|
|
Artjom Rudniew i Tomasz Jodłowiec (fot. Andrzej Grupa)
|
Trwa niemoc piłkarzy Lecha Poznań. Kolejorz przegrał w piątek na wyjeździe z warszawską Polonią 0:1 i był to jego trzeci ligowy mecz z rzędu bez strzelonego gola. Na dodatek w końcówce spotkania kontuzji doznał Artiom Rudniew.
Dwa poprzednie występy lechitów kończyły się bezbramkowymi remisami. W starciach z Lechią Gdańsk i Legią Warszawa poznaniacy nie grali jednak źle. Brakowało im jedynie skuteczności w sytuacjach, które sobie stwarzali pod bramką rywali. W piątkowym meczu z Polonią było już źle pod każdym względem. Poznaniacy grali monotonnie, bez zmiany tempa, a na dodatek niedokładnie. Często też irytowali niepotrzebnym wycofywaniem piłki przed własne pole karne, choć z powodzeniem mogli kontynuować akcję w drugą stronę. Charakterystyczne dla Kolejorza długie wymiany podań na swojej połowie i szukanie szansy na przeprowadzenie ataku tym razem nie przynosiły efektu. Nic dziwnego, że przez całe spotkanie goście stworzyli tak naprawdę tylko jedną groźną sytuację. W 33. minucie Ivan Djurdjević odebrał piłkę Łukaszowi Trałce, ta trafiła do Semira Stilicia, który podał do Artioma Rudniewa. Łotysz minął obrońcę, ale mając przed sobą tylko Michała Gliwę nie trafił nawet w bramkę.
To kolejna w ostatnim okresie sytuacja, której nie potrafił wykorzystać najskuteczniejszy strzelec ekstraklasy. Ostatni raz w lidze trafił do siatki ponad miesiąc temu. I być może na następne gole przyjdzie nam jeszcze poczekać, bowiem w końcówce piątkowego spotkania Rudniew doznał kontuzji mięśnia dwugłowego. Na boisku dotrwał wprawdzie do ostatniego gwizdka (Lech wyczerpał wcześniej limit zmian), ale raczej już tylko statystował, a murawę opuszczał z wyraźnym grymasem bólu na twarzy. Więcej na temat urazu Łotysza dowiemy się w niedzielę.
Zrzucanie winy za porażkę tylko na jego barki byłoby jednak nadużyciem. Na Konwiktorskiej cały zespół Lecha grał słabo. Niewidoczny był Stilić, zdecydowanie słabiej niż w meczu z Legią spisywali się Rafał Murawski i Ivan Djurdjević. Obrońcy z kolei nie zawsze radzili sobie z atakami Polonii, która może jakoś swoją postawą nie zachwycała, ale potrafiła stwarzać niebezpieczne sytuacje pod polem karnym Lecha. Między innymi wykonywała aż 14 rzutów rożnych przy tylko 4 Kolejorza! Gola na wagę zwycięstwa zdobyła jednak z akcji. Po dośrodkowaniu Dorde Cotry głową strzelał Pavel Sultes, Jasmin Burić odbił piłkę przed siebie, ale dopadł do niej Edgar Cani i wpakował do siatki. Była 90. minuta meczu...
Po piątkowej porażce poznaniacy spadli na czwarte miejsce w tabeli ekstraklasy. Wyprzedziła ich właśnie Polonia, a zapewne na tym się nie skończy, bowiem szansę zdystansowania Lecha mają jeszcze trzy następne zespoły. Wydaje się jednak, że ważniejsze od pozycji w zestawie jest teraz odzyskanie przez Kolejorza skuteczności z początku sezonu. I trzymanie kciuków, by uraz Rudniewa nie okazał się zbyt groźny. Łotysz wprawdzie ostatnio zawodzi ale bez niego siła ofensywna poznańskiego zespołu praktycznie nie istnieje. Na szczęście w związku z reprezentacyjną przerwą następne spotkanie Kolejorz rozegra dopiero za dwa tygodnie.
POLONIA WARSZAWA - LECH POZNAŃ 1:0 (0:0)
Bramka: Cani (90.)
POLONIA: Gliwa - Todorovski, Baszczyński Ż, Sadlok, Cotra - Trałka Ż, Jodłowiec - Bonin (69. Wszołek), Jeż, Brzyski (62. Cani) - Sultes (90.+2 Piątek).
LECH: Buric - Wojtkowiak, Wołąkiewicz, Kamiński, Henriquez - Injac, Djurdjević (46. Tonew), Murawski - Stilić (82. Drygas), Kriwiec (58. Możdżeń) - Rudniew Ż.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin)
|