|
|
Artjoms Rudnevs zdobył we Wrocławiu swojego 12. gola w sezonie, ale z punktów cieszyli się piłkarze Śląska (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Skończyła się dobra passa piłkarzy Lecha Poznań w wyjazdowych meczach ze Śląskiem Wrocław. Kolejorz po słabej grze uległ w piątek rywalom 1:3. Porażki nie osłodziła nawet 12. bramka w sezonie zdobyta przez Artjomsa Rudnevsa.
W trzech ostatnich ligowych spotkaniach poznaniacy wywozili ze stadionu przy ul. Oporowskiej komplet punktów. W piątek ta seria została przerwana i to w sposób nie podlegający dyskusji. Coż z tego, że przewaga w posiadaniu piłki była zdecydowanie po stronie gości, skoro wrocławianie okazali się zespołem skuteczniejszym i przede wszystkim popełniającym mniej błędów w defensywie. Bo to one zadecydowały o losach spotkania. Każdy ze straconych goli obciążał konto obrony Lecha. W 11. minucie Luis Henriquez dał się wyprzedzić Piotrowi Celebanowi i Śląsk objął prowadzenie. Jeszcze przed przerwą poznaniacy pozwolili dośrodkować z linii Waldemarowi Sobocie, a Łukasz Madej płaskim uderzeniem zza pola karnego podwyższył wynik. Piłki zmierzającej do siatki nie sięgnęli ani Marcin Kamiński, ani Krzysztof Kotorowski. Koszmarny błąd tego drugiego w 72. minucie był podsumowaniem całej postawy defensywy Kolejorza w tym spotkaniu. Bramkarz Lecha wybił piłkę wprost pod nogi Cristiana Diaza, a ten efektownym lobem zdobył trzeciego gola dla Śląska!
W piątek jednak nie tylko gra obronna była mankamentem poznańskiego zespołu. Także w ofensywie brakowało mu argumentów. Goście nie potrafili sobie poradzić z cofniętą drużyną rywali i nie mieli pomysłu na sforsowanie jej defensywy. A nawet, gdy się to udawało, brakowało im szczęścia. Przed przerwą w poprzeczkę trafił Artjoms Rudnevs, w drugiej odsłonie to samo spotkało Rafała Murawskiego. Łotysz umieścił piłkę w siatce dopiero w 81. minucie, dobijając strzał Mateusza Możdżenia. Zdobył swojego 12. gola w sezonie, ale marna była to pociecha wobec porażki w całym meczu. Zresztą w końcówce - prowadząc 3:0 - Śląsk nie grał już bowiem tak konsekwentnie, jak wcześniej.
Piątkowe spotkanie pokazało po raz kolejny, że Lech jest zespołem, który tracąc pierwszy bramkę, nie potrafi już odwrócić losów meczu. Tak było w dwóch wcześniejszych przypadkach - przegranych z Górnikiem Zabrze i Wisłą Kraków. Tak samo stało się we Wrocławiu. Ten ostatni przypadek był chyba najbardziej bolesny ze wszystkich.
Śląsk Wrocław - Lech Poznań 3:1 (2:0)
Bramki: 1:0 Celeban (11.), 2:0 Madej (38.), 3:0 Díaz (72.), 3:1 Rudnevs (81.)
Śląsk: Kelemen - Socha, Celeban, Pietrasiak, Pawelec - Sobota, Sztylka (46. Dudek), Elsner, Mila (80. Cetnarski), Madej - Voskamp (68. Díaz).
Lech: Kotorowski - Wojtkowiak, Wołąkiewicz, Kamiński, Henriquez - Stilić, Injac (82. Drygas), Murawski (78. Możdżeń), Kriwiec, Tonew (57. Wilk) - Rudnevs.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
|