|
|
Semir Stilić był najbliżej pokonania bramkarza Podbeskidzia (fot. Przemek Modliński)
|
Trwa niemoc piłkarzy Lecha Poznań. Kolejorz w czwartym meczu ligowym z rzędu nie zdołał zdobyć bramki. W poniedziałek po kiepskiej grze tylko zremisował na wyjeździe z Podbeskidziem Bielsko-Biała 0:0.
Na zwycięstwo na pewno jednak poznaniacy nie zasłużyli. Przez godzinę grali bowiem fatalnie. Ich akcje były wolne, na dodatek razili w nich niedokładnością i zupełnie nie potrafili zagrozić bramce gospodarzy. Niewidoczny był w ataku Bartosz Ślusarski, liczne straty notowali w środku pola Rafał Murawski i Mateusz Możdżeń, a gra Jakuba Wilka w wyjściowym składzie zakrawa na kpinę. Także w defensywie nie obyło się bez błędów. O dziwo, popełniał je pewny zazwyczaj Hubert Wołąkiewicz. Na początku drugiej połowy wręcz wyłożył on piłkę przed polem karnym Liranowi Cohenowi, ale zawodnik z Izraela nie wykorzystał prezentu. Chwilę wcześniej stopera Lecha ograł Sebastian Ziajka, lecz żaden z jego partnerów nie zdołał dojść do podania. Jeszcze w pierwszej połowie Jasmina Buricia starali się też zaskoczyć Matej Nather i Robert Demjan. Kolejorz przez godzinę praktycznie nie zagroził za to Richardowi Zajacowi.
Grę poznaniaków ożywiło dopiero wejście na boisko Semira Stilicia i Artioma Rudniewa. Obaj rozpoczęli mecz na ławce rezerwowych. Łotysz niedawno leczył uraz mięśnia i nie był gotowy na występ przez 90 minut. Z kolei brak Bośniaka trener Jose Marii Bakero tłumaczył chęcią oszczędzenia mu ciężkiej i fizycznej walki na boisku. Początkowo wydawało się, że ten manewr może przynieść efekty. Od momentu pojawienia się na murawie obu piłkarzy, Kolejorz uzyskał bowiem dość sporą przewagę i przede wszystkim w końcu zaczął stwarzać sobie dobre okazje do zdobycia gola. Żadna z nich nie została jednak wykorzystana. Niecelnie strzelali Rudniew, Stilić oraz dwukrotnie Możdżeń. Na dodatek szturm poznaniaków trwał zaledwie kwadrans. Później goście znów zaczęli razić statyczną grą i brakiem dokładności. W 84. minucie "piłkę meczową" zmarnował Stilić. Po dośrodkowaniu Aleksandara Tonewa i uderzeniu głową Bośniaka futbolówka poleciała minimalnie obok słupka. W końcówce więcej działo się nawet na polu karnym Lecha, bowiem w doliczonym czasie Podbeskidzie wykonywało dwa rzuty rożne. Na posterunku był jednak Burić.
Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, który kibiców Kolejorza na pewno nie może zadowolić. I nie zmieni tego fakt, że beniaminek z Bielska-Białej pokonał już w tym sezonie dwóch innych kandydatów do mistrzowskiego tytułu - warszawską Legię i Wisłę Kraków. Do liderującego w tabeli Śląska Wrocław lechici tracą już dziewięć punktów. Bardziej od zwiększającego się dystansu niepokoi jednak fatalny styl w jakim grali poznaniacy oraz ich przedłużająca się niemoc strzelecka. Dla zespołu Jose Marii Bakero było to już czwarte ligowe spotkanie bez zdobytego gola!
Podbeskidzie Bielsko-Biała - Lech Poznań 0:0
Podbeskidzie: Zajac - Sokołowski Ż, Dancik, Konieczny, Górkiewicz - Patejuk (79. Rogalski), Nather, Łatka, Cohen Ż (64. Malinowski), Ziajka - Demjan (75. Cieśliński).
Lech: Burić - Wojtkowiak, Wołąkiewicz, Kamiński, Henriquez Ż - Wilk Ż (75. Tonew), Injac, Możdżeń, Murawski, Kriwiec Ż (62. Rudniew) - Ślusarski (62. Stilić).
Sędziował: Marcin Borski (Warszawa)
|