|
|
Zespół Damiana Lisieckiego jako pierwszy z drugoligowców mógł cieszyć się z awansu do finału play-off (fot. Krzysztof Kaczyński)
|
Siatkarze AZS UAM Poznań zagrają w finale play-off II ligi! Podopieczni Damiana Lisieckiego w spotkaniu nafaszerowanym adrenaliną wyszarpali awans, ogrywając w Kaliszu miejscowego Colmana 3:2. Gospodarze prowadzili już w tym meczu 2:1, a w tiebreaku mieli piłkę meczową. Ostatecznie przegrali i sezon już się dla nich skończył.
To właśnie piąta partia najlepiej oddaje dramaturgię, jaka towarzyszyła temu spotkaniu. Po słabym pierwszym secie, gospodarze wygrali dwa kolejne i wydawało się, że za chwilę dobiją rywala. Z poznaniaków wyraźnie zeszło powietrze. Nie pomagały zmiany. Damian Lisiecki szybko zdjął z boiska Waldemara Kaczmarka. Na rozegraniu pojawił się Piotr Skrok. Co jakiś czas Piotra Janiaka zastępował Patryk Wojtysiak. Pomimo tego, to kaliszanie rozdawali karty.
Ale w czwartym secie akademicy się podnieśli. Choć lepiej powiedzieć, że to Colman obniżył loty. - Znów pojawiła się ta bolączka, która trapiła nas we wsześniejszej części sezonu. Po prosto za szybko uwierzyliśmy, że ten mecz sam się wygra - mówił po spotkaniu kapitan kaliskiej ekipy Marcin Melnarowicz. - Zupełnie siadło nam przyjęcie. Trener próbował coś zmieniać, ale to nie przynosiło efektu. Potem już dał nam odpocząć przed piątym setem - dodaje rozgrywający Patryk Spychała.
Decydującą partię lepiej rozpoczęli przyjezdni. W tiebreaku prowadzili już 11:6. Potem na zagrywkę wszedł Adam Łukasik. Przyjmujący Colmana w całym spotkaniu wreszcie był tym zawodnikiem, którego pamiętają kibice z rundy zasadniczej. Można było na niego liczyć w każdym elemencie. Dobrze atakował, posłał kilka asów i trzymał mentalnie ekipę gospodarzy. To w dużej mierze dzięki niemu kaliszanie doprowadzili do remisu 11:11. Od tego momentu wszystko, co działo się na parkiecie przypominało rosyjską ruletkę. Dwukrotnie na prowadzenie wychodzili jedni i drudzy. Cztery razy był remis. W decydującym momencie (15:15) za spust pociągnął Damian Domonik. Z tym, że lufę wycelował w rywali. To jego serwis sprawiał w sobotę najwięcej probelmów miejscowym. W rozstrzygających akcjach rozstrzelał nim Melnarowicza. - Bardzo mocno koncentrowaliśmy się przed tym spotkaniem. Wiedzieliśmy, że w tej jaskini czeka nas bardzo ciężka walka. Colman wyzwał nas na pojedynek i my temu wyzwaniu sprostaliśmy. Bardzo się z tego powodu cieszymy - mówił po spotkaniu drugi z poznańskich bombardierów Łukasz Murdzia. - To, że Colman nie poddał się po pierwszym, słabszym secie, jest głównie zasługą trenera. Marian Durlej to bardzo fajny gość, który wykonuje tu połowę roboty. Zawsze będę to powtarzał. I chociażby ze względu na takich szkoleniowców, w Kaliszu powinno się pielęgnować siatkówkę - dodawał rozluźniony kapitan AZS.
Gospodarze długo nie mogli pogodzić się z porażką. Po ostatnim gwizdku zrobiło się nawet dość nerwowo. Przy stoliku sędziowskim w ostrą dyskusję z Marcinem Myszkowskim z Warszawy wdali się Melnarowicz, Durlej oraz grupka kibiców. - Chciałbym przeprosić pana sędziego, bo te nerwy były niepotrzebne i mogliśmy sobie spokojnie porozmawiać. Chodziło tylko o to, że kapitan ma prawo wymienić uwagi z arbitrem. Zwłaszcza, że ja nie miałem na celu podważać jego decyzji. W drugim secie zostałem jednak wyproszony spod słupka i ukarany żółtą kartką, a potem sędzia nie dopuszczał mnie do siebie - tłumaczył potem 25-letni przyjmujący.
AZS jest pierwszym zespołem, który wywalczył sobie awans do finału play-off. Na swojego przeciwnika akademicy poczekają przynajmniej do niedzieli, bo Krispol Września niespodziewanie przegrał w Żaganiu z miejscowym Sobieskim 1:3. Dla Colmana sezon się już skończył. - Powalczymy jeszcze w akademickich mistrzostwach Polski - zapewnia kapitan kaliskiej ekipy.
Colman Kalisz - AZS UAM Poznań 2:3 (19:25, 25:20, 25:15, 13:25, 15:17)
Colman: Spychała, Janczak, Lis, Łukasik, Melnarowicz, Porada, Wroniecki (libero) oraz Sęk, Kowalewski, Skadłubowicz.
AZS: Kaczmarek, Domonik, Obuchowicz, Lisiecki, Murdzia, Janiak, Nieboj (libero) oraz Skrok, Wojtysiak.
|