|
|
Aleksandar Tonew (z prawej) często uciekał Jakubowi Bartkowskiemu, ale później nie potrafił dobrze dośrodkować piłki (fot. Andrzej Grupa)
|
Piłkarze Lecha Poznań nie strzelili gola w ekstraklasie już od 476 minut. W niedzielę na dodatek nie wywalczyli nawet punktu, bowiem ulegli na Bułgarskiej Widzewowi Łódź 0:1. Trenera Jose Marii Bakero żegnały gwizdy i niezbyt kulturalne okrzyki kibiców. Część z nich machała też białymi chusteczkami, domagając się pożegnania z hiszpańskim szkoleniowcem.
”Guantanamera, czas już wyj... Bakera” - to jedna z przyśpiewek, która rozległa się na trybunach w drugiej połowie niedzielnego spotkania. To właśnie na głowę opiekuna Lecha spadło najwięcej mało parlamentarnych słów, ale swoją porcję gwizdów otrzymali także piłkarze. Presja około 10-tysięcznej widowni była spora. Każda przedłużająca się wymiana podań na własnej połowie, czy wycofanie piłki do obrońców kwitowane były od razu gwizdami. Kibice dobrze bowiem pamiętali, że w poprzednich spotkaniach z długiego posiadania piłki przez poznaniaków nic nie wynikało i domagali się bardziej ofensywnej gry.
W pierwszej połowie jeszcze nie mogli specjalnie narzekać. Gospodarze uzyskali bowiem sporą przewagę, grali szybko i często atakowali bramkę Macieja Mielcarza. Tyle tylko, że wciąż nie potrafili umieścić piłki w siatce. W okolicach pola karnego lechitom brakowało precyzji, nieudane były próby strzałów z dystansu, a z paru rzutów rożnych poważne zagrożenie przyniósł tylko jeden. W 22. minucie po dośrodkowaniu Semira Stilicia głową z bliska uderzał Marcin Kamiński, ale piłkę instynktownie odbił Mielcarz. - Byłem przekonany, że wpadnie do bramki. Myślałem, że już była za linią - mówił później stoper Kolejorza. Drugą świetną okazję poznaniacy mieli tuż przed przerwą, gdy dośrodkowania aktywnego w tej cześci meczu Aleksandara Tonewa nie wykorzystał Stilić. - W pierwszej połowie zagraliśmy dobry mecz. Staraliśmy się grać tak, jak zapowiadaliśmy, czyli skrzydłami. Brakowało tylko bramki. Gdybyśmy ją strzelili, to na pewno później zdobylibyśmy następne - oceniał Dimitrije Injac.
Zepchnięty do defensywy Widzew przed przerwą nie zagroził specjalnie Jasminowi Buriciowi. Bośniak pewnie wyłapał jeden strzał Piotra Grzelczaka, a raz ponad poprzeczką główkował Jarosław Bieniuk. - Mieliśmy trudny początek, gdy Lech zepchnął nas do defensywy i nie potrafiliśmy dłużej utrzymać piłki. Ale później z minuty na minutę było coraz lepiej - komentował trener łodzian Radosław Mroczkowski.
Niezła pierwsza odsłona rozbudziła na pewno nadzieje kibiców. Niestety w drugiej zostali brutalnie sprowadzeni na ziemię. Musieli bowiem znów oglądać takiego samego Lecha, jak w ostatnim starciu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Grającego statycznie, niedokładnie i bardziej w poprzek boiska, niż do przodu. Irytacja widowni rosła z każdą kolejną nieskuteczną próbą zbudowania przez gospodarzy akcji ofensywnej. Zwłaszcza, że od 58. minuty Lech musiał walczyć już nie tylko o przełamanie strzeleckiej niemocy, ale również przynajmniej o punkt. Ładnym uderzeniem z dystansu popisał się bowiem Portugalczyk Bruno Pineihro. Burić nie był w stanie sięgnąć piłki, która tuż przy słupku wpadła do poznańskiej bramki.
Niestety, później było już tylko gorzej. Kolejorz wprawdzie po kilku minutach otrząsnął się z szoku po starcie gola, ale nadal spisywał się słabo. Przez całą drugą połowę lechici tylko raz poważniej zagrozili rywalom. W 74. minucie uderzenie Tonewa z dystansu sparował Mielcarz. Inne akcje gospodarzy kończyły się najczęściej niecelnymi podaniami lub strzałami na wiwat. Dzięki temu łodzianie utrzymali skromne prowadzenie do ostatniego gwizdka sędziego.
- Nie wiem z czego wynika, że nie możemy strzelić bramki. Nie potrafię znaleźć wytłumaczenia. Trudno powiedzieć, co się dzieje - komentował zakłopotany Kamiński. - Zobaczymy, co powie trener - dodał stoper Kolejorza. Bakero żegnały po meczu gwizdy i wspomniane wcześniej niezbyt kulturalne okrzyki kibiców. Część widzów machała też białymi chusteczkami, domagając się pożegnania z hiszpańskim szkoleniowcem. Lech po tej kolejce spadł na 7. miejsce w tabeli ekstraklasy. Do liderującego Śląska Wrocław traci dziewięć punktów.
LECH POZNAŃ - WIDZEW ŁÓDŹ 0:1 (0:0)
Bramka: Pinheiro (57.)
LECH: Burić - Wojtkowiak, Wołąkiewicz (46. Bruma), Kamiński, Henriquez - Kriwiec (64. Wilk), Injac (76. Ubiparip), Murawski, Stilić, Tonev - Rudniew.
WIDZEW: Mielcarz - Bartkowski, Ukah, Bieniuk, Dudu - Pinheiro, Abbes - Budka (90. Mroziński), Panka, Ostrowski (46. Okachi) - Grzelczak (90.+3 Stępiński).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa)
|