, Bosacki, Gancarczyk - Injac, Drygas Ż - Peszko, Stilić (86. Wilk), Kriwiec (85. Mikołajczak) - Wichniarek (77. Tshibamba).
Sędziował: Paolo Tagliavento (Włochy)
|