|
|
Przez blok Orła przebija się środkowy Michał Lipa (fot. Marcin Ostajewski)
|
W pierwszej rundzie fazy zasadniczej siatkarze MKS Kalisz przegrali tylko jeden mecz. W 2. kolejce odebrali bolesną lekcję, przegrywając 0:3 w Międzyrzeczu. Po dziesięciu tygodniach zrewanżowali się ekipie Orła, choć do pełni szczęścia zabrakło im zwycięstwa bez starty seta.
Gdyby podopieczni Mariana Durleja wygrali 3:0, wówczas rachunki byłyby wyrównane. A tak, przyjezdni mają satysfakcję, że w tej konfrontacji są o jedną partię lepsi. - Widać, że moi chłopcy byli dzisiaj jacyś spięci. Przypomniałem im o tamtym spotkaniu, ale chciałem ich jedynie zmobilizować, a nie dodatkowo stresować - mówił po spotkaniu kaliski szkoleniowiec. - Choć wiedzieliśmy, że czeka nas ciężki mecz, chcieliśmy wywalczyć tu choćby punkt. Niestety się nie udało - przyznał z kolei doskonale znany nad Prosną rozgrywający Piotr Haładus, który jeszcze dwa lata temu występował Grześkach-Hellenie Kalisz. Potem jednak przeniósł się Międzyrzecza i, już z nowym zespołem, stara się odbudować męską siatkówkę w swoim rodzinnym mieście.
Orzeł jest zespołem nieprzewidywalnym. W tym sezonie, oprócz sensacyjnego zwycięstwa z MKS, dwukrotnie urwał po punkcie AZS UAM Poznań. Dla równowagi ma na swoim koncie chyba największą wpadkę w dotychczas rozegranych meczach, czyli porażkę z LO MS Świnoujście (1:3). W Kaliszu o niespodziankę było mu trudno, bo musiał zagrać bez swoich podstawowych przyjmujących. Michał Jakubczak na parkiecie w ogóle się nie pojawił, a Mariusz Szulikowski wszedł w samej końcówce. Ich brak był mocno widoczny.

W ataku Krzysztof Porada (fot. Marcin Ostajewski)
Kiedy już gospodarze pozbierali się po słabym pierwszym secie i zaczęli lepiej serwować, beniaminek miał mnóstwo kłopotów ze zorganizowaniem przyzwoitej kontry. - Ten kiepski początek to chyba efekt mocniejszych treningów, jakie mieliśmy w tym tygodniu. W pierwszej partii praktycznie nie byliśmy w stanie się ruszyć. Właściwie to staliśmy na boisku - tłumaczył potem kapitan kaliskiego zespołu Patryk Spychała. - Z biegiem czasu wyglądało to jednak coraz lepiej - dodawał.
Rzeczywiście, gra gospodarzy z akcji na akcję nabierała rumieńców. Dobrze funkcjonowała zagrywka, na siatce nieźle radzili sobie środkowi, a ze skrzydeł rzadko mylił się Krzysztof Porada. W polu serwisowym nie najlepiej spisywali się za to goście. MKS mógł więc często skutecznie kończyć pierwszy atak lub dopisywać sobie łatwe punkty po błędach rywali.
Trochę więcej emocji było jeszcze w czwartej partii. Kaliszanie długo nie potrafili odskoczyć. Kiedy set wchodził w decydującą fazę, przegrywali 20:22. Durlej już wcześniej wykorzystał dwa czasy, więc zdecydował się posłać w bój rezerwowych. Opłacało się. Z Michałem Wronieckim, Dawidem Kowalewskim i Mateuszem Skadłubowiczem na parkiecie, miejscowi zdobyli pięć punktów z rzędu. Decydującą akcję zakończył skutecznym blokiem młody Skadłubowicz. - Cieszę się, że chłopaki z kwadratu zagrali taką fajną końcówkę i pokazali, że są naprawdę dobrymi zawodnikami - mówił opiekun kaliskiej szóstki.

Po ostatniej akcji, kaliszanie cieszyli się jak dzieci. W objęciach Dawida Kowalewskiego Mateusz Skadłubowicz (fot. Marcin Ostajewski)
Po 11. kolejce MKS awansował na 2. miejsce w tabeli, kosztem akademików z Poznania, którzy w sobotę przegrali u siebie z Krispolem Września (1:3). Obie te drużyny będą rywalami zespołu z Kalisza w następnych kolejkach. Najpierw ekipa Durleja pojedzie do Wrześni (10 grudnia), a potem podejmie u siebie siatkarzy ze stolicy Wielkopolski (17 grudnia). Możliwe, że w tych spotkaniach rozstrzygnie się układ pierwszej trójki przed play-off.
MSK Kalisz - Orzeł Międzyrzecz 3:1 (22:25, 25:16, 25:17, 25:22)
MKS: Spychała, Makowski, Kuna, Lipa, Dłubała, Porada, Odwarzny (libero) oraz Kowalewski, Skadłubowicz, Wroniecki
Orzeł: Haładus, Sroga, Malinowski, Szala, Barański, Kaczorek, Wanat (libero) oraz Olejniczak, Stafyniak, Czyż, Szulikowski.
|