|
|
Artjom Rudniew w siedmiu kolejkach uzbierał aż 11 goli, czyli tyle, co przez cały poprzedni sezon w ekstraklasie (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Czwartego hat-tricka w barwach Lecha Poznań strzelił Artjom Rudniew. Zrobił to dokładnie rok po pierwszym, najbardziej pamiętnym, bo wbitym słynnemu Juventusowi Turyn. Dzisiaj trzy gole Łotysza przyczyniły się do pokonania 4:1 Jagiellonii Białystok. Kolejorz wrócił na fotel lidera ekstraklasy. Czy utrzyma się na nim po zakończeniu 7. kolejki?
16 września 2010 roku Lech Poznań rozpoczynał rywalizację w fazie grupowej Ligi Europy na Stadio Olimpico di Torino. Zremisował z Juventusem 3:3, a wszystkie gole dla poznańskiego zespołu wbił Artjom Rudniew, o którym zrobiło się wtedy bardzo głośno nie tylko w Polsce. Z miejsca napastnik trafił do notatników menedżerów wielu europejskich klubów. Dokładnie rok po tamtym wydarzeniu - w piątkowy wieczór przy Bułgarskiej - Łotysz ustrzelił swojego czwartego hat-tricka od momentu przyjścia do Poznania. A trzeciego w tym sezonie T-Mobile Ekstraklasy, choć przezcież za nami zaledwie siedem kolejek! - Jeszcze nigdy nie zdobyłem w jednym meczu czterech bramek. Dzisiaj próbowałem, ale się nie udało - uśmiechał się po zakończeniu rywalizacji przeciwko Jagiellonii.
Starcie Lecha i Jagiellonii było reklamowane jako pojedynek Rudniewa oraz Tomasza Frankowskiego, czyli dwóch głównych kandydatów do wywalczenia korony króla strzelców. Lechita znokautował swojego rywala. Superstrzelec z Białegostoku nie miał swojego dnia. W pierwszej połowie złym podaniem zaprzepaścił bardzo ciekawy kontratak, a po zmianie stron (już przy wyniku 4:1) zmarnował stuprocentową okazję. Takie zwykle wykorzystuje z zamkniętymi oczami. A tym razem na dodatek przy tej próbie doznał kontuzji. - Podkręcił staw skokowy i jest to problem, bo brakuje nam napastników - mówił trener Jagiellonii Czesław Michniewicz, który dodał również: - Trudno być zadowolonym jak się przegrywa 1:4. Kluczowym momentem była utrata drugiej bramki. Cała nasza drużyna była w polu karnym i powinniśmy uniknąć tej straty. Przy trzecim i czwartym golu nie mogę mieć już żadnych pretensji do moich podopiecznych. Lech był lepszy i wygrał zasłużenie.
Trudno się z nim nie zgodzić, choć przed przerwą kibice mogli mieć wątpliwości, czy Kolejorz zdoła wywalczyć trzy punkty. Gospodarze rozpoczęli z wielkim animuszem, czyli podobnie jak przed tygodniem przeciwko Wiśle Kraków. Debiutujący w ekstraklasie bramkarz Krzysztof Baran fantastycznie odbił jednak na przykład strzał głową Rudniewa. W końcu goście zostali skarceni, choć stało się to już w momencie, kiedy zaczęli się odgryzać kontratakami. Marciano Bruma dośrodkował w pole karne piłkę, nie trafił w nią Mateusz Możdżeń, czym zmylił Andriusa Skerlę, a Rudniew uprzedził golkipera Jagiellonii. Lech mógł od tego momentu kontrolować grę - tyle, że zaczęły się przytrafiać proste błędy, które umozliwiły wyrównanie. Krzysztofa Kotorowskiego w sytuacji sam na sam pokonał Dawid Plizga. Już do przerwy poznaniacy nie mogli odzyskać właściwego rytmu - znów potwierdziło się, że źle na drużynę wpływa stracona bramka.
