|
|
Artjoms Rudnevs zdobył dwa kolejne gole i ma już na koncie 14 trafień! (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Piłkarze Lecha Poznań na jeden dzień wrócili na fotel lidera ekstraklasy. W sobotę pokonali na wyjeździe Cracovię 3:0. Kolejne dwie bramki zapisał na swoim koncie Artjoms Rudnevs, a pierwszego gola po długiej przerwie zdobył Rafał Murawski.
Pomocnik Kolejorza ostatni raz w barwach poznańskiego zespołu trafił do siatki w maju 2009 roku podczas spotkania z warszawską Polonią. Później przeszedł do Rubina Kazań, a od momentu powrotu na Bułgarską jeszcze bramki nie zdobył. Udało mu się to w sobotnim starciu z Cracovią i to już w 4. minucie spotkania, gdy płaskim strzałem zza pola karnego pokonał Szymona Gąsińskiego. Tym golem Murawski mocno ostudził zapędy gospodarzy, którzy od początku meczu odważnie zaatakowali bramkę Lecha.
Bohaterem w ekipie Kolejorza został jednak po raz kolejny Artjoms Rudnevs. Łotysz przez całe spotkanie był bardzo aktywny, nie dając chwili oddechu defensywie krakowian. Do siatki mógł trafić już w pierwszej połowie. Parę razy zabrakło mu centymetrów, by sięgnąć zagrywanej przez partnerów piłki, a w 25. minucie - po błędzie Mateusza Żytki - znalazł się sam na sam z bramkarzem Cracovii, lecz strzelił tuż obok słupka. Po przerwie był już jednak dla rywali bezlitosny. W 48. minucie wykorzystał dośrodkowanie Mateusza Możdżenia i głową posłał piłkę do siatki, a w końcówce spotkania - po kolejnym fatalnym błędzie Żytki - popędził na bramkę gospodarzy, minął Gąsińskiego i zdobył trzeciego gola dla Lecha. Było to zarazem jego 14. trafienie w sezonie! Tyle samo w... całych rozgrywkach zdobył ostatni "król strzelców" ekstraklasy - Tomasz Frankowski!
Nie da się ukryć, że dwie szybko zdobyte bramki - w pierwszej i drugiej połowie - mocno ułatwiły lechitom zadanie. Po tych ciosach Cracovia długo bowiem dochodziła do siebie. Z biegiem czasu wprawdzie łapała oddech i kilka razy na polu karnym Kolejorza robiło się gorąco, ale poza tym lepiej zorganizowany zespół gości radził sobie z akcjami gospodarzy. W ekipie krakowian najbliżej szczęścia był Tamir Kahlon. Izraelski piłkarz jednak fatalnie skiksował w polu karnym. Poza tym ostatniej w tabeli drużynie spod Wawelu brakowało argumentów, by poważniej zagrozić w miarę spokojnie grającym poznaniakom.
Po sobotnim zwycięstwie Lech - dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu - awansował na pozycję lidera T-Mobile Ekstraklasy. Nie utrzyma go jednak do końca tej kolejki. Zespół Jose Marii Bakero na pewno wyprzedzi bowiem jedna z drużyn, które zmierzą się ze sobą w niedzielę - Śląsk Wrocław lub Polonia Warszawa.
Cracovia - Lech Poznań 0:3 (0:1)
Bramki: 0:1 Murawski (4.), 0:2 Rudnevs (48.), 0:3 Rudnevs (83.)
Cracovia: Gąsiński - Struna, Żytko, Kosanović, Puzigaca - Visnakovs, Radomski (77. Szeliga), Bartczak, Ntibazonkiza, Kahlon (66. Dudzic) - van der Biezen (58. Niedzielan).
Lech: Kotorowski - Wojtkowiak, Wołąkiewicz, Kamiński, Henriquez - Możdżeń, Injac, Murawski, Stilić (77. Tonew), Kriwiec (68. Drygas) - Rudnevs (86. Wilk).
|