|
|
Jasmin Burić musiał dzisiaj w Białymstoku dwukrotnie wyciągać piłkę z siatki (fot. Andrzej Grupa)
|
Lech Poznań przegrał w Białymstoku z Jagiellonią 0:2 w 4. kolejce piłkarskiej ekstraklasy. W ten sposób zakończyły się dwie niesamowite serie Kolejorza. Pierwsza, to śrubowany od jakiegoś czasu klubowy rekord kolejnych meczów bez porażki. Licznik ostatecznie zatrzymał się na 25 spotkaniach. Druga passa, to 33 kolejne oficjalne starcia, w których lechici tracili najwyżej jednego gola.
Obie serie liczone są od 25 września ubiegłego roku, kiedy Kolejorz grał w ekstraklasie przeciwko Legii Warszawa na stadionie przy Łazienkowskiej. Przegrał 0:2 i do dzisiaj była to ostatnia porażka lechitów w lidze oraz ostatni mecz (biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki), w którym poznański zespół stracił więcej niż jednego gola. Za jednym zamachem obie passy poznaniaków zakończyła Jagiellonia Białystok, która w końcówce dażyła nawet do zdobycia trzeciej bramki. Wtedy byłaby bowiem nowym liderem ekstraklasy. Nie udało się jednak i drużyna Michała Probierza ma tyle samo punktów (10), co liderująca Polonia Warszawa, ale zajmuje drugie miejsce. Lech jest w tym momencie ósmy.
Bardzo zdenerwowany był po meczu obrońca Lecha, Marcin Kikut. - Tak nie może grać mistrz kraju. To nieporozumienie. Wyeliminowaliśmy Dnipro Dniepropietrowsk, rozbiliśmy Cracovię 5:0, byliśmy odbudowani. Mieliśmy iść za ciosem, zrobić kolejny krok, a zrobiliśmy go, ale do tyłu. Tak nie może być. Cieszymy się z tego, że niedługo zagramy z Juventusem Turyn czy Manchesterem City. Jak nie weźmiemy się to roboty, to będzie kompromitacja - opowiadał.
Ocena chyba zbyt surowa, bo lechici wcale nie zagrali źle. Ich gra rozsypała się właściwie dopiero w ostatnim kwadransie, kiedy na dodatek musieli radzić sobie w dziesiątkę - po tym, jak czerwoną kartkę dostał Manuel Arboleda. W podstawowym składzie nie było wielkich niespodzianek. Wskoczyli tylko ci, którzy nie mogli grać przeciwko Dnipro: Sławomir Peszko, Dimitrije Injac i Artjoms Rudnevs. Zastąpili Ivana Djurdjevicia, Jacka Kiełba i Joela Tshibambę. Peszko miał po przerwie najlepszą okazję do strzelenia gola, ale w sytuacji sam na sam trafił w nogę bramkarza Grzegorza Sandomierskiego. Katem Lecha okazał się Kamil Grosicki, który w drugiej połowie pojawił się na boisku. Najpierw przeprowadził piłkę przez pół boiska i zagrał w polu karnym do Tomasza Frankowskiego, który tylko dopełnił formalności. Kiedy miesiąc temu Jagiellonia pokonała Lecha 1:0 w starciu o Superpuchar, także ten doświadczony napastnik trafił do siatki Jasmina Buricia. Dzisiaj wynik ustalił Grosicki ładnym strzałem głową po dośrodkowaniu z lewej strony Alexisa Norambueny.
Lechici opuszczali boisko bardzo wkurzeni. Czuli się bowiem pokrzywdzeni przez arbitra, Szymona Marciniaka z Płocka. Rzeczywiście, okazał się on niekonsekwentny. W pierwszej połowie Mladen Kascelan i Manuel Arboleda za brzydkie faule zostali ukarani żółtymi kartkami. Kolumbijczyk, który w ubiegłym sezonie w Białymstoku zapewnił Kolejorzowi zwycięstwo, stał się dzisiaj wrogiem numer 1 dla miejscowych kibiców. Każde jego dojście do piłki kwitowane było buczeniem i gwizdami. Na początku drugich 45 minut Kascelan znów przekroczył przepisy. Przy linii bocznej pola karnego bardzo ostro zaatakował mijającego go Luisa Henriqueza. Atak nogą w okolice kolana był bardzo niebezpieczny. Marciniak faul zauważył, ale do kieszonki nie sięgnął. Za to zrobił to, kiedy w bardzo podobnej sytuacji na kwadrans przed końcem Arboleda powalił tuż przed polem karnym Grosickiego. Wtedy rozpoczęły się niekończące się dyskusje. Kierownik zespołu Lecha, Łukasz Mowlik, został nawet odesłany na trybuny za protesty.
Trener Jacek Zieliński dawno nie był tak wkurzony. - Gratuluję Michałowi Probierzowi zasłużonego zwycięstwa, gdyż Jagiellonia miała dziś w meczu więcej sytuacji podbramkowych i była po prostu lepsza. Wygrała w pełni zasłużenie - tyle miał do powiedzenia na temat meczu, po czym jednak dodał również:- Nie może być jednak tak, żeby jakiś młodzian z mlekiem pod nosem decyduje o żółtych i czerwonych kartkach i czasami wypacza wynik spotkania. Tydzień temu odwalił numer w Gdyni, a teraz starał się zepsuć widowisko w Białymstoku - komentował. Chodziło mu oczywiście o sporne sytuacje z Kascelanem i Arboledą. - To, że trener Probierz bardzo szybko zmienił Kascelana, tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że zawodnikowi Jagiellonii należała się czerwona kartka - rzucił Zieliński.
- Wiedzieliśmy, że po meczu z Dnipro lechici będą zmęczeni i staraliśmy się to także wykorzystać. Mecz ustawił pierwszy gol dla nas. On okazał się decydujący - mówił z kolei Probierz. - My doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jeśli po godzinie będziemy mieć w miarę korzystny rezultat, to potem możemy powalczyć o coś więcej - dodał Frankowski.
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK - LECH POZNAŃ 2:0 (0:0)
Bramki: 1:0 Tomasz Frankowski (70.), 2:0 Kamil Grosicki (87.)
JAGIELLONIA: Sandomierski - Kascelan Ż (55. Grosicki), Cionek, Skerla, Norambuena - Kupisz, Hermes, Burkhardt (66. Kijanskas), Grzyb, Lato - Frankowski (85. Gogol).
LECH: Burić - Kikut, Wojtkowiak, Arboleda Ż+Ż=CZ, Henriquez - Injac Ż, Bandrowski - Peszko (85. Tshibamba), Stilić (68. Wichniarek), Kriwiec (61. Kiełb) - Rudnevs.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 6 000.
Jagiellonia Białystok - Lech Poznań
| 2 |
GOLE |
0 |
| 14 |
strzały |
12 |
| 6 |
strzały celne |
1 |
| 3 |
rzuty rożne |
3 |
| 5 |
spalone |
0 |
| 11 |
faule |
20 |
| 1 |
żółte kartki |
3 |
| 0 |
czerwone kartki |
1 |
|