Pomyłki w pierwszych 45 minutach przytrafiały się szczególnie obrońcom, którzy mieli problem z wyprowadzaniem piłki z własnej połowy. Na dodatek, Bruma grał dosyć ostro, został ukarany przez sędziego kartką i groziło mu, że zostanie wyrzucony z boiska. Dlatego w przerwie nastąpiła zmiana - w miejsce Holendra wszedł Marcin Kamiński. - Dzięki temu na prawą stronę defensywy mógł wrócić Grzegorz Wojtkowiak. Marcin z kolei dobrze umie wyprowadzać piłkę. Jeśli chce się grać bardziej ofensywnie, wcale nie trzeba za gracza defensywnego wprowadzać ofensywnego - tłumaczył trener Jose Maria Bakero i trzeba mu przyznać rację. Gra Kolejorza znów bowiem zaczęła się zazębiać. W końcu nastąpiło siedem minut, które wstrząsnęło Jagiellonią. W tym krótkim okresie poznaniacy wbili aż trzy bramki! Ważne było trafienie na 2:1, bo był to gol numer 1900 w historii występów Lecha w ekstraklasie. Autorem był Rudniew, który wykorzystał dośrodkowanie Siergieja Kriwca. Na 3:1 Łotysz podwyższył po niecodziennej akcji. Semir Stilić zdecydował się lobować bramkarza z połowy boiska! Był blisko szczęścia, ale Baran zbił piłkę na poprzeczkę, po czym przewrócił się. Nie podniósł się jednak, bo był przekonany, że futbolówka jest poza boiskiem. Skorzystał z tego Rudniew, który dopełnił formalności. Gwoli ścisłości, trzeba dodać, że sędzia powinien odgwizdać spalonego, bo Łotysz był za plecami obrońców w momencie próby Bośniaka.
Przeciwnika dobił Aleksandar Tonew, który po raz pierwszy pojawił się w wyjściowym składzie. Bułgar grał świetnie, imponowała jego szybkość oraz umiejętność dryblingu. W końcu oddał też strzał, po którym miał wiele szczęścia, bo piłka odbiła się rykoszetem od obrońcy i zupełnie zmyliła białostockiego bramkarza. Skończyło się zatem wynikiem 4:1, choć były szanse na kolejne gole. - Dedykujemy ten mecz Dimitrije Injacowi, który dzień wcześniej został ojcem. Te gole dla niego - opowiadał Rudniew po końcowym gwizdku.
Lech wrócił zatem na pozycję lidera ekstraklasy. Czy tak będzie po rozegraniu całej 7. kolejki? Wyprzedzić poznaniaków ma szansę tylko Korona Kielce. Kilka zespołów może zrównać się punktami z lechitami, ale trudno wyobrazić sobie, by mieli korzystniejszy bilans bramek. - Jestem bardzo zadowolony, że po dwóch porażkach udało nam się wygrać i to w dodatku w tak efektownym stylu. Było w tym meczu kilka bardzo dobrych momentów, a co cieszy mnie najbardziej stworzyliśmy sobie zdecydowanie więcej sytuacji niż te cztery, które wykorzystaliśmy. Z każdym dniem czuję, że jesteśmy coraz lepsi i to się dzisiaj potwierdziło - podsumował Bakero.
Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 4:1 (1:1)
Bramki: 1:0 Rudniew (24.), 1:1 Plizga (32.), 2:1 Rudniew (57.), 3:1 Rudniew (62.), 4:1 Tonew (64.)
LECH: Kotorowski - Bruma Ż (46. Kamiński), Wojtkowiak, Wołąkiewicz, Henriquez - Murawski - Stilić, Możdżeń Ż (64. Injac), Kriwiec, Tonew (82. Drygas) - Rudniew.
JAGIELLONIA: Baran - Bartczak, Cionek, Skerla, Norambuena - Kupisz (83. Kukol), Grzyb, Hermes, Pejović (27. Seratlić) - Frankowski (73. Cetković), Plizga.
Sędzia: Jarzębak (Bytom).
Widzów: 10 389.
|