|
|
O piłkę walczy Zlatko Tanevski (fot. Maciej Opala)
|
W pierwszym swoim meczu kontrolnym rozegranym podczas zgrupowania w niemieckim Bad Reichenhall piłkarze poznańskiego Lecha pokonali czeską Viktorię Pilzno 3:1. Kolejorz wygraną okupił kontuzjami Gordana Golika oraz Łukasza Białożyta. Obaj wracają do Poznania.
Drugi mecz sparingowy z rzędu Lech rozpoczął w tym samym składzie. A to oznacza tylko jedno - sztab szkoleniowy właśnie tę jedenastkę piłkarzy uznaje w tym momencie za optymalną. Ponieważ klub na razie nie poszalał na rynku transferowym, to jedyne nowe nazwisko w tym zestawie to Grzegorz Kasprzik. Widać, że jest on szykowany do pozycji numer jeden. Był bowiem na boisku 90 minut, żeby mieć jak najwięcej czasu na lepszce zgranie się z partnerami. Błędów nie popełnił, a przy jedynym trafieniu Czechów nie miał tak naprawdę zbyt wiele do powiedzenia. Piłka uderzona z dystansu przez Petra Jiracka wylądowała bowiem w samym okienku bramki. Inna sprawa, że sekundy wcześniej akcja powinna zostać przerwana, bo sędzia asystent sygnalizował pozycję spaloną rywala. Główny arbiter jednak w ogóle nie reagował.
W tym samym czasie, kiedy Kasprzik bronił, Jasmin Burić był przebrany w strój tylko na wszelki wypadek. A Krzysztof Kotorowski pokonywał kolejne okrążenia na bieżni. Czyżby teraz nadrabiał stracony czas i to, że nie rozpoczął przygotowań razem z pozostałymi kolegami? - Nie, po prostu nie był przewidziany w ogóle do gry i w zamian za to tylko truchtał - wyjaśniał trener Jacek Zieliński.
Szkoleniowiec Lecha po raz kolejny zastosował ustawienie 4-4-2 i widać, że będzie mu wierny. Zmiana dla zawodników oznacza, że nie wszystko jeszcze funkcjonuje idealnie. - To jest dla nas na pewno nowość i dopiero przyzwyczajamy się do nowego stylu. Myślę, że jeszcze kilka sparingów i będzie w porządku - przyznał później Marcin Kikut, który ze względu na rehabilitację Grzegorza Wojtkowiaka ma pewne miejsce na prawej obronie.
Wynik dla poznaniaków układał się znakomicie, ale Zieliński kilka razy okazywał swoje niezadowolenie. - Jesteśmy za bardzo niedokładni - krzyczał w pewnym momencie. - Szybciej musimy wyprowadzać piłkę z obrony - strofował podopiecznych w innej sytuacji. Wkurzyło go też podnoszenie piłki. - Od trzech tygodni ćwiczymy grę dołem i pora już się do tego przyzwyczaić - komentował. Po końcowym gwizdku opowiadał: - Musimy rzeczywiście szybciej przenosić ciężar gry, bo jak za długo trzymamy piłkę przed własnym polem karnym, to przeciwnik natychmiast doskakuje pressingiem i robią się problemy. W takich sytuacjach kilka razy zrobiło się groźnie pod naszą bramką. Natomiast jeśli chodzi o niedokładność, to pewnie spowodowane to jest jeszcze tym, że wciąż na tym zgrupowaniu trenujemy dwa razy dziennie i zawodnicy są jeszcze trochę podmęczeni. Jak przyjdzie świeżość, to powinno to wyglądać już zdecydowanie lepiej - komentował Zieliński.
Strzelanie goli przychodziło jednak lechitom tego dnia bardzo łatwo. Pierwszy był prezentem ze strony rywali. Robert Lewandowski przejął piłkę przed polem karnym i spokojnie wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem. Potem błysnął Sławomir Peszko, który wiele nie zastanawiał się, kiedy miał piłkę w narożniku pola karnego. Kopnął z półobrotu nie do obrony. Były także kolejne szanse - na przykład strzał Lewandowskiego w słupek oraz minimalnie chybiona szansa Jakuba Wilka. Najpiękniejsza akcja została jednak przeprowadzona w 43. minucie. Lewandowski dostał wówczas podanie z głębi pola i popędził w stronę pola karnego. Z lewej strony dośrodkował wprost na głowę Hernana Rengifo. Peruwiańczyk jednak wcale nie strzelał, tylko zgrał do wbiegającego środkiem Semira Stilicia. Bośniak doskonale zdublował pozycję napastnika i z bliska pokonał bramkarza, przerzucając piłkę ponad nim.
W drugiej części już tyle szans nie było głównie przez opady deszczu. Tuż przed przerwą rozpadało się na dobre i piłkarzom później ciężko już było konstruować akcje. O wielkim pechu mogą mówić dwaj poznaniacy. Najpierw z powodu kontuzji musiał zejść Gordan Golik, a kilka minut później to samo spotkało Łukasza Białożyta. Chorwat ma według wstępnej diagnozy naciągnięte więzadła poboczne w kolanie, a drugi - naderwany mięsień przywodziciela. Potwierdzenie będzie jednak dopiero po szczegółowych badaniach. Obaj niestety wracają do Poznania.
Dwie dobre okazje wypracował sobie w drugiej połowie Tomasz Mikołajczak. Gola jednak nie udało mu się zdobyć. Lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby podawał do partnerów. - Na razie wychodzą nawyki z Nielby, w której był głównym egzekutorem. Dlatego jeszcze nie dostrzega kolegów. To przyjdzie z czasem. Imponuje mi jednak, jak potrafił kilka razy utrzymać się przy piłce - chwalił go trener Zieliński. - Generalnie jestem zadowolony ze sparingu. Choć nie popadamy w samozachwyt. Ciągle przed nami sporo pracy - podsumował. W sobotę Lech rano będzie trenował na boisku, a po południu piłkarze popracują na siłowni.
Lech Poznań - Viktoria Pilzno 3:1 (3:1)
Bramki: 1:0 Lewandowski (6.), 2:0 Peszko (10.), 2:1 Jiracek (25.), 3:1 Stilić (43.)
Lech: Kasprzik - Kikut, Bosacki (46.Tanevski) , Arboleda, Djurdjević (46.Henriquez) - Peszko, Bandrowski (46.Injac), Stilić (46.Golik; 59.Białożyt; 67.Wilk), Wilk (64.Szałek) - Rengifo (46.Mikołajczak), Lewandowski (59.Handzić).
